Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Bł. ks. bp Michał Kozal

W ręce Boże złożyłem

Ks. biskup Michał Kozal został aresz­to­wa­ny przez gesta­po 7 listo­pa­da 1939 roku we Wło­cław­ku. Jego dro­ga krzy­żo­wa przez wię­zie­nia i obo­zy zakoń­czy­ła się w Dachau 26 stycz­nia 1943 roku. „Od prze­gra­nej oręż­nej bar­dziej prze­ra­ża upa­dek ducha u ludzi. Wąt­pią­cy sta­je się mimo woli sojusz­ni­kiem wro­ga” – mówił.

fot. archi­wum

Przy­szły biskup pocho­dził z chłop­skiej rodzi­ny, uro­dził się 25 wrze­śnia 1893 roku, w Nowym Fol­war­ku pod Kro­to­szy­nem, w Wiel­ko­pol­sce. Był cichy i zamknię­ty w sobie, ale nie­zwy­kle pra­co­wi­ty i nawet uprze­dze­ni do Pola­ków nie­miec­cy nauczy­cie­le wysta­wia­li mu w szko­le naj­lep­sze oce­ny. W 1914 roku wstą­pił do Semi­na­rium Duchow­ne­go w Pozna­niu i po czte­rech latach otrzy­mał świę­ce­nia kapłań­skie w Gnieź­nie. Nie mógł pod­jąć dal­szych stu­diów, gdyż po nagłej śmier­ci ojca musiał zapew­nić utrzy­ma­nie mat­ce i sio­strze. Jako mło­dy wika­ry wyróż­niał się gor­li­wo­ścią w podej­mo­wa­nych dusz­pa­ster­skich obo­wiąz­kach: pro­wa­dził kate­chi­za­cję, spo­wia­dał po wie­le godzin, wygła­szał pięk­ne kaza­nia, poma­gał potrze­bu­ją­cym i dużo się modlił.
W 1927 roku ks. kar­dy­nał August Hlond mia­no­wał go ojcem duchow­nym Semi­na­rium w Gnieź­nie, a dwa lata póź­niej jego rek­to­rem. Alum­ni powszech­nie uwa­ża­li go za świę­te­go męża. Pozo­stał z nimi do sierp­nia 1939 roku, kie­dy to Pius XI (któ­ry już wcze­śniej, w 1933 roku, wyróż­nił go tytu­łem szam­be­la­na papie­skie­go) mia­no­wał go bisku­pem pomoc­ni­czym Die­ce­zji Wło­cław­skiej. Po wybu­chu woj­ny, we wrze­śniu 1939 roku, nie opu­ścił swo­jej die­ce­zji dając przy­kład poświę­ce­nia i odwa­gi innym duchow­nym oraz wier­nym.
„Biskup na klęcz­kach”
fot. archi­wum

Po aresz­to­wa­niu przez gesta­po, w listo­pa­dzie 1939 roku, naj­pierw wraz z alum­na­mi semi­na­rium i kapła­na­mi zamknię­to go w wię­zie­niu we Wło­cław­ku, a potem od stycz­nia 1940 do 3 kwiet­nia 1941 roku był inter­no­wa­ny w klasz­to­rze księ­ży Sale­zja­nów w Lądzie nad War­tą. Tam wzbu­dził w swym ser­cu inten­cję odda­nia życia za wol­ność Kościo­ła i Ojczy­zny. Współ­więź­nio­wie nazy­wa­li go „bisku­pem na klęcz­kach”, z powo­du jego wie­lo­go­dzin­nych modlitw. Mimo cią­głych szy­kan ze stro­ny Niem­ców, kapła­ni i kle­ry­cy pro­wa­dzi­li nabo­żeń­stwa, a nawet zaję­cia semi­na­ryj­ne. Ks. biskup Kozal był prze­wod­ni­kiem i opie­ku­nem ducho­wym wszyst­kich wię­zio­nych. Z peł­nym odda­niem Bogu, tyl­ko Jemu zawie­rzył swój los i był zde­cy­do­wa­ny ponieść każ­dą ofia­rę: „Bo jak nie ulę­kłem się bomb i poci­sków, a potem innych rze­czy, tak i teraz dobro­wol­nie nie pój­dę. W ręce Boże zło­ży­łem losy swo­je­go życia i z tym bar­dzo mi dobrze”.
We wrze­śniu 1940 roku więk­szość więź­niów z Lądu wywie­zio­no do obo­zu kon­cen­tra­cyj­ne­go. Pozo­sta­wio­no tyl­ko dzie­wię­ciu: bisku­pa Koza­la, sied­miu kapła­nów i jed­ne­go dia­ko­na. Klasz­tor został zaję­ty przez żoł­nie­rzy nie­miec­kich, któ­rzy z upodo­ba­niem pastwi­li się nad duchow­ny­mi. Jeden z księ­ży, wyczer­pa­ny psy­chicz­nie, zmarł w grud­niu. Czte­ry mie­sią­ce póź­niej, 3 kwiet­nia 1941 roku wszyst­kich prze­wie­zio­no do obo­zu w Ino­wro­cła­wiu. Przy wycho­dze­niu z cię­ża­rów­ki, ks. biskup Kozal został dotkli­wie pobi­ty za to, że nosił piu­skę. Już następ­ne­go dnia, w cza­sie prze­słu­cha­nia, komen­dant obo­zu znów zra­nił Bisku­pa i zabrał mu krzyż, pier­ścień bisku­pi oraz piu­skę. Kazał mu też bie­gać, czoł­gać się w bło­cie, a przy tym śpie­wać nie­miec­kie pio­sen­ki. Nie był to ostat­ni obóz duchow­ne­go. W Wiel­kim Tygo­dniu, ze śro­dy na czwar­tek prze­nie­sio­no go do Pozna­nia, a następ­nie do Ber­li­na, Hal­le, Weima­ru, Norym­ber­gi i w koń­cu do ostat­nie­go miej­sca poby­tu – obo­zu kon­cen­tra­cyj­ne­go w Dachau.
„Poza nawia­sem życia”
Ks. biskup Kozal i tym razem został pobi­ty, ode­bra­no mu wszyst­kie rze­czy oso­bi­ste, sfo­to­gra­fo­wa­no, prze­bra­no w obo­zo­wy pasiak. Odtąd był już tyl­ko nume­rem 24544, osa­dzo­nym w blo­ku 28. Nowych więź­niów przy­wi­ta­no sło­wa­mi: „Spo­łe­czeń­stwo nie­miec­kie wypar­ło się was, posta­wi­ło was poza nawia­sem życia. Jeste­ście w Dachau, gdzie naj­młod­szy rekrut będzie waszym prze­ło­żo­nym i to jemu musi­cie odda­wać hono­ry woj­sko­we. Jeste­ście w Dachau – skąd się nie wycho­dzi”. Pol­ski tłu­macz, Jan Doma­ga­ła, chcąc dodać więź­niom otu­chy, ostat­nie zda­nie prze­tłu­ma­czył: „Jeste­ście w Dachau, skąd moż­na wyjść. Trzy­mać się”. Ks. biskup Kozal dobrze znał język nie­miec­ki i zro­zu­miał prze­mó­wie­nie tak, jak ono brzmia­ło. W obo­zie biskup musiał wyko­ny­wać cięż­kie pra­ce i zno­sić szcze­gól­ne upo­ko­rze­nia, któ­rych mu nie szczę­dzo­no wie­dząc, że jest hie­rar­chą. Przyj­mo­wał wszyst­kie cier­pie­nia w mil­cze­niu i bez żad­nej skar­gi. Nigdy nie prze­sta­wał się modlić, szcze­gól­nie za współ­więź­niów. Pod­no­sił ich na duchu, ota­czał opie­ką i dzie­lił się z nimi ostat­nią krom­ką chle­ba. Do swych wycho­wan­ków mówił: „Pamię­ta­cie nasze piąt­ko­we dro­gi krzy­żo­we. Tam wam prze­wo­dzi­łem w sutan­nie, w kom­ży i stu­le. Dziś tu prze­wod­ni­czę wam w pasia­ku. To cała róż­ni­ca. Trze­ba byśmy to spe­cjal­nie prze­ży­li. Bóg ma spe­cjal­ne zamia­ry”. Dobro­wol­nie przy­jął ofia­rę za Kościół i Ojczy­znę – i wie­dział, że odda za to życie. Sto­li­ca Apo­stol­ska czy­ni­ła sta­ra­nia o uwol­nie­nie bisku­pa Koza­la, jed­nak bez­sku­tecz­nie. Niem­cy stwier­dza­li, że „pro­wa­dził aktyw­ną poli­ty­kę anty­nie­miec­ką, co jest wyraź­nym powo­dem, aby go umie­ścić w obo­zie kon­cen­tra­cyj­nym”.
W dru­gą rocz­ni­cę przy­ję­cia sakry bisku­piej, 13 sierp­nia 1941 roku ks. biskup Kozal odpra­wił w obo­zie Mszę św. Więź­niom uda­ło się uzy­skać na nią pozwo­le­nie u władz. Była to pierw­sza Eucha­ry­stia po wie­lu mie­sią­cach, ale i ostat­nia w życiu księ­dza Bisku­pa. W stycz­niu 1943 roku, cięż­ko pobi­ty w gło­wę, zacho­ro­wał na zapa­le­nie ucha, a wkrót­ce potem na tyfus. Zupeł­nie wycień­czo­ne­go prze­nie­sio­no go na osob­ny „rewir”, skąd już nie wró­cił. 26 stycz­nia 1943 roku został zabi­ty zastrzy­kiem z feno­lu. Współ­więź­niom nie uda­ło się ura­to­wać jego cia­ła, któ­re zosta­ło spa­lo­ne w kre­ma­to­rium. Po woj­nie zaczę­to zabie­gać o wynie­sie­nie męczen­ni­ka na ołta­rze. Jego beaty­fi­ka­cji doko­nał Ojciec Świę­ty Jan Paweł II pod­czas uro­czy­stej Mszy świę­tej – 14 czerw­ca 1987 roku w War­sza­wie, przed Pała­cem Kul­tu­ry i Nauki – zamy­ka­ją­cej II Kra­jo­wy Kon­gres Eucha­ry­stycz­ny.