Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Cud eucharystyczny w Sokółce

Ciało Chrystusa

Była nie­dzie­la 12 paź­dzier­ni­ka 2008 r. Mszę świę­tą o godzi­nie 8.30 w koście­le pw. św. Anto­nie­go w Sokół­ce cele­bro­wał mło­dy wika­ry ks. Filip Zdro­dow­ski. Pod­czas roz­dzie­la­nia Komu­nii Świę­tej jed­ne­mu z księ­ży upadł komu­ni­kant. Kapłan w ogó­le tego nie zauwa­żył. Zwró­ci­ła mu na to uwa­gę dopie­ro jed­na z klę­czą­cych, przyj­mu­ją­cych Eucha­ry­stię, kobiet.

Fot. T. Mar­gań­ska

Trzy­dzie­sto­let­ni ks. Jacek – wika­ry z czte­ro­let­nim kapłań­skim sta­żem – zamarł z prze­ra­że­nia. Nigdy mu się to jesz­cze nie zda­rzy­ło. Z czcią pod­niósł Komu­ni­kant, ale go nie spo­żył, tak jak zwy­kle robi się w takich przy­pad­kach. Nie umie­ścił go też w kie­li­chu. Uzna­jąc, że jest zabru­dzo­ny, wło­żył go do vascu­lum – małe­go srebr­ne­go naczyń­ka z wodą, uży­wa­ne­go przez kapła­nów do obmy­wa­nia pal­ców po udzie­le­niu Komu­nii św.
Kie­dy Msza św. dobie­gła koń­ca, zakry­stian­ka sio­stra Julia Dubow­ska – zakon­ni­ca ze Zgro­ma­dze­nia Słu­żeb­nic Jezu­sa w Eucha­ry­stii – zabra­ła vascu­lum z leżą­cą w wodzie Hostią i prze­nio­sła do zakry­stii. Pozo­sta­wie­nie naczy­nia w taber­na­ku­lum nie było zbyt bez­piecz­ne – księ­ża wyj­mo­wa­li i wsta­wia­li tam pusz­ki z Naj­święt­szym Sakra­men­tem, ktoś z nich mógł przy­pad­ko­wo potrą­cić vascu­lum i wylać jego zawar­tość lub też – nie zauwa­ża­jąc Hostii – opłu­kać w nim pal­ce.
W zakry­stii s. Julia prze­la­ła zawar­tość vascu­lum do inne­go naczy­nia. Zamknę­ła je w sej­fie, w któ­rym prze­cho­wy­wa­ne były kie­li­chy, pusz­ki i sprzęt litur­gicz­ny. Klu­cze do nie­go mia­ła tyl­ko ona i pro­boszcz para­fii ks. Sta­ni­sław Gnie­dziej­ko. Spo­dzie­wa­no się, że kon­se­kro­wa­na Hostia roz­pu­ści się w wodzie i w ten spo­sób prze­sta­nie być Cia­łem Chry­stu­sa – nie będzie w niej już Cia­ła żywe­go Boga, ani też Jego szcze­gól­nej Obec­no­ści. Tak się jed­nak nie sta­ło.
Kościół pw. św. Anto­nie­go w Sokół­ce — Fot. H. Bej­da

Sio­stra Julia po raz pierw­szy w życiu mia­ła do czy­nie­nia z pro­ce­du­rą roz­pusz­cza­nia kon­se­kro­wa­nej Hostii. Przez kil­ka kolej­nych dni zaglą­da­ła do sej­fu, ale Hostia cią­gle była cała. Dokład­nie tydzień póź­niej, w nie­dzie­lę 19 paź­dzier­ni­ka 2008 r., mię­dzy godzi­ną 8.00 a 8.15 zakon­ni­ca otwo­rzy­ła sejf. Mia­ła nadzie­ję, że Hostia już się roz­pu­ści­ła i nie będzie musia­ła prze­kła­dać naczyń. Sio­stra mia­ła zamiar – zgod­nie z obo­wią­zu­ją­cy­mi pro­ce­du­ra­mi – wylać powsta­ły płyn do spe­cjal­ne­go otwo­ru za ołta­rzem zwa­ne­go pisci­na. Zaj­rza­ła do naczy­nia i… osłu­pia­ła. Hostia była już wpraw­dzie czę­ścio­wo roz­pusz­czo­na, ale mniej wię­cej na jej środ­ku znaj­do­wa­ło się coś co przy­po­mi­na­ło żywą krew – jakiś dziw­ny czer­wo­ny skrzep. Poka­za­ła to księ­żom.
Księ­ża bar­dzo się zdu­mie­li. – Wszyst­kich nas zasko­czy­ło to i zaszo­ko­wa­ło – mówił ks. Gnie­dziej­ko. – Komu­ni­kant w więk­szej czę­ści był już roz­pusz­czo­ny. Pozo­sta­ła tyl­ko cząst­ka chle­ba kon­se­kro­wa­ne­go ści­śle złą­czo­na z sub­stan­cją, któ­ra się na niej poja­wi­ła. Cząst­ka Hostii złą­czo­na z owym „dziw­nym czer­wo­nym skrze­pem”.
Pro­boszcz sokól­skiej para­fii skon­tak­to­wał się z wte­dy z Kurią Metro­po­li­tal­ną w Bia­łym­sto­ku. Razem z wika­riu­sza­mi posta­no­wił nie podej­mo­wać jed­nak żad­nych dzia­łań, ale zacze­kać do pla­no­wa­ne­go nie­ba­wem przy­by­cia do para­fii Metro­po­li­ty Bia­ło­stoc­kie­go ks. abp. Edwar­da Ozo­row­skie­go.
Ks. Arcy­bi­skup przy­je­chał do Sokół­ki wraz z Kanc­le­rzem Kurii, księż­mi infu­ła­ta­mi i księż­mi pro­fe­so­ra­mi. Kapła­ni obej­rze­li Hostię, zdu­mie­li się i pora­dzi­li, by zacze­kać na dal­szy roz­wój wypad­ków, ale obser­wo­wać, co się będzie z Nią dalej dzia­ło.
29 paź­dzier­ni­ka naczy­nie z Hostią prze­nie­sio­no do kapli­cy na ple­ba­nii i umiesz­czo­no w taber­na­ku­lum, a dzień póź­niej – na pole­ce­nie Ks. Arcy­bi­sku­pa – ks. pro­boszcz Gnie­dziej­ko łyżecz­ką ostroż­nie wyjął czę­ścio­wo roz­pusz­czo­ną Hostię z czer­wo­no­kr­wi­stą sub­stan­cją w środ­ku, umiesz­cza­jąc ją na bie­lut­kim kor­po­ra­le z wyszy­tym na nim małym czer­wo­nym krzy­ży­kiem w środ­ku. Kor­po­rał ów umiesz­czo­ny został w kusto­diar­ce słu­żą­cej do prze­cho­wy­wa­nia i prze­no­sze­nia Komu­ni­kan­tów i ponow­nie zamknię­ty w taber­na­ku­lum.
Z upły­wem cza­su Komu­ni­kant „wto­pił się” w kor­po­rał, a bru­nat­no­czer­wo­ny „skrzep” zaschnął i nic nowe­go już się z nim nie dzia­ło (jego wygląd do dziś się zresz­tą nie zmie­nił). – W spo­sób natu­ral­ny ta sub­stan­cja przy­schła zacho­wu­jąc nor­mal­ny kolor, trud­no mi okre­ślić – jak po raz pierw­szy ją zoba­czy­li­śmy była ona taka żywa, jak­by jakieś cia­ło, taka żywa i ukrwio­na jak­by żywa tkan­ka – mówił ks. Gnie­dziej­ko. Kie­dy dziw­na czer­wo­no­bru­nat­na sub­stan­cja prze­sta­ła ule­gać dal­szym prze­mia­nom, uzna­no że nad­szedł czas, by pod­jąć kolej­ne dzia­ła­nia. Popro­szo­no o pomoc reno­mo­wa­nych, świa­to­wej sła­wy naukow­ców, pato­mor­fo­lo­gów z Uni­wer­sy­te­tu Medycz­ne­go w Bia­łym­sto­ku.

Przy­po­wieść o zapro­szo­nych na ucztę”

Frag­ment Ewan­ge­lii odczy­ty­wa­ny pod­czas Mszy św. 12 paź­dzier­ni­ka 2008 r.

Kró­le­stwo nie­bie­skie podob­ne jest do kró­la, któ­ry wypra­wił ucztę wesel­ną swe­mu syno­wi. Posłał więc swo­je słu­gi, żeby zapro­szo­nych zwo­ła­li na ucztę, lecz ci nie chcie­li przyjść. Posłał jesz­cze raz inne słu­gi z pole­ce­niem: Powiedz­cie zapro­szo­nym: Oto przy­go­to­wa­łem moją ucztę; woły i tucz­ne zwie­rzę­ta pobi­te i wszyst­ko jest goto­we. Przyjdź­cie na ucztę! Lecz oni zlek­ce­wa­ży­li to i poszli: jeden na swo­je pole, dru­gi do swe­go kupiec­twa, a inni pochwy­ci­li jego słu­gi i znie­wa­żyw­szy [ich] poza­bi­ja­li. Na to król uniósł się gnie­wem. Posłał swe woj­ska i kazał wytra­cić owych zabój­ców, a mia­sto ich spa­lić. Wte­dy rzekł swo­im słu­gom: Uczta wpraw­dzie jest goto­wa, lecz zapro­sze­ni nie byli jej god­ni. Idź­cie więc na roz­staj­ne dro­gi i zapro­ście na ucztę wszyst­kich, któ­rych spo­tka­cie. Słu­dzy ci wyszli na dro­gi i spro­wa­dzi­li wszyst­kich, któ­rych napo­tka­li: złych i dobrych. I sala zapeł­ni­ła się bie­siad­ni­ka­mi. Wszedł król, żeby się przy­pa­trzyć bie­siad­ni­kom, i zauwa­żył tam czło­wie­ka, nie ubra­ne­go w strój wesel­ny. Rzekł do nie­go: Przy­ja­cie­lu, jak­że tu wsze­dłeś nie mając stro­ju wesel­ne­go? Lecz on onie­miał. Wte­dy król rzekł słu­gom: Zwiąż­cie mu ręce i nogi i wyrzuć­cie go na zewnątrz, w ciem­no­ści! Tam będzie płacz i zgrzy­ta­nie zębów. Bo wie­lu jest powo­ła­nych, lecz mało wybra­nych” (Mt 22,1–14).