Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Droga – Prawda – Życie

Światło w dłoni i w sercu

W Biblii
Powin­ni­śmy zawsze zacząć od otwar­cia Pisma Świę­te­go. Czy­ta­nia biblij­ne na każ­dy dzień dobie­ra­li odpo­wied­nio wykształ­ce­ni teo­lo­go­wie z Komi­sji Litur­gicz­nej, a więc zer­k­nij­my do lek­cjo­na­rza (tom VI, według nowe­go wyda­nia stro­ny 66–70).
Pro­rok Mala­chiasz zapo­wia­da, że „nagle przy­bę­dzie do swej świą­ty­ni Pan”. Autor Listu do Hebraj­czy­ków doda­je, że Jezus chce się upodob­nić pod każ­dym wzglę­dem do bra­ci, a Ewan­ge­li­sta opi­su­je sce­nę przy­nie­sie­nia Dzie­ciąt­ka Jezus do świą­ty­ni jero­zo­lim­skiej przez Mary­ję i Józe­fa.
Każ­dy pier­wo­rod­ny chło­piec „nale­żał do Pana Boga” i rodzi­ce, aby móc go zacho­wać u sie­bie, sym­bo­licz­nie wyku­py­wa­li syna. Naj­uboż­si skła­da­li w ofie­rze parę gołąb­ków lub syno­gar­lic. Jed­no­cze­śnie – mat­ka dziec­ka, „nie­czy­sta” po poro­dzie, pod­le­ga­ła obrzę­do­wi rytu­al­ne­go oczysz­cze­nia. Oczy­wi­ście Mary­ja – Nie­po­ka­la­nie Poczę­ta – była w każ­dej chwi­li Swe­go życia naj­czyst­sza spo­śród ludzi, ale pokor­nie pod­da­ła się Pra­wu, by zewnętrz­nie nie wyróż­niać się spo­mię­dzy innych kobiet. Dzi­siaj w każ­dej rodzi­nie rodzi­ce przy­po­mi­na­ją sobie, że nigdy dziec­ko nie jest ich „wła­sno­ścią”, Pan Bóg powie­rza im małe­go czło­wie­ka, aby „odda­li go świa­tu” odpo­wied­nio wycho­wa­ne­go, przy­go­to­wa­ne­go do życia wśród ludzi.
Pro­ro­ki­ni Anna i sta­rzec Syme­on cie­szą się, że mogą przed śmier­cią spoj­rzeć na Zba­wi­cie­la, ale też sły­szy­my zapo­wiedź „mie­cza, któ­ry prze­nik­nie ser­ce Maryi” (Łk 2,35), bo świa­tło nie­sio­ne przez Chry­stu­sa bar­dzo razi tych, któ­rych postę­po­wa­nie jest peł­ne ciem­no­ści. Czło­wiek, któ­ry zamiast cie­szyć się wiel­ko­ścią dzie­cięc­twa Boże­go szu­ka prze­dziw­nych powo­dów do wywyż­sze­nia sie­bie i swo­jej chwa­ły, musi bole­śnie zedrzeć maskę uda­wa­nia, aby prze­żyć stan „wol­no­ści dzie­ci Bożych” (np. Hbr 2).
Sama więc Litur­gia Sło­wa pod­po­wia­da treść tego świę­ta: trosz­cząc się o wypeł­nie­nie tra­dy­cji Pra­wa Moj­że­szo­we­go, Mary­ja z mężem przy­nie­śli Dziec­ko, by zło­żyć za nie prze­pi­sa­ną ofia­rę. Nie wie­my, czy byli świa­do­mi, że tym samym przy­nie­śli do świą­ty­ni Syna Boże­go, któ­ry zja­wia się tam po raz pierw­szy, by roz­po­cząć Swą misję wobec ludzi.
I natych­miast poja­wia­ją się pierw­si wybra­ni. Sta­rzec Syme­on, któ­re­mu Bóg obja­wił, że nie umrze póki nie zoba­czy Mesja­sza, Zba­wi­cie­la, bie­rze Jezu­sa w obję­cia i wychwa­la Stwór­cę. Wypo­wia­da też trud­ną prze­po­wied­nię o bólu Maryi, któ­ra będzie uczest­ni­czy­ła w dzie­le Swe­go Syna. Rów­nież sędzi­wa pro­ro­ki­ni Anna wyśpie­wu­je chwa­łę Boga i opo­wia­da napo­tka­nym ludziom o speł­nio­nych tęsk­no­tach.
W tra­dy­cji
Od same­go począt­ku chrze­ści­jań­stwa świa­tło sym­bo­li­zo­wa­ło Chry­stu­sa, któ­ry powie­dział: „Ja jestem świa­tło­ścią świa­ta. Kto idzie za Mną, nie będzie cho­dził w ciem­no­ści, lecz będzie miał świa­tło życia” (J 8,12). W litur­gii sym­bo­li­ka świa­tła przy­ję­ła się powszech­nie już od IV wie­ku. Nawią­zu­jąc do posta­ci Syme­ona chrze­ści­ja­nie chcie­li przed śmier­cią „wziąć w obję­cia Zbaw­cę” – czę­sto już nie mogąc mówić, wzro­kiem pro­si­li o świa­tło, nie­kie­dy bli­scy towa­rzy­szą­cy umie­ra­ją­ce­mu poma­ga­li mu utrzy­mać świe­cę w dło­ni.
Mary­ja była obec­na przy spo­tka­niu Syme­ona i Anny z Jezu­sem, ale wca­le nie od począt­ku była wymie­nia­na w tytu­le tego świę­ta: na począt­ku mia­ło ono nazwę „Spo­tka­nie”. Potem jed­nak, w nawią­za­niu do zwy­cza­ju oczysz­cze­nia kobie­ty po poro­dzie (według prze­pi­sów żydow­skich była nie­czy­sta), wyróż­nio­no Mary­ję nazy­wa­jąc nawet ten dzień „Świę­tem Oczysz­cze­nia”. Po Sobo­rze Waty­kań­skim II obo­wią­zu­je nazwa „Świę­to Ofia­ro­wa­nia Pań­skie­go”.
Co pocho­dzi od ludzi?
Nim czło­wiek doj­rze­je w wie­rze (nim przej­dzie od nakła­nia­nia Pana Boga, by bło­go­sła­wił to, co wymy­ślił czło­wiek do peł­ne­go zaufa­nia), czę­sto two­rzy sobie zwy­cza­je, któ­re nie­kie­dy nawet gra­ni­czą z magią. Szpe­ra­jąc w mate­ria­łach opi­su­ją­cych wie­rze­nia ludo­we moż­na się dowie­dzieć, że
– ogień spo­wo­do­wa­ny ude­rze­niem pio­ru­na uwa­ża­no za prze­jaw gnie­wu Boga i nikt nie odwa­żał się gasić tak powsta­łe­go poża­ru (dla­te­go szu­ka­no spo­so­bów, by taki grom na zabu­do­wa­nia nie spadł – obcho­dzo­no z zapa­lo­ną świe­cą – stąd grom­ni­ca – całe obej­ście, przy­klę­ka­jąc na każ­dym pro­gu i przy każ­dym rogu, aby złe moce nie mia­ły przy­stę­pu do domu);
– pod­czas burzy usta­wia­no grom­ni­cę w komi­nie lub oknie, odma­wia­jąc lita­nię;
– w dniu 2 lute­go sta­ra­no się donieść zapa­lo­ny pło­mień grom­ni­cy do domu – jeśli to się uda­ło, był to znak, że w rodzi­nie będzie pano­wa­ła miłość i zgo­da;
– wypa­la­no grom­ni­cą, albo przy­naj­mniej zazna­cza­no okop­ce­niem pło­mie­nia krzyż na tra­ga­rzu (bel­ka pod­trzy­mu­ją­ca sufit), nad drzwia­mi wej­ścio­wy­mi albo na futry­nie okna;
– od grom­ni­cy roz­nie­ca­no ogień w pie­cu, pod kuch­nią i w lamp­ce przed świę­tym obra­zem;
– wdy­cha­no dym świe­cy, pło­mień prze­su­wa­no pod bro­dą, co mia­ło zabez­pie­czyć albo wręcz ule­czyć cho­ro­by;
– oka­dza­no skó­rę – to pro­fi­lak­ty­ka mają­ca uchro­nić przed czy­ra­ka­mi;
– oka­dza­no bydło – wie­rząc, że w ten spo­sób ochro­nić moż­na zwie­rzę­ta przed cho­ro­ba­mi;
– rol­nik roz­po­czy­na­jąc orkę kładł zasty­głe kro­ple wosku z grom­ni­cy pod pierw­szą ski­bę; gdy skła­dał w sto­do­le ostat­ni snop zbo­ża, pomię­dzy źdźbła wty­kał kawa­łek grom­ni­cy.
Dodaj­my jesz­cze przy­sło­wia: „Gdy na Grom­nicz­ną z dachu cie­cze, to się dłu­go zima powle­cze”, „Na Grom­nicz­ną niedź­wiedź budę napra­wia albo roz­wa­la” (stąd na Pod­ha­lu nazy­wa­no ten dzień świę­tem Mat­ki Boskiej Niedź­wie­dziej). I jesz­cze wróż­by: gdy grom­ni­ca kop­ci­ła, to lato mia­ło być pochmur­ne, gdy „pry­ska­ła” – była to zapo­wiedź burz.
W naszym życiu
Wie­le razy sta­wia­no mi pyta­nie, czy wol­no nam gor­li­wie anga­żo­wać się w to świę­to, sko­ro tak wie­le pogań­skiej magii wnik­nę­ło w zna­ne do dzi­siaj obrzę­dy. Zasa­da jest dość uni­wer­sal­na: nie wol­no nam wie­rzyć w prze­są­dy, nie nale­ży zna­ków trak­to­wać jak magii, ale wol­no nam poszcze­gól­ne zwy­cza­je uświę­cać. Nio­sąc świe­cę nie trak­tu­je­my jej jako totem, ani wróż­by, tyl­ko jako rodzaj wyzna­nia wia­ry, któ­rą tym samym umac­nia­my (oczy­wi­ście jeśli podej­mie­my taką decy­zję) i przy­zna­je­my się do niej. Zapa­la­jąc świe­cę nie modli­my się do pło­mie­nia, tyl­ko przy­po­mi­na­my sobie Pana Jezu­sa i pro­si­my Go, aby otwie­rał nasze oczy na Jego zna­ki pro­wa­dzą­ce wśród ciem­no­ści i zagro­żeń świa­ta.
Pan Jezus – świa­tło dla naro­dów i dla każ­de­go czło­wie­ka – chce roz­ja­śnić nasze życie. Z łącz­no­ści z Nim pły­nie moc, któ­ra nawet pośród burz, poża­rów i zara­zy daje czło­wie­ko­wi poczu­cie bez­pie­czeń­stwa. Dla­te­go trze­ba pod­trzy­my­wać zwy­czaj sza­cun­ku wobec zna­ku, jakim jest grom­ni­ca, uży­wa­jąc jej nie tyl­ko pod­czas Chrztu, I Komu­nii Świę­tej i w śmier­tel­nej cho­ro­bie czy po śmier­ci. Lubię zapa­lać grom­ni­cę, gdy się modlę albo piszę coś o Panu Bogu.
Niech Mary­ja – wspo­mi­na­na w tym zna­ku – modli się za nami. Niech – jak na zna­nym obra­zie Pio­tra Sta­chie­wi­cza – bro­ni nas od wil­ków, albo jesz­cze groź­niej­szych dra­pież­ni­ków – naszych grze­chów.

ks. Zbi­gniew Kapłań­ski