Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Dom w Ewangelii (10)

Serce matki


Ks. Pra­łat Prof. dr hab. Edward Sta­niek

Kana­nej­ka woła­ła: „Uli­tuj się nade mną, Panie, Synu Dawi­da! Moja cór­ka jest cięż­ko nęka­na przez złe­go ducha”. Lecz On nie ode­zwał się do niej ani sło­wem. Na to pode­szli Jego ucznio­wie i pro­si­li Go: „Odpraw ją, bo krzy­czy za nami”. Lecz On odpo­wie­dział: „Jestem posła­ny tyl­ko do owiec, któ­re pogi­nę­ły z domu Izra­ela”. A ona przy­szła, padła Mu do nóg i pro­si­ła: „Panie, dopo­móż mi”. On jej odparł: „Nie­do­brze jest zabie­rać chleb dzie­ciom, a rzu­cać psom”. A ona odrze­kła: „Tak, Panie, lecz i szcze­nię­ta jedzą okru­chy, któ­re spa­da­ją ze sto­łu ich panów”. Wte­dy Jezus jej odpo­wie­dział: „O, nie­wia­sto, wiel­ka jest two­ja wia­ra; niech ci się sta­nie, jak pra­gniesz!”. Od tej chwi­li jej cór­ka była zdro­wa (Mt 15,21–28).
Ser­ce mat­ki jest domem. Szczę­śli­we, jeśli bije miło­ścią do dzie­ci. Nie­szczę­śli­we, jeśli tej miło­ści brak. Z taką kocha­ją­cą mat­ką moż­na się spo­tkać w Ewan­ge­lii.
Była pogan­ką, a jed­nak upro­si­ła Jezu­sa o cud uzdro­wie­nia cór­ki, cho­rej psy­chicz­nie albo ner­wo­wo, co łączo­no czę­sto z opę­ta­niem. Leka­rze nie byli w sta­nie jej pomóc. Popro­si­ła zatem o inter­wen­cję Jezu­sa. Ten nie chciał sły­szeć zarzu­tów ze stro­ny Żydów, że poma­ga poga­nom. Wyte­sto­wał wia­rę mat­ki. Miłość stać na upo­ko­rze­nie. Cen­niej­sze bowiem jest dobro tego, kogo kocha­my, niż upo­ko­rze­nie. Jezus upo­ko­rzył mat­kę, porów­nu­jąc ją – w zesta­wie­niu z Żyda­mi – do psa. Ona bar­dzo mądrze wyko­rzy­sta­ła to upo­ko­rze­nie i zyska­ła to, o co pro­si­ła.
Jezus wpierw pochwa­lił jej wia­rę. Tym samym zamknął usta wszyst­kim Żydom, któ­rych na taką wia­rę nie było stać. Ona wie­rzy­ła w Jezu­sa, Syna Dawi­da. Wie­dzia­ła, że jako pogan­ka, w zesta­wie­niu z Żyda­mi, ucho­dzi­ła za psa. To jej nie prze­szka­dza­ło, byle tyl­ko cór­ka wró­ci­ła do zdro­wia. Jezus cór­kę uzdro­wił. Mat­ka, gdy wró­ci­ła do domu i zasta­ła ją zdro­wą, nagło­śni­ła to uzdro­wie­nie w swym pogań­skim świe­cie, a wia­do­mość o cudzie zdzia­ła­nym przez Jezu­sa prze­ka­za­ła rów­nież Apo­sto­łom, naj­praw­do­po­dob­niej skła­da­jąc podzię­ko­wa­nie Jezu­so­wi. Nie ma o tym mowy w Ewan­ge­lii, ale sko­ro zosta­ło zapi­sa­ne, to autor znał ten cud.
Kocha­ją­ce ser­ce mat­ki jest otwar­te na wia­rę. Miłość bowiem zna potę­gę ufno­ści Bogu.
Szczę­śli­we mat­ki, któ­re umie­ją kochać, jak kocha­ła Kana­nej­ka i wie­rzyć tak moc­no, jak ona wie­rzy­ła. Miłość i wia­ra w Boga oraz Bogu sta­no­wią mono­lit. Praw­dzi­wa miłość ma bowiem swe źró­dło w Bogu. Kto kocha, nie zali­cza się do ate­istów. Zna bowiem ducho­wy wymiar życia.
W reflek­sji nad tajem­ni­cą domu trze­ba odkryć ten naj­mniej­szy dom, jakim jest ser­ce mat­ki i ser­ce ojca. Jeśli ten dom pro­mie­niu­je szczę­ściem, to jest w sta­nie budo­wać dom dla dzie­ci. Jeśli to ser­ce nie jest domem, to nie ma poję­cia o archi­tek­tu­rze domu zapla­no­wa­ne­go przez Boga.
Podob­nie wszy­scy odpo­wie­dzial­ni za Kościół speł­nia­ją swe zada­nie tyl­ko o tyle, o ile ich ser­ce jest domem wypeł­nio­nym szczę­ściem na wzór kocha­ją­cej mat­ki lub ojca. Jeśli prze­ło­że­ni w Koście­le takie­go ser­ca nie mają, nie są w sta­nie budo­wać domu Boże­go na zie­mi. Sta­ją się tyl­ko urzęd­ni­ka­mi, zatro­ska­ny­mi o popraw­ne funk­cjo­no­wa­nie kościel­nej insty­tu­cji, a nie o jej domo­we cie­pło i szczę­ście.