Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Słowa kapłana

Kościół naszym domem (46)

BP JAN SZKODOŃ BISKUP POMOCNICZY ARCHIDIECEZJI KRAKOWSKIEJ

Ewan­ge­li­sta św. Marek pisze, że Pan Jezus „usiadł naprze­ciw skar­bo­ny i przy­pa­try­wał się, jak tłum wrzu­cał drob­ne pie­nią­dze do skar­bo­ny. Wie­lu boga­tych wrzu­ca­ło wie­le” (Mk 12,41). Zapew­ne i dziś Pan Jezus przy­pa­tru­je się, jak wier­ni skła­da­ją ofia­ry na budo­wę, wystrój, remont kościo­ła, na ogrze­wa­nie czy malo­wa­nie, na utrzy­ma­nie cmen­ta­rza, ple­ba­nii, księ­ży i pra­cow­ni­ków zatrud­nio­nych w para­fii. Pan Jezus przy­pa­tru­je się skar­bo­nom rodzin, poszcze­gól­nych ludzi czy insty­tu­cji. Wie­lu ludzi żyje skrom­nie. Nie­któ­rym bra­ku­je pie­nię­dzy na opła­ce­nie ener­gii, na ubra­nia, książ­ki dla dzie­ci, na ich kształ­ce­nie. Nie­ma­ło jest mał­żon­ków, któ­rzy bra­kiem pra­cy, niski­mi zarob­ka­mi tłu­ma­czą to, że mają tyl­ko jed­no dziec­ko. Cza­sem jed­no z mał­żon­ków wyjeż­dża za gra­ni­cę, by pod­nieść poziom życia rodzi­ny. Nie­rzad­ko wyjaz­dy te osła­bia­ją więź rodzin­ną.
Mało­dziet­ność, czy w ogó­le brak dziec­ka, jest zja­wi­skiem, któ­re doty­czy boga­tych rodzi­ców, mają­cych znacz­ne docho­dy. W tych samych warun­kach nie­któ­re mał­żeń­stwa bro­nią się przed kolej­nym dziec­kiem, pod­czas gdy inni mał­żon­ko­wie przyj­mu­ją dzie­ci z zaufa­niem wobec Boga i Jego miłości.Czytamy w Ewan­ge­lii, że „przy­szła też jed­na ubo­ga wdo­wa i wrzu­ci­ła dwa pie­niąż­ki, czy­li jeden grosz” (Mk 12,42). Pan Jezus tak oce­nił czyn bied­nej kobie­ty: „Ta ubo­ga wdo­wa wrzu­ci­ła naj­wię­cej ze wszyst­kich, któ­rzy kła­dli do skarbony.Wszyscy bowiem wrzu­ca­li z tego, co im zby­wa­ło; ona zaś ze swe­go nie­do­stat­ku wrzu­ci­ła wszyst­ko, co mia­ła, całe swe utrzy­ma­nie” (Mk 12,43–44).
Czę­sto oce­nia­my czyn bliź­nie­go według tego, co widzi­my. Osą­dza­my dru­gie­go czło­wie­ka, tak­że w rodzi­nie, nie zna­jąc moty­wów jego czy­nu. Tyl­ko Bóg zna ser­ce czło­wie­ka. Tyl­ko Bóg oce­nia spra­wie­dli­wie. Pamięć o tym rodzi poko­rę w oce­nia­niu bliź­nie­go. A gdy nas inni oce­nia­ją – nawet w mał­żeń­stwie i rodzi­nie – pocie­chą jest świa­do­mość, że Bóg wszyst­ko wie i wszyst­ko widzi. Drob­na ofia­ra, mały czyn według oce­ny ludz­kiej, może być wiel­ki, gdy wypły­wa z ser­ca, któ­re kocha. „Chry­stus uczy nas, że ponad pozio­mem dóbr, któ­re moż­na i trze­ba dzie­lić wedle miar spra­wie­dli­wo­ści – czło­wiek jest powo­ła­ny do miło­ści, któ­ra jest więk­sza od wszel­kich dóbr prze­mi­ja­ją­cych… Miłość nie prze­mi­ja” (bł. Jan­Pa­weł II, Bia­ły­stok, 5 czerw­ca 1991 r.).
Pro­po­zy­cja posta­no­wie­nia
Będę się kon­tro­lo­wał, by w myślach i roz­mo­wach nie osą­dzać bliź­nie­go, bo nie znam jego ser­ca, inten­cji, moty­wów, któ­ry­mi się kie­ru­je.