Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Dom w Ewangelii (19)

Zobaczyć i przyjąć Jezusa

Ks. Pra­łat Prof. dr hab. Edward Sta­niek

Jezus w Jery­chu wpra­sza się do domu cel­ni­ka Zache­usza. Św. Łukasz opi­sał to spo­tka­nie. Zache­uszo­wi zale­ża­ło na zoba­cze­niu Jezu­sa. Był bar­dzo boga­ty i mógł zała­twić to spo­tka­nie przez kogoś. Wie­my, że na zie­mi pie­niądz otwie­ra wie­le moż­li­wo­ści. Zache­usz jed­nak nie się­gnął ani po zna­jo­mo­ści, ani po pie­nią­dze. Nie miał odwa­gi spo­tka­nia z Jezu­sem twa­rzą w twarz. Był niskie­go wzro­stu i już to mogło mu utrud­niać życie. Musiał mieć wyjąt­ko­wy talent biz­ne­su i zarzą­dza­nia, sko­ro kie­ro­wał fir­mą cel­ni­ków. Zale­ża­ło mu jed­nak na zoba­cze­niu Mistrza z Naza­re­tu. Wybrał spo­sób, któ­ry szo­ku­je.
[Jezus] wszedł do Jery­cha i prze­cho­dził przez mia­sto. A pewien czło­wiek, imie­niem Zache­usz, któ­ry był zwierzch­ni­kiem cel­ni­ków i był bar­dzo boga­ty, chciał koniecz­nie zoba­czyć Jezu­sa, któż to jest, ale sam nie mógł z powo­du tłu­mu, gdyż był niskie­go wzro­stu. Pobiegł więc naprzód, wspiął się na syko­mo­rę, aby Go ujrzeć, tam­tę­dy bowiem miał prze­cho­dzić. Gdy Jezus przy­szedł na to miej­sce, spoj­rzał w górę i rzekł do nie­go: „Zache­uszu, zejdź pręd­ko, albo­wiem dziś muszę się zatrzy­mać w two­im domu” (Łk 19,1–5).
Zache­usz chciał nie tyl­ko zoba­czyć, ale pra­gnął poznać Jezu­sa, czy­li zna­leźć odpo­wiedź na pyta­nie: Kim On jest? To pyta­nie jest bar­dzo istot­ne. Oglą­da­ją­cych Jezu­sa było tysią­ce. Tych, któ­rzy Go chcie­li poznać, było i jest nie­wie­lu.
Jezus znał pra­gnie­nie ser­ca Zache­usza i dostrzegł go na drze­wie, a ku zdu­mie­niu wie­lu, znał jego imię. Spoj­rzał na sie­dzą­ce­go na gałę­ziach i po imie­niu wezwał go do zej­ścia z drze­wa. Nastą­pi­ło spo­tka­nie twa­rzą w twarz. Jezus dodat­ko­wo oświad­czył Zache­uszo­wi publicz­nie: „Dziś muszę się zatrzy­mać w two­im domu”. Sam wpro­sił się, razem ze swy­mi ucznia­mi, do domu Zache­usza. Ponie­waż cza­su było nie­wie­le, dla­te­go wezwał go, aby szyb­ko zszedł z drze­wa. Miał bowiem przy­go­to­wać kola­cję dla kil­ku­na­stu uczniów Jezu­sa i na pew­no przy­naj­mniej kil­ku gości, zwłasz­cza swo­ich kole­gów, któ­rych zapro­sił z takiej oka­zji.
Spo­tka­nie pod drze­wem to tyl­ko minu­ta, potrzeb­na do zawia­do­mie­nia Zache­usza o przy­go­to­wa­niu uczty i domu, aby przy­jąć na noc kil­ku­na­stu męż­czyzn. Trze­ba zatrzy­mać się przy tym spo­tka­niu, aby odkryć, jak waż­ne jest pra­gnie­nie oso­bi­ste­go spo­tka­nia z Jezu­sem. Jezus na nie cze­ka. Takie pra­gnie­nie łatwo zamie­nić w akt przy­jaź­ni. Każ­de­mu, kto pra­gnie Go poznać, odpo­wie podob­nie jak Zache­uszo­wi. Jezus pro­si, o przy­go­to­wa­nie spo­tka­nia w ser­cu. „Dziś muszę się zatrzy­mać w two­im domu”. W tej sce­nie odsło­nię­ty jest sekret oso­bi­ste­go spo­tka­nia z Jezu­sem. Każ­dy, kto pra­gnie Go poznać w takim stop­niu, jak pra­gnął Zache­usz, na pew­no się z Nim spo­tka, a Jezus wej­dzie do domu jego ser­ca.
Tajem­ni­cze jest sło­wo „muszę”, tak jak­by Jezus naci­skał Zache­usza swo­im auto­ry­te­tem, aby otwo­rzył Mu swój dom. Ten, kto pra­gnie poznać Jezu­sa jest szczę­śli­wy, że może otwo­rzyć drzwi ser­ca. Set­nik, poga­nin, powie­dział Jezu­so­wi: „Nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale rzek­nij tyl­ko sło­wo, a będzie uzdro­wio­ny mój słu­ga”. Zache­usz, Żyd, wie­dząc, że jako cel­nik jest zali­cza­ny do grzesz­ni­ków, był zaszo­ko­wa­ny tym, że Jezus chce zamiesz­kać w jego domu.
Kościół jako Dom Chry­stu­sa rośnie, gdy ludzie zamie­nia­ją dom swe­go ser­ca w dom dla Nie­go. Tak uczy­nił Zache­usz.