Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Św. ojciec Maksymilian Maria Kolbe

Nie znał nienawiści

Fran­cisz­ka­nin o. Mak­sy­mi­lian Maria Kol­be oddał życie za współ­więź­nia w obo­zie kon­cen­tra­cyj­nym w Auschwitz. Ska­za­ny na śmierć gło­do­wą, 14 sierp­nia 1941 roku został dobi­ty zastrzy­kiem z feno­lu.
Ojciec Kol­be został aresz­to­wa­ny po raz pierw­szy już 19 wrze­śnia 1939 roku. Mimo iż zaraz po wybu­chu woj­ny pol­skie Mini­ster­stwo Spraw Wewnętrz­nych przy­go­to­wa­ło dla zna­nych dzia­ła­czy spo­łecz­nych i twór­ców kul­tu­ry pasz­por­ty umoż­li­wia­ją­ce im opusz­cze­nie kra­ju, wydaw­ca „Ryce­rza Nie­po­ka­la­nej” został w Ojczyź­nie i tra­fił do obo­zu inter­no­wa­nia. Nie pro­sił o zwol­nie­nie, gdyż, jak prze­ko­ny­wał uwię­zio­nych współ­bra­ci: „Jeste­śmy teraz potrzeb­ni tu, a nie w Nie­po­ka­la­no­wie. (…) Dla wie­lu ludzi może to jedy­na oka­zja, by upo­rząd­ko­wać swo­je spra­wy z Panem Bogiem”. Niem­cy uwol­ni­li go 8 grud­nia 1939 roku, w świę­to Mat­ki Bożej Nie­po­ka­la­nej. Wró­cił do Nie­po­ka­la­no­wa, gdzie pozwo­lo­no mu wydać jeden numer „Ryce­rza Nie­po­ka­la­nej”, i zaan­ga­żo­wał się w pomoc potrze­bu­ją­cym, ura­to­wał wie­lu Żydów. Ponow­nie aresz­to­wa­no go 17 lute­go 1941 roku i prze­wie­zio­no do war­szaw­skie­go Pawia­ka. W przed­dzień tego uwię­zie­nia powie­dział jed­ne­mu z bra­ci: „Dro­gie dziec­ko (…) może wypad­nie ofia­ro­wać Nie­po­ka­la­nej swe życie w darze…”.
„Ty wie­rzysz w to?”
Jeden ze współ­więź­niów z Pawia­ka wspo­mi­nał: „Widok ojca Kol­be­go w habi­cie wywo­łał u gesta­pow­ca gniew. (…) Pod­szedł do o. Kol­be­go i wska­zu­jąc pal­cem na krzy­żyk przy koron­ce, zapy­tał: Ty wie­rzysz w to? Tak wie­rzę! – odpo­wie­dział spo­koj­nie zakon­nik. Nie­do­wia­rek wymie­rzył ojcu Kol­be­mu sil­ny poli­czek. Następ­nie gesta­po­wiec szar­pał ponow­nie za krzyż o. Kol­be­go i powta­rzał swo­je pyta­nie: Czy wie­rzysz? Po każ­dej twier­dzą­cej odpo­wie­dzi o. Kol­be­go – że wie­rzy – eses­man był coraz bar­dziej wzbu­rzo­ny i powta­rzał ude­rze­nia w twarz. Widząc zaś, że ojciec Kol­be był nie­wzru­szo­ny, z gnie­wem opu­ścił celę…”.
W ostat­nim liście wysła­nym z Pawia­ka o. Kol­be pisał: „Pozwól­my się wszy­scy pro­wa­dzić Nie­po­ka­la­nej coraz dosko­na­lej, gdzie­kol­wiek i jak­kol­wiek Ona zechce nas posta­wić, aby dobrym speł­nia­niem naszych obo­wiąz­ków przy­czy­nić się do zjed­na­nia wszyst­kich dusz dla Jej miło­ści”. Razem z 304 męż­czy­zna­mi, 28 maja 1941 roku został wywie­zio­ny do obo­zu kon­cen­tra­cyj­ne­go w Oświę­ci­miu.
Ks. Kon­rad Szwe­da, były wię­zień KL Auschwitz, był naocz­nym świad­kiem przy­jaz­du o. Kol­be­go do obo­zu: „Wie­czo­rem 28 maja 1941 roku przy­by­wa do obo­zu oświę­cim­skie­go trans­port więź­niów poli­tycz­nych z War­sza­wy. Pod sil­ną eskor­tą eses­ma­nów wycho­dzą z bydlę­cych wago­nów. Szczu­ci psa­mi i bici kol­ba­mi masze­ru­ją na plac ape­lo­wy oświę­cim­skiej kaź­ni. Przy wywo­ły­wa­niu nazwisk musia­no biec wzdłuż szpa­le­ru utwo­rzo­ne­go przez eses­ma­nów, z któ­rych każ­dy bato­giem lub rze­mie­niem oku­tym w ołów bił po gło­wie i twa­rzy. Na noc zamknię­to wszyst­kich w małej łaź­ni, gdzie z bra­ku powie­trza kil­ku omdle­wa. Następ­ne­go dnia, po prze­bra­niu każ­de­go w łach­ma­ny ludz­ką krwią zmo­czo­ne, kaza­no księ­żom i Żydom wystą­pić z sze­re­gu. Żydów zbi­to i zma­sa­kro­wa­no do nie­przy­tom­no­ści, i wcie­lo­no do kar­nej kam­pa­nii, księ­ży nato­miast prze­zna­czo­no do cięż­kiej pra­cy”. Ojciec Kol­be otrzy­mał obo­zo­wy numer 16670.
Zatrzy­mał potę­gę nie­na­wi­ści
W lip­cu 1941 roku, po uciecz­ce jed­ne­go z więź­niów, ska­za­no na śmierć dzie­się­ciu loso­wo wybra­nych więź­niów. Wśród nich był sier­żant Fran­ci­szek Gajow­ni­czek, mąż i ojciec dwoj­ga dzie­ci. To wła­śnie za nie­go o. Kol­be oddał swo­je życie w bun­krze gło­do­wym.
Śmierć ojca Mak­sy­mi­lia­na, któ­ry całe życie poświę­cił sze­rze­niu kul­tu Mat­ki Bożej Nie­po­ka­la­nej, sta­ła się wstrzą­sem nie tyl­ko dla więź­niów Auschwitz, ale była zna­na dale­ko poza gra­ni­ca­mi Pol­ski. Jak mówił Pry­mas Tysiąc­le­cia ks. kard. Ste­fan Wyszyń­ski: „Wła­ści­wie, to o. Mak­sy­mi­lian Maria Kol­be, wśród zma­ga­ją­cych się potęg świa­ta, wygrał woj­nę! Wte­dy, gdy do gło­su doszła nie­na­wiść, któ­rej nie moż­na było prze­zwy­cię­żyć więk­szą jesz­cze nie­na­wi­ścią – bo zda się, że więk­szej już być nie mogło! – pozo­stał jeden wybór: nie­na­wiść prze­zwy­cię­żyć więk­szą jesz­cze miło­ścią. Taki wła­śnie śro­dek zwy­cię­stwa wybrał o. Mak­sy­mi­lian Maria. Wobec tego przy­kła­du zatrzy­ma­ły się nie­ja­ko potę­gi nie­na­wi­ści, zdu­mio­ne tak wiel­ką miło­ścią”.
O. Mak­sy­mi­lian Kol­be został beaty­fi­ko­wa­ny przez Ojca Świę­te­go Paw­ła VI w cza­sie trwa­nia Syno­du Bisku­pów poświę­co­ne­go kapłań­stwu i spra­wie­dli­wo­ści spo­łecz­nej. W Mszy św. beaty­fi­ka­cyj­nej uczest­ni­czy­ło 4 kar­dy­na­łów, 5 patriar­chów, oko­ło 300 bisku­pów. Paweł VI powie­dział wte­dy: „Jed­no zda­nie Kol­be­go jak nie­ga­sną­ca lam­pa oświe­tla jego ofia­rę i okrop­ną epo­pe­ję tych lat: Tyl­ko miłość jest twór­cza. Sło­wa te góru­ją nad poli­ty­ką, ego­izmem, prze­mo­cą, okru­cień­stwem i zaśle­pio­ną pychą ludzi żyją­cych bez Ewan­ge­lii. Powin­ny się wyryć w naszych duszach i w nowej histo­rii świa­ta. Jest to nauka, któ­rą o. Kol­be zdo­był w szko­le Maryi i któ­rą nam jesz­cze prze­ka­zu­je i zawsze prze­ka­zy­wać będzie Kościo­ło­wi i świa­tu”.

O. Mak­sy­mi­lian był pierw­szym Pola­kiem kano­ni­zo­wa­nym przez Jana Paw­ła II. Ogło­sze­nie świę­tym mia­ło miej­sce w Rzy­mie, 10 paź­dzier­ni­ka 1982 roku.