Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Dom w Ewangelii (12)

Łzy w domu


Ks. Pra­łat Prof. dr hab. Edward Sta­niek

W Ewan­ge­lii jest mowa o domu pogrą­żo­nym w żało­bie po śmier­ci Łaza­rza. Przy­by­wa­li do tego domu przy­ja­cie­le Łaza­rza i jego sióstr, aby je pocie­szyć. Było już czte­ry dni po pogrze­bie. Jezus o tym wie­dział, ale nie przy­był do przy­ja­cie­la, bo chciał obja­wić swą moc nad śmier­cią. Przy­ja­ciel umarł, a Jezus go wskrze­sił. Kto prze­ży­wa śmierć w domu, winien wstą­pić do domu Łaza­rza i poroz­ma­wiać na temat śmier­ci i zmar­twych­wsta­nia, tak z Mar­tą i Marią, sio­stra­mi zmar­łe­go, jak i z Jezu­sem. Ewan­ge­li­ści nie zano­to­wa­li ani jed­ne­go sło­wa Łaza­rza, któ­ry prze­szedł przez tajem­ni­cę wła­snej śmier­ci i wskrze­sze­nia do życia na zie­mi. Jezus jed­nak trak­tu­je to wskrze­sze­nie jako ujaw­nie­nie wła­dzy, jaką posia­dał nad śmier­cią, któ­ra w peł­ni obja­wi się dopie­ro w Jego i naszym zmar­twych­wsta­niu. Wskrze­sze­nie to powrót do życia na zie­mi. Zmar­twych­wsta­nie to wej­ście w inny świat, któ­rym rzą­dzą pra­wa wol­no­ści nie ogra­ni­czo­ne ani cza­sem, ani prze­strze­nią.
Wie­lu Żydów przy­by­ło do Mar­ty i Marii, aby je pocie­szyć po bra­cie. Kie­dy Mar­ta dowie­dzia­ła się, że Jezus nad­cho­dzi, wyszła Mu na spo­tka­nie. Maria zaś sie­dzia­ła w domu. (J 11,19–20).
Mar­ta nie powie­dzia­ła swej sio­strze o tym, że Jezus nad­cho­dzi. Sama pobie­gła do Nie­go. To znak pew­nej rywa­li­za­cji, jaka była mię­dzy nimi. Być może że Mar­ta zazdro­ści­ła Marii tego, że Jezus ją kocha i że ona jest w Nim zako­cha­na. Roz­mo­wa Mar­ty z Jezu­sem skon­cen­tro­wa­na była na śmier­ci bra­ta i jego zmar­twych­wsta­niu. Jezus pole­cił Mar­cie zawo­łać Marię.
[Mar­ta] przy­wo­ła­ła po kry­jo­mu swo­ją sio­strę, mówiąc: „Nauczy­ciel [tu] jest i woła cię”. Sko­ro zaś tam­ta to usły­sza­ła, wsta­ła szyb­ko i uda­ła się do Nie­go. (…) Żydzi, któ­rzy byli z nią w domu i pocie­sza­li ją, widząc, że Maria szyb­ko wsta­ła i wyszła, uda­li się za nią, prze­ko­na­ni że idzie do gro­bu, aby tam pła­kać. A gdy Maria przy­szła na miej­sce, gdzie był Jezus ujrzaw­szy Go padła Mu do nóg i rze­kła do Nie­go: „Panie, gdy­byś tu był, mój brat by nie umarł”. Gdy więc Jezus zoba­czył, jak pła­ka­ła ona i Żydzi, któ­rzy razem z nią przy­szli, wzru­szył się w duchu, roz­rzew­nił i zapy­tał: Gdzie­ście go poło­ży­li? „.Odpo­wie­dzie­li Mu: „Panie, chodź i zobacz!”. Jezus zapła­kał (J 11,28–35).
Jezus pła­cze razem z Marią i inny­mi, któ­rzy ją pocie­sza­li. Taki jest wyraz praw­dzi­wej ludz­kiej miło­ści. Jezus się łez nie wsty­dził. Wie­dział, że za kil­ka minut Łazarz wyj­dzie z gro­bu. Nie pła­kał nad nim. Pła­kał razem z Marią, by prze­mó­wić do niej języ­kiem, jakim ona mówi­ła o miło­ści bra­ta tym, któ­rzy ją nawie­dza­li i pocie­sza­li. Łzy mogą być języ­kiem miło­ści.
Jaki jest nasz udział w smut­ku naszych krew­nych i przy­ja­ciół, gdy pła­czą po śmier­ci w swo­im domu? Czy umie­my ich pocie­szyć i umoc­nić? Jezus daje przy­kład komu­ni­ka­cji języ­kiem miło­ści, w któ­rym łzy potra­fią powie­dzieć o ser­cu pła­czą­ce­go sto razy wię­cej niż sło­wa. Kto kocha, zna język łez. Zna­mien­ne jest to, że Jezus pła­kał rów­nież nad losem Jero­zo­li­my i swej Ojczy­zny, to też były łzy Jego miło­ści.