Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Tydzień liturgiczny

Ks. Roman Sła­weń­ski

Dwu­dzie­sty szó­sty tydzień zwy­kły 1–6 X 2012
Ponie­dzia­łek
Hi 1,6–22; Łk 9,46–50
Sło­wo Boże: Hiob wstał, roz­darł swe sza­ty, ogo­lił gło­wę, upadł na zie­mię, oddał pokłon i rzekł: „Nagi wysze­dłem z łona mat­ki i nagi tam wró­cę. Pan dał i Pan zabrał. Niech będzie imię Pana bło­go­sła­wio­ne”.
Śmierć dzie­ci, utra­ta dorob­ku życia. Tu muszą dojść do gło­su naj­wyż­sze emo­cje: wzbu­rze­nie, bunt, złość. Ale też moż­na ina­czej. Złe emo­cje nie muszą opa­no­wać ludz­kie­go ser­ca. Hiob, wypeł­nio­ny bólem, zacho­wu­je świa­tło wia­ry na tyle moc­ne, że wcho­dzi na dro­gę ufnej modli­twy: „Niech imię Pana będzie bło­go­sła­wio­ne”. Wia­ra pra­gnie być świa­tłem dla ludz­kie­go umy­słu i ludz­kich czy­nów w każ­dej chwi­li, tak­że gdy przy­cho­dzi naj­więk­szy ból. Ina­czej sta­je się mar­twa.
Modli­twa dnia: Boże, Ty otwie­rasz bra­my swo­je­go Kró­le­stwa pokor­nym i małym, spraw, aby­śmy z ufno­ścią wstę­po­wa­li w śla­dy świę­tej Tere­sy od Dzie­ciąt­ka Jezus i za jej wsta­wien­nic­twem osią­gnę­li Two­ją wiecz­ną chwa­łę.
Wto­rek
Wj 23,20–23; Mt 18,1–5.10
Sło­wo Boże: Oto Ja posy­łam anio­ła przed tobą, aby cię strzegł w cza­sie two­jej dro­gi i dopro­wa­dził cię do miej­sca, któ­re ci wyzna­czy­łem. Sza­nuj go i bądź uważ­ny na jego sło­wa. Nie sprze­ci­wiaj się mu w niczym.
„Anie­le Boży, Stró­żu mój, ty zawsze przy mnie stój…” – dzie­ciń­stwo wyraź­nie upły­wa w bez­piecz­nej świa­do­mo­ści, że Anioł Stróż jest i czu­wa. Z cza­sem jed­nak świa­do­mość ta się gubi. Kry­tycz­ne lata mło­dzień­cze skłon­ne są pozo­sta­wić Anio­ła przy rekwi­zy­tach dzie­ciń­stwa. A prze­cież on nadal jest. Żywy zmysł wia­ry otwie­ra ludz­kie ser­ce na jego obec­ność, uwraż­li­wia na jego pomoc­ne sło­wo. Życz­li­wa obec­ność Anio­ła – potrze­bu­je jej każ­dy z nas.
Modli­twa dnia: Boże, Ty w nie­wy­sło­wio­nej opatrz­no­ści posy­łasz nam, jako stró­żów, Two­ich świę­tych Anio­łów, spraw, aby­śmy zawsze znaj­do­wa­li u nich obro­nę i cie­szy­li się ich towa­rzy­stwem w wiecz­no­ści.
Śro­da
Hi 9,1–12.14–16; Łk 9,57–62
Sło­wo Boże: On zie­mię poru­szy w posa­dach (…) Nie widzę Go, cho­ciaż prze­cho­dzi: mija, a dostrzec nie mogę. Kto Mu zabro­ni, choć znisz­czy? Kto zdo­ła powie­dzieć: „Co robisz?”. Jak­że ja zdo­łam z Nim mówić?
Stwór­ca, od któ­re­go zale­ży wszel­kie stwo­rze­nie, któ­ry dał począ­tek wszyst­kie­mu, co może­my spo­tkać, i któ­ry wszyst­ko utrzy­mu­je mocą swej łaski, pra­gnie rów­no­cze­śnie roz­ma­wiać z kimś, kto pozo­sta­je w cał­ko­wi­tej od Nie­go zależ­no­ści. I jesz­cze trak­tu­je swo­je stwo­rze­nie jak part­ne­ra. Medy­ta­cja o tym, co zna­czy, że Bóg jest Stwór­cą, i co zna­czy, że ja jestem stwo­rze­niem, nie jest łatwa, ale koniecz­na, by doce­nić ogrom Bożej łaski.
Modli­twa dnia: Boże, Ty przez prze­ba­cze­nie i litość naj­peł­niej oka­zu­jesz swo­ją wszech­moc, udzie­laj nam nie­ustan­nie swo­jej łaski, aby­śmy dążąc do obie­ca­ne­go nam nie­ba, sta­li się uczest­ni­ka­mi szczę­ścia wiecz­ne­go.
Czwar­tek
Hi 19,21–27; Łk 10,1–12
Sło­wo Boże: Lecz ja wiem: Wybaw­ca mój żyje, na zie­mi wystą­pi jako ostat­ni. Potem me szcząt­ki skó­rą odzie­je i cia­łem swym Boga zoba­czę. To wła­śnie ja Go zoba­czę, moje oczy ujrzą, nie kto inny.
Gdy przy­cho­dzi chwi­la poważ­nej pró­by, gdy przy­gnia­ta­ją cier­pie­nie i nie­moc, szu­ka­my wspar­cia u innych. Rozu­mie­my dobrze woła­nie Hio­ba: „Zli­tuj­cie się przy­ja­cie­le”. Ale praw­dzi­we pocie­sze­nie tak napraw­dę może przyjść tyl­ko ze stro­ny Boga. W ser­cu ludz­kim zwy­cię­ża ufność. Choć dziś jest ciem­ność, ostat­nie sło­wo i tak nale­żeć będzie to Tego, któ­ry jest moim Wybaw­cą. Naj­więk­sze ciem­no­ści mają swój kres.
Modli­twa dnia: Boże, Ty spra­wi­łeś, że świę­ty Fran­ci­szek z Asy­żu żyjąc w ubó­stwie i poko­rze upodob­nił się do Chry­stu­sa, daj, aby­śmy idąc tą dro­gą naśla­do­wa­li Two­je­go Syna i zjed­no­czy­li się z Tobą w peł­ni wese­la i miło­ści.
Pią­tek
Hi 38,1.12–21; 40,3–5; Łk 10,13–16
Sło­wo Boże: I Hiob odpo­wie­dział Panu: „Jam mały, cóż Ci odpo­wiem? Rękę przy­ło­żę do ust. Raz prze­mó­wi­łem, nie wię­cej, dru­gi raz nicze­go nie dodam”.
Moż­na spie­rać się z Bogiem, moż­na pytać o przy­czy­nę wszyst­kich spraw dzie­ją­cych się na zie­mi, moż­na szu­kać. A nawet błą­dzić. Mamy ponie­kąd pra­wo do tego. Ale nie wol­no stwo­rzyć takiej wrza­wy, pośród któ­rej nie będzie­my zdol­ni posły­szeć gło­su Boga. Potrzeb­ny jest czas ciszy. Wobec Bożych zamy­słów wyczer­pu­ją się moż­li­wo­ści ludz­kie­go umy­słu. Nie­po­ję­ty odsła­nia się jako nie­po­ję­ty. I wte­dy nale­ży pochy­lić gło­wę.
Modli­twa dnia: Wszech­mo­gą­cy, wiecz­ny Boże, Ty wybra­łeś świę­tą Fau­sty­nę do gło­sze­nia nie­zmie­rzo­nych bogactw Two­je­go miło­sier­dzia, spraw, aby­śmy za jej przy­kła­dem w peł­ni zaufa­li Two­je­mu miło­sier­dziu i wytrwa­le peł­ni­li dzie­ła chrze­ści­jań­skiej miło­ści.
Sobo­ta
Hi 42,1–3.5–6.12–17; Łk 10,17–24
Sło­wo Boże: Wiem, że Ty wszyst­ko możesz (…) Któż nie­ro­zum­nie Twe rzą­dy zaciem­ni? Dotąd Cię zna­łem ze słu­chu, obec­nie ujrza­łem Cię wzro­kiem, stąd się we łzach roz­pły­wam, poku­tu­ję w pro­chu i popie­le.
Wie­lu wie­rzy, bo tak im o Bogu mówio­no. I nie ma w tym nic nie­wła­ści­we­go, bo wia­ra rodzi się ze słu­cha­nia. Jed­nak­że przy­cho­dzą takie wyzwa­nia, że trze­ba pójść dalej. By trwać w wie­rze potrzeb­ne jest nie­mal nama­cal­ne dotknię­cie Stwór­cy. I Pan daje takie doświad­cze­nia, któ­re są jak potęż­ny błysk nowe­go świa­tła. Z ciem­no­ści wyła­nia się świat, spo­strze­ga­my nową dro­gę, otrzy­mu­je­my nie­zna­ną wcze­śniej pew­ność. Bogu niech będą dzię­ki.
Modli­twa dnia: Boże, Ty przez prze­ba­cze­nie i litość naj­peł­niej oka­zu­jesz swo­ją wszech­moc, udzie­laj nam nie­ustan­nie swo­jej łaski, aby­śmy dążąc do obie­ca­ne­go nam nie­ba, sta­li się uczest­ni­ka­mi szczę­ścia wiecz­ne­go.