Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Głupota i Mądrość (41)

Doskonalenie radości

Dla­cze­go wie­lu ludzi cho­dzi smut­nych? Doświad­cza­ją cier­pie­nia, nie odno­szą suk­ce­sów, nie mają tego, co potrzeb­ne do życia, mar­twią się o sie­bie i o bli­skich. Smut­nych jest coraz wię­cej. Nawet ci, któ­rzy się bawią, gdy wra­ca­ją do miesz­kań i zosta­ją sami, pogrą­ża­ją się w smut­ku. Takie życie nie ma per­spek­tyw. Smu­tek jawi się jako znak cięż­kiej cho­ro­by ducha, któ­ra pole­ga na utra­cie sen­su życia, a razem z nim celu, do któ­re­go się zmie­rza.
Kohe­let znał tę cho­ro­bę ducha i odsła­nia jed­ną z jej przy­czyn, a jest nią nie­spra­wie­dli­wość. Moż­na bowiem spo­tkać czło­wie­ka uczci­we­go, któ­ry cier­pi, i grzesz­ni­ka, któ­ry cho­dzi szczę­śli­wy. Na zie­mi nie ma spra­wie­dli­wo­ści. Gdy­by ona była czy­tel­na, wie­lu ludzi szu­ka­ło­by szczę­ścia na dro­dze uczci­wo­ści. Tym­cza­sem widzą obok sie­bie, a nawet sami doświad­cza­ją tego, że z powo­du swej spra­wie­dli­wo­ści cier­pią, bo śro­do­wi­sko ich nie tole­ru­je, a suk­ce­sy odno­szą ci, któ­rzy kła­mią, krad­ną, cudzo­ło­żą, zabi­ja­ją… Kohe­let wzy­wa do real­ne­go spoj­rze­nia na ota­cza­ją­cy nas świat i do skon­cen­tro­wa­nia uwa­gi na tym, co jest potrzeb­ne do życia na zie­mi. On chce wezwać mądrych, aby nie liczy­li się z wiru­sa­mi nie­spra­wie­dli­wo­ści i byli odpor­ni na smu­tek jako cho­ro­bę ducha, aby jej nigdy nie ulec.
Jest mar­ność, któ­ra się dzie­je na zie­mi: są spra­wie­dli­wi, któ­rym się zda­rza to, na co zasłu­gu­ją grzesz­ni­cy, a są grzesz­ni­cy, któ­rym się zda­rza to, na co zasłu­gu­ją spra­wie­dli­wi. Rze­kłem: I to jest mar­ność. Sła­wi­łem więc radość, bo nic dla czło­wie­ka lep­sze­go pod słoń­cem, niż żeby jadł, pił i dozna­wał rado­ści, i by to go cie­szy­ło przy jego tru­dzie za dni jego życia, któ­re pod słoń­cem daje mu Bóg (Koh 8,14–15).
Autor wzy­wa do pie­lę­gno­wa­nia w swym ser­cu rado­ści. Otrzy­mu­je­my od Boga tak wie­le darów, że to wystar­cza, aby zamie­nić swe życie w wiel­kie dzięk­czy­nie­nie. Nawet kale­ka dziew­czy­na, liczą­ca 19 lat, któ­ra nie opusz­cza inwa­lidz­kie­go wóz­ka, potra­fi­ła powie­dzieć: „Ja dzię­ku­ję Bogu za to, że jestem, że mnie kocha­ją w domu, że ja mogę kochać. Dzię­ku­ję, gdy widzę, jak inni tań­czą i lubię dzię­ko­wać za spraw­ność spor­tow­ców, któ­rych widzę na ekra­nie tele­wi­zo­ra. Jestem na zie­mi, aby dzię­ko­wać. Ludzie z byle powo­du narze­ka­ją. Mnie wystar­cza do życia to, że mam co jeść, mam co pić, mam kącik w domu, mam życz­li­wych ludzi i dobrą książ­kę. Oni nie dzię­ku­ją, ale ja dzię­ku­ję Bogu za nich”. Ona odkry­ła to, co napi­sał Kohe­let, mimo że nigdy jego słów nie czy­ta­ła. On spo­tkał ludzi do niej podob­nych, dla­te­go mógł czy­tel­ni­kom szu­ka­ją­cym mądro­ści wska­zać dro­gę dosko­na­le­nia rado­ści jako dro­gę twór­cze­go życia.
Jako chrze­ści­ja­nie sta­wia­my na tej dro­dze kro­ki do przo­du, gdy reali­zu­je­my wezwa­nie Chry­stu­sa do dzięk­czy­nie­nia Ojcu za wszyst­ko. On potrak­to­wał radość jako zada­nie, któ­re cze­ka na wyko­na­nie. Rado­ści trze­ba się uczyć. Jej szko­łą jest dzięk­czy­nie­nie. Szko­da, że na okre­śle­nie Mszy Świę­tej nie uży­wa­my sło­wa dzięk­czy­nie­nie, tak bowiem trak­to­wa­li sta­ro­żyt­ni chrze­ści­ja­nie uczest­ni­cze­nie we Mszy Świę­tej. Grec­kie sło­wo Eucha­ry­stia ozna­cza Dzięk­czy­nie­nie. Oni dobrze wie­dzie­li z cze­go rezy­gnu­ją, jeśli nie uczest­ni­czą. Kościół jest szko­łą dzięk­czy­nie­nia. Jeśli w nim poja­wia się narze­ka­nie, to znak, że mamy do czy­nie­nia z zani­kiem obec­ne­go w nim Ducha Świę­te­go. Ten bowiem zawsze rado­ścią ubo­ga­ca wie­rzą­cych. To jeden z owo­ców Jego dzia­ła­nia. Chrze­ści­ja­nin nie może być smut­ny, bo nawet w klę­sce potra­fi dostrzec sens. Ochrzczo­ny winien pro­mie­nio­wać rado­ścią. Świa­dec­twa tej naszej rado­ści ocze­ku­je dzi­siej­szy świat.