Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Głupota i Mądrość (43)

Śmierć ścina wszystkich

KS. EDWARD STANIEK

Rów­ność ludzi jest widocz­na wyłącz­nie na płasz­czyź­nie śmier­ci. Kto zosta­je stwo­rzo­ny jest ska­za­ny na śmierć. Z Obja­wie­nia wie­my, że to jest kon­se­kwen­cja grze­chu Ada­ma. Każ­de jego dziec­ko rodzi się w kra­inie, w któ­rej panem jest śmierć. Losy jed­nost­ki są nie­po­wta­rzal­ne, ale życie docze­sne nie­uchron­nie zmie­rza do śmier­ci. Kohe­let o tym pamię­ta i wzy­wa wszyst­kich do zasta­no­wie­nia się nad tym zja­wi­skiem. Ze śmier­cią winien liczyć się każ­dy czło­wiek. Trze­ba ją mieć na uwa­dze w odnie­sie­niu do sie­bie. Trze­ba to też mieć na uwa­dze w odnie­sie­niu do innych i to zarów­no bli­skich ser­cu, jak i tych, któ­rzy są naszy­mi nie­przy­ja­ciół­mi.
Jakie­kol­wiek reflek­sje na temat życia oso­bi­ste­go, jak i życia innych ludzi, doty­ka­ją tajem­nic, któ­rych nie jeste­śmy w sta­nie zgłę­bić. Ludz­ka wie­dza o życiu czło­wie­ka jest oto­czo­na tajem­ni­cą, przed któ­rą nale­ży skło­nić gło­wę, bo nie jeste­śmy w sta­nie jej uchy­lić.
Bo wszyst­ko to roz­wa­ży­łem i wszyst­ko to zba­da­łem. Dla­te­go że spra­wie­dli­wi i mędr­cy, i ich czy­ny są w ręku Boga – zarów­no miłość jak i nie­na­wiść – nie roz­po­zna czło­wiek tego wszyst­kie­go, co przed oczy­ma jego się dzie­je. Wszyst­ko jed­na­kie dla wszyst­kich: Ten sam spo­ty­ka los spra­wie­dli­we­go, jak i zło­czyń­cę, tak czy­ste­go, jak i nie­czy­ste­go, zarów­no skła­da­ją­ce­go ofia­ry, jak i tego, któ­ry nie skła­da ofiar; tak samo jest z dobrym, jak i z grzesz­ni­kiem, z przy­się­ga­ją­cym, jak i z takim, któ­ry przy­się­gi się boi. To złem jest wśród wszyst­kie­go, co się dzie­je pod słoń­cem, że jeden dla wszyst­kich jest los. A przy tym ser­ce synów ludz­kich peł­ne jest zła i głu­po­ta w ich ser­cu, dopó­ki żyją. A potem – do zmar­łych! (Koh 9,1–3).
Kohe­let chce roz­ma­wiać na temat życia z wszyst­ki­mi filo­zo­fa­mi, któ­rzy odkry­wa­ją praw­dę o śmier­ci jako wspól­nym losie spra­wie­dli­we­go i nie­spra­wie­dli­we­go. Chce ich pod­pro­wa­dzić do spo­tka­nia z Bogiem, któ­ry patrzy w ser­ce czło­wie­ka oraz liczy się z jego ubó­stwem i bogac­twem. Wpraw­dzie docze­sny los jest iden­tycz­ny dla spra­wie­dli­we­go, jak i złe­go, ale w oczach Boga śmierć nie koń­czy życia czło­wie­ka, lecz otwie­ra przed nim per­spek­ty­wę odpo­wie­dzial­no­ści w godzi­nie sądu, jaki nas cze­ka po śmier­ci.
Filo­zo­fo­wie tej godzi­ny nie zna­li. Jed­ni dostrze­ga­li szan­sę życia czło­wie­ka po śmier­ci, wie­dząc że wcho­dzi on w świat okry­ty cał­ko­wi­tą tajem­ni­cą i wów­czas odsy­ła­li poszu­ku­ją­cych do wia­ry reli­gij­nej. Sami bowiem jako filo­zo­fo­wie nie mie­li nic do powie­dze­nia na ten temat. Nasz rozum jest ogra­ni­czo­ny do pozna­wa­nia tego, co może­my obser­wo­wać na zie­mi, ewen­tu­al­nie do wycią­ga­nia wnio­sków z tego, cze­go doświad­cza­my. Nic wię­cej nie jest moż­li­we. Potrzeb­ny jest pro­myk świa­tła Boże­go, któ­ry odsła­nia przed naszym rozu­mem i wolą ist­nie­nie inne­go świa­ta i zapra­sza do wej­ścia w jego tajem­ni­ce.
Kohe­let wie­dział, jaka jest róż­ni­ca mię­dzy nim, jako wie­rzą­cym w Boga, a filo­zo­fa­mi pogań­ski­mi. Oni nie mie­li owe­go świa­tła wia­ry, dla­te­go roz­ma­wia z nimi na temat docze­sno­ści zamknię­tej śmier­cią. Chce ich pod­pro­wa­dzić do świa­ta wia­ry, w jakim on miał udział.
Roz­mo­wa z Kohe­le­tem na ten temat jest tak­że dziś aktu­al­na. Trze­ba moż­li­wie szyb­ko dostrzec róż­ni­cę, jaka ist­nie­je mię­dzy wie­rzą­cym i nie­wie­rzą­cym, aby w spra­wach świa­ta umieć się z nimi kon­tak­to­wać. Trze­ba nie­wie­rzą­cych rozu­mieć i sza­no­wać. Oni nie są w sta­nie nic pojąć z tego, co my wie­my w opar­ciu o Obja­wie­nie i na te tema­ty nie nale­ży z nimi roz­ma­wiać. Mogą się tyl­ko dzi­wić, gdy nasze życie pro­mie­niu­je pięk­nem i dobrem, któ­re prze­ra­sta moż­li­wo­ści czy­sto ludz­kie, bo jest owo­cem współ­pra­cy z Bogiem. Na tema­ty wia­ry nie nale­ży roz­ma­wiać. Trze­ba nato­miast dobrze znać spo­sób myśle­nia ludzi nie­wie­rzą­cych. Nie wol­no od nich ocze­ki­wać tego, na co ich nie stać. Oni chcą, aby­śmy myśle­li tak, jak oni, ale wie­rzą­cy ma swój spo­sób myśle­nia nie­do­stęp­ny dla nie­wie­rzą­cych. n