Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Dom w Ewangelii (14)

Prostytutka w domu

Ks. Pra­łat Prof. dr hab. Edward Sta­niek

To nie przy­pa­dek, że Jezus spo­ty­ka się z pro­sty­tut­ką w domu fary­ze­usza. On wszedł do tego domu i praw­do­po­dob­nie sam gospo­darz zgo­dził się na to, aby pro­sty­tut­ka, zako­cha­na w Jezu­sie, pode­szła do Nie­go. Zgo­dził się, aby w jego domu, wzo­ro­we­go fary­ze­usza, skom­pro­mi­to­wać Jezu­sa, dowo­dząc, że On nie jest praw­dzi­wym pro­ro­kiem, bo pozwa­la się doty­kać pro­sty­tut­ce.
Łukasz, któ­ry w swej Ewan­ge­lii poświę­ca wie­le miej­sca kobie­tom, dokład­nie opi­su­je to spo­tka­nie, tak jak­by był świad­kiem. Musiał się spo­tkać z uczest­ni­ka­mi tego wyda­rze­nia lub nawet z samą boha­ter­ką, bo opis jest wyjąt­ko­wo dokład­ny.
Jeden z fary­ze­uszów zapro­sił Go do sie­bie na posi­łek. Wszedł więc do domu fary­ze­usza i zajął miej­sce za sto­łem. A oto kobie­ta, któ­ra pro­wa­dzi­ła w mie­ście życie grzesz­ne, dowie­dziaw­szy się, że jest gościem w domu fary­ze­usza, przy­nio­sła fla­ko­nik ala­ba­stro­wy olej­ku i sta­nąw­szy z tyłu u nóg Jego, pła­cząc, zaczę­ła łza­mi oble­wać Jego nogi i wło­sa­mi swej gło­wy je wycie­rać. Potem cało­wa­ła Jego sto­py i namasz­cza­ła je olej­kiem (Łk 7,36–38).
Tę sce­nę trze­ba dobrze odczy­tać, bo w niej jest przed­sta­wio­ne zacho­wa­nie zako­cha­nej kobie­ty, któ­ra mia­ła w swych obję­ciach nie­jed­ne­go męż­czy­znę i wie­dzia­ła, jaką rolę w obja­wie­niu miło­ści odgry­wa bli­ski kon­takt. Pro­sty­tut­ka nie może kochać, ona tyl­ko sprze­da­je swe cia­ło. Jeśli się zako­cha, to rezy­gnu­je ze swe­go zawo­du i prze­sta­wia się na wier­ną miłość.
Ta wła­śnie pro­sty­tut­ka zako­cha­ła się w Jezu­sie i nie zwa­ża­jąc na świad­ków, pode­szła do Jezu­sa sie­dzą­ce­go przy sto­le, w domu fary­ze­usza. Bez zgo­dy gospo­da­rza nie mogła­by, jako kobie­ta nie­czy­sta, wejść w cza­sie uczty do jadal­ni. Weszła i nie zwa­ża­jąc na niko­go pode­szła do Jezu­sa. Obja­wi­ła Mu swą miłość. Jej gesty były pięk­ne.
Swy­mi łza­mi obmy­wa­ła sto­py Jezu­sa i wła­sny­mi wło­sa­mi je wycie­ra­ła. W ten spo­sób jej twarz przy­lgnę­ła do Jego stóp. Cało­wa­ła te sto­py. Ilu męż­czyzn jako pro­sty­tut­ka cało­wa­ła dla pod­sy­ca­nia pożą­dli­wo­ści, tego nie wie­my, teraz jako kobie­ta kocha­ją­ca cało­wa­ła sto­py swe­go umi­ło­wa­ne­go. Zamiast ręcz­ni­ka uży­wa­ła wło­sów. Tak wyzna­wa­ła swą miłość do Jezu­sa, ale też i swój żal z powo­du tego, że jako kobie­ta się­gnę­ła po zawód pro­sty­tut­ki. To były łzy i gesty żalu oraz miło­ści. Po takim umy­ciu stóp Tego, kogo kocha­ła, namasz­cza­ła je olej­kiem przy­nie­sio­nym w cen­nym fla­ko­ni­ku.
Jezus spo­koj­nie, bez sło­wa, przy­jął takie wyzna­nie miło­ści pro­sty­tut­ki. Zgo­dził się na bli­skość, wie­dząc, że jej podej­ście jest czy­ste. Tak moż­na wyznać miłość nawet Jezu­so­wi. Gospo­darz zare­ago­wał w swym duchu, a Jezus to wyko­rzy­stał dla pod­ję­cia tema­tu i sta­nął po stro­nie pro­sty­tut­ki. Ta roz­mo­wa z gospo­da­rzem i jej zakoń­cze­nie w sło­wach skie­ro­wa­nych do pro­sty­tut­ki wyma­ga dokład­niej­sze­go zasta­no­wie­nia i podej­mie­my je w kolej­nym roz­wa­ża­niu.
Każ­da kobie­ta w Koście­le win­na dokład­nie odczy­tać swo­im ser­cem tę ewan­ge­licz­ną sce­nę, aby odkryć, w jakim stop­niu kocha swe­go męż­czy­znę, a w jakim Chry­stu­sa. Jezus jest pięk­nym męż­czy­zną i kobie­ty Go kocha­ły, a On się na to zga­dzał.
Ewan­ge­licz­na czy­stość to nie zaka­zy, to odpo­wie­dzial­ność za sie­bie i za dru­gie­go. Kościół Chry­stu­sa jest szko­łą tej miło­ści.