Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Ks. bp Albin Małysiak we wspomnieniach

Wszyscy biskupi powinni być tacy

Sły­sząc sło­wa: Biskup Mały­siak, ks. infu­łat Janusz Bie­lań­ski z Wawe­lu bez waha­nia odpo­wia­da: „Wspa­nia­ły, dobry czło­wiek, życz­li­wy dla wszyst­kich, ser­decz­ny i uśmiech­nię­ty. Jak naj­lep­sze mam zda­nie o Księ­dzu Bisku­pie. I to od począt­ku do koń­ca. Teraz ono bar­dziej się potę­gu­je, bo nam bar­dzo bra­ku­je tego wspa­nia­łe­go Dusz­pa­ste­rza i Kapła­na”.
Ks. infu­łat Bie­lań­ski wspo­mi­na cza­sy, kie­dy był pro­bosz­czem w para­fii w Mydl­ni­kach w poło­wie lat 70. Wte­dy to budo­wał kościół, a ks. Albin był dzie­ka­nem deka­na­tu obej­mu­ją­ce­go pół­noc­no-zachod­ni Kra­ków. – Czę­sto się z nim kon­tak­to­wa­łem – snu­je opo­wieść ks. Bie­lań­ski. – Zawsze był otwar­ty, szcze­ry. Mówił: „Janusz, jak będzie źle, jak będziesz cze­goś potrze­bo­wał, to przyjdź – ja ci pomo­gę”. Był jak dobry ojciec, to zna­czy sta­wiał wyma­ga­nia, ale wia­do­mo było, że moż­na przy nim poru­szyć każ­dy temat i dla­te­go budził wiel­kie zaufa­nie. Nie­ustan­nie zachę­cał do pra­cy przy budo­wie kościo­ła. To był czas, kie­dy ta pierw­sza radość już przy­ga­sła, bo się oka­za­ło, że para­fia liczy nie­speł­na 1200 ludzi – to nie za wie­le, aby udźwi­gnąć cię­żar budo­wy świą­ty­ni. Więk­szą część pra­cy wyko­na­li sami para­fia­nie, ale mate­ria­ły budow­la­ne trze­ba było kupić, inży­nie­rów zaan­ga­żo­wać, więc to wszyst­ko było kosz­tow­ne i nie takie łatwe. Wte­dy ks. Albin mówił do mnie: „Janusz, jak ci będzie cięż­ko, zrób zebra­nie z ludź­mi i ja przy­ja­dę, będzie­my roz­ma­wiać. Ja ich pochwa­lę, powiem, że to jest wiel­ka rzecz, że może­cie ten kościół budo­wać, i zachę­cę ich do dal­szej pra­cy, żeby nie było cza­sem roz­ła­mów w para­fii”. I wie­le, wie­le razy był u mnie w Mydl­ni­kach. Był u sie­bie, bo prze­cież to był jego deka­nat. Uspo­so­bie­nie miał wspa­nia­łe, inne niż na przy­kład biskup Pie­trasz­ko, któ­ry z kolei był poważ­ny. Też poma­gał w budo­wie kościo­ła, bo z ramie­nia Kurii odpo­wia­dał za spra­wy budow­la­ne. Para­fia­nie mówi­li, że przy­je­chał ten biskup, któ­ry cho­dzi, nic nie mówi, tyl­ko patrzy, a potem sia­da w auto i odjeż­dża. To był ks. bp Pie­trasz­ko. A kie­dy przy­je­chał ks. biskup Mały­siak, to zaraz z każ­dym roz­ma­wiał, każ­de­go pochwa­lił, każ­de­mu rękę podał. To jest Biskup! Tacy wszy­scy bisku­pi powin­ni być i wszy­scy księ­ża – roz­pro­mie­nia się ks. infu­łat. – Nigdy ode mnie nie wziął gro­sza za posłu­gę. Mówił tyl­ko: „Janusz, nie wezmę, ale za to zro­bisz mi dobrą kawę!” – doda­je ks. Bie­lań­ski.
Biskup Albin był tak­że czło­wie­kiem zapo­bie­gli­wym. Infu­łat wawel­ski przy­po­mi­na sobie, jak kie­dyś mówił do wier­nych: – Na pew­no będzie jakiś kry­zys, bo może wam zabrak­nąć pie­nię­dzy. Ja tro­chę pie­nię­dzy mam i wam dam, ale nie mogę dać wam wszyst­kie­go, bo prze­cież muszę z cze­goś żyć [śmiech]. Zachę­cał też, aby­śmy jeź­dzi­li po sąsied­nich para­fiach i pro­si­li o wspar­cie – doda­je kapłan. – Co waż­ne – ja nigdy nie bra­łem tych pie­nię­dzy do sie­bie. Jak była zbiór­ka na kościół, to para­fia­nie zbie­ra­li i pie­nią­dze sami prze­cho­wy­wa­li. Nie mia­łem gospo­dy­ni, miesz­ka­łem sam, a prze­cież wie­dzia­łem, że zło­dzie­je też słu­cha­ją ogło­szeń para­fial­nych [śmiech]. W ten spo­sób wie­dzie­li, że nie mają pro­bosz­cza z cze­go okraść. Para­fia­nie liczy­li fun­du­sze, komi­syj­nie spi­sy­wa­li i potem dzie­li­li mię­dzy sobą, aby zabrać na prze­cho­wa­nie. W ten spo­sób zacho­wa­li­śmy przej­rzy­stość i uczci­wość wobec całej wspól­no­ty – zazna­cza ks. Bie­lań­ski.
Zakon­nik w służ­bie die­ce­zji
Mimo iż ks. Albin nale­żał wpierw do ducho­wień­stwa zakon­ne­go, nie miał żad­nych pro­ble­mów z wej­ściem w pro­ble­my dusz­pa­ster­skie Archi­die­ce­zji Kra­kow­skiej. Na pyta­nie, skąd taka łatwość w podej­ściu zarów­no do spraw zakon­nych, jak i die­ce­zjal­nych, ks. Janusz Bie­lań­ski bez waha­nia odpo­wia­da: – Źró­dłem tego była jego świę­tość. Ponad­to Biskup był prak­ty­kiem dusz­pa­ster­stwa. Kie­dyś powie­dział: „Świec­cy muszą dzia­łać. Musi­cie być apo­sto­ła­mi Chry­stu­sa. Pro­boszcz swo­je zapo­wia­da z ambo­ny, ale wy mię­dzy sobą roz­ma­wiaj­cie, podziel­cie się: w tym tygo­dniu ta część para­fii się modli i pra­cu­je, w następ­nym inna część para­fii i tak dalej”. Roz­sąd­nie dora­dzał ludziom, był to dia­log w peł­ni sza­cun­ku i kul­tu­ry. Jestem prze­ko­na­ny, że zasłu­gi ks. bp. Albi­na Mały­sia­ka powin­ny zostać zło­ty­mi gło­ska­mi zapi­sa­ne w wie­lu świą­ty­niach Kościo­ła kra­kow­skie­go – pod­kre­śla kapłan.
Kate­dra jest na pierw­szym miej­scu
Kolej­nym okre­sem w życiu kapłań­skim ks. Janu­sza Bie­lań­skie­go był Wawel i posłu­ga pro­bosz­cza oraz opie­ku­na kró­lew­skiej kate­dry. Wów­czas tak­że mógł liczyć na wspar­cie ks. bisku­pa Mały­sia­ka. Ks. infu­łat wra­ca pamię­cią do tam­tych lat: – Zawsze pytał mnie: „Kie­dy przy­je­chać, kie­dy będzie jakaś uro­czy­stość, żebym odpra­wił Mszę św. i powie­dział kaza­nie”. Były nabo­żeń­stwa patrio­tycz­ne, a wte­dy o cele­bran­sa było bar­dzo trud­no, bo nie wszy­scy chcie­li tak odważ­nie mówić o pro­ble­mach Ojczy­zny. Ks. biskup Albin zawsze był chęt­ny. Tele­fo­no­wa­łem do nie­go i pro­si­łem go: „Niech Ksiądz Biskup ratu­je spra­wę, bo nie mam kazno­dziei”, to on odpo­wia­dał: „Janusz, ja mam inne obo­wiąz­ki, ale kate­dra jest na pierw­szym miej­scu, więc przy­ja­dę i odpra­wię Mszę św., a w innej para­fii prze­ło­ży­my godzi­nę nabo­żeń­stwa”. I tak było kil­ka razy. Kie­dyś powie­dział: „Jak trze­ba, to ja wyj­dę do tej mili­cji, któ­ra pod wzgó­rzem wawel­skim stoi i cze­ka z pała­mi na ludzi. Niech mnie biją – to jest Pol­ska, to jest Kościół Chry­stu­so­wy. Kościół, za któ­ry trze­ba też cier­pieć!”.
Ks. Bie­lań­ski pod­kre­śla, że na nabo­żeń­stwach patrio­tycz­nych cele­bro­wa­nych przez ks. bisku­pa Albi­na kate­dra była zawsze wypeł­nio­na po brze­gi wier­ny­mi. Biskup chwa­lił, pod­no­sił na duchu, ale też wyraź­nie i sta­now­czo zobo­wią­zy­wał ludzi do porząd­ne­go patrio­ty­zmu, gdy cho­dzi o Pol­skę i do porząd­ne­go życia reli­gij­ne­go, gdy cho­dzi o Kościół. Ks. infu­łat doda­je, że Biskup jasno mówił, jakie są cza­sy. Ape­lo­wał, że Pol­skę trze­ba kochać. A kochać to nie tyl­ko mówić, ale przede wszyst­kim modlić się i dzia­łać.
Wzór do naśla­do­wa­nia
Ks. Bie­lań­ski zazna­cza na koniec, że uwa­żał już wte­dy i obec­nie potwier­dza, że ks. bp Albin Mały­siak powi­nien być wynie­sio­ny na ołta­rze. – Był­by wspa­nia­łym wzo­rem dla bisku­pów, pro­bosz­czów, dla księ­ży budu­ją­cych kościo­ły, dla dusz­pa­sterstw – prze­ko­nu­je kapłan i doda­je: – To był napraw­dę świę­ty czło­wiek. Tutaj widać dzia­ła­nie Opatrz­no­ści Bożej, że takie­go czło­wie­ka ks. kard. Woj­ty­ła wybrał jako swe­go współ­pra­cow­ni­ka w biskup­stwie. Biskup Albin był tak­że bar­dzo dys­kret­ny. To są wła­śnie cechy czło­wie­ka świę­te­go. Cza­sem twar­dą praw­dę powie­dział, ale zawsze my jako księ­ża mogli­śmy na nie­go liczyć. Ja byłem nim wręcz zachwy­co­ny! – pod­kre­śla na zakoń­cze­nie ks. Bie­lań­ski.

MM