Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Ks. bp Albin Małysiak we wspomnieniach

Kochał kapła­nów

Z ks. bp. Grze­go­rzem Rysiem, bisku­pem pomoc­ni­czym Archi­die­ce­zji Kra­kow­skiej roz­ma­wia Mał­go­rza­ta Pabis

Data nomi­na­cji bisku­piej zbie­gła się z datą śmier­ci ks. bp. Albi­na Mały­sia­ka. Czy to przy­pa­dek, że popro­sił Ksiądz Biskup rodzi­nę Zmar­łe­go o jego pasto­rał?
Wszyst­kie sym­bo­le, zna­ki urzę­du bisku­pie­go mam od kogoś lub po kimś. Krzyż pek­to­ral­ny dosta­łem od ks. kard. Fran­cisz­ka Machar­skie­go, a on od Jana Paw­ła II; pier­ścień bisku­pi poda­ro­wał mi ks. kard. Kazi­mierz Nycz; pasto­rał otrzy­ma­łem po śp. księ­dzu bisku­pie Albi­nie Mały­sia­ku. To praw­da, że popro­si­łem o nie­go. Dla­cze­go? Po pierw­sze, sta­ło się to jak­by oczy­wi­ste w momen­cie, kie­dy te dwie daty: nomi­na­cji i śmier­ci zbie­gły się z sobą. Razem z o. bp. Damia­nem Musku­sem weszli­śmy nie­ja­ko w jego miej­sce. I tak chcę myśleć o swo­jej posłu­dze – jako o kon­ty­nu­acji, a nie jako o począt­ku cze­goś. Po dru­gie, ks. bp Albin Mały­siak udzie­lił mi Sakra­men­tu Bierz­mo­wa­nia, a to było bar­dzo istot­ne spo­tka­nie w wymia­rze wia­ry.
Na pew­no nie­raz spo­tkał się Ksiądz Biskup z ks. bp. Albi­nem. Jak te spo­tka­nia zapi­sa­ły się w pamię­ci Księ­dza Bisku­pa?
Jako kle­ryk czę­sto wędro­wa­łem Plan­ta­mi w kie­run­ku kra­kow­skie­go Ryn­ku. Na tej tra­sie my kle­ry­cy nie­raz napo­ty­ka­li­śmy ks. bp. Albi­na, któ­ry nigdy nie dał się wyprze­dzić w… pozdro­wie­niu. Zawsze jako pierw­szy ścią­gał kape­lusz i wołał do nas: „Czo­łem bra­cia”. To było bar­dzo ujmu­ją­ce. Prze­cież nawet trzy­dzie­ści lat temu ks. bp Albin miał już swo­je lata i miał pra­wo ocze­ki­wać od nas pozdro­wień, a mimo to zawsze nas uprze­dzał i pierw­szy witał.
Z ks. bp. Mały­sia­kiem wią­że się wie­le zabaw­nych histo­rii. Sądzę zresz­tą, że war­te są spi­sa­nia, gdyż sta­no­wią kanon dow­ci­pów księ­ży kra­kow­skich. Sam byłem świad­kiem przy­naj­mniej dwóch takich zda­rzeń. 16. dnia każ­de­go mie­sią­ca – w dzień wybo­ru ks. kard. Karo­la Woj­ty­ły na Sto­li­cę Pio­tro­wą, w Kate­drze na Wawe­lu odpra­wia­na była Msza św. w jego inten­cji. Zazwy­czaj prze­wod­ni­czył jej ks. bp Julian Gro­blic­ki. Zda­rzy­ło się jed­nak kie­dyś, że zacho­ro­wał i zastę­po­wał go ks. bp Mały­siak. Już na począt­ku nabo­żeń­stwa coś wisia­ło w powie­trzu… i nagle biskup Albin roz­ba­wił wszyst­kich, gdy powie­dział: „Byłem u Ojca Świę­te­go w Waty­ka­nie. Słu­chaj­cie, jak On ubo­go miesz­ka” – a zebra­ni w Kate­drze sły­sząc tę zbit­kę: Waty­kan i ubo­go miesz­ka, gruch­nę­li śmie­chem.
W cza­sie tej Mszy św. Biskup opo­wia­dał, że pod­czas spo­tka­nia z Janem Paw­łem II powie­dział: „Ojcze Świę­ty, przy­je­cha­łem do Rzy­mu, by zała­twić bar­dzo waż­ną spra­wę”. Kie­dy Papież dopy­ty­wał, co spro­wa­dzi­ło bisku­pa do Ita­lii, odpo­wie­dział: „Przy­je­cha­łem, żeby Ci powie­dzieć, że wszy­scy bar­dzo Cię kocha­my!”.
Innym razem, tak­że w Kate­drze Wawel­skiej, w cza­sie uro­czy­sto­ści bło­go­sła­wie­nia lek­to­rów powie­dział: „Chłop­cy, będzie­cie teraz posłu­gi­wać Panu Jezu­so­wi obec­ne­mu w Naj­święt­szym Sakra­men­cie. Pamię­taj­cie jed­nak, że Pan Jezus obec­ny jest wszę­dzie – w każ­dym mili­me­trze sze­ścien­nym prze­strze­ni i próż­ni kosmicz­nej”. Myślę, że nikt nigdy nie wymy­ślił­by tak cie­ka­wej defi­ni­cji teo­lo­gicz­nej.
Powie­dział Ksiądz Biskup, że widzi sie­bie i swo­ją posłu­gę jako kon­ty­nu­ację. Co urze­ka­ją­ce­go w posłu­dze ks. bp. Mały­sia­ka wpły­nę­ło na taką decy­zję?
Prze­ma­wiał do mnie styl bycia ks. bp. Albi­na. On bar­dzo kochał księ­ży, a oni kocha­li jego. Nie wszy­scy we wszyst­kim się z nim zga­dza­li, ale to nie prze­szka­dza­ło, żeby nawza­jem się lubić i sza­no­wać. Miał czas dla kapła­nów, któ­rzy bar­dzo cie­szy­li się, gdy na róż­nych spo­tka­niach zabie­rał głos. Nie­raz go nawet pro­wo­ko­wa­li.
Nie­sa­mo­wi­te było tak­że to, że już jako ponad 90-let­ni biskup, choć nie musiał uczest­ni­czyć w róż­nych spo­tka­niach zawsze był. Nawet na corocz­nym zebra­niu kate­che­tów. Zawsze chciał być na bie­żą­co. Ogrom­nie dużo wie­dział o świe­cie i podej­mo­wał aktu­al­ne tema­ty.
Cie­szy­łem się, że od pew­ne­go momen­tu mnie roz­po­zna­wał, zwłasz­cza w cza­sie, gdy byłem rek­to­rem kra­kow­skie­go Semi­na­rium Duchow­ne­go. Cie­szy­ło mnie to, że czy­tał nie­któ­re moje tek­sty, i że o nich ze mną roz­ma­wiał.
Dzię­ku­ję za roz­mo­wę.