Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Prymas Tysiąclecia

Z kurzem krwi bratniej

Fot. Z. Kiresz­tu­ra

Mówią wam oni zapew­ne o wie­lu powsta­niach: Kościusz­kow­skim, Listo­pa­do­wym, Stycz­nio­wym, War­szaw­skim i tylu, tylu zry­wach, może nie­uda­nych i pozor­nie nie przy­no­szą­cych rezul­ta­tów, a jed­nak owoc­nych. Ale i w dzie­jach innych naro­dów powsta­nia nie były na ogół dzie­ła­mi uda­ny­mi, były nato­miast budze­niem zasy­pia­ją­ce­go ducha naro­du, aby powstał i żył. Bo my wkła­da­my w dzie­je naro­du wszyst­ko, co dla nas naj­droż­sze! (…) Powie­dzą ludzie roz­trop­ni: „Ale Powsta­nie się nie uda­ło”. Czy nie lepiej było żyć spo­koj­nie w pra­cy orga­nicz­nej, budo­wać, napra­wiać dro­gi, upra­wiać zie­mię, roz­wi­jać tech­nicz­ne urzą­dze­nia, popra­wiać eko­no­micz­ny byt naro­du – spo­koj­nie, cicho? Nie­wąt­pli­wie, byli zwo­len­ni­cy i takich kie­run­ków. Wie­my, że i dzi­siaj ist­nie­ją naro­dy, któ­re sta­wia­ją to sobie za ide­ał. Osią­ga­ją­ci­de­ał prag­ma­tycz­ny, pozy­tyw­ny, real­ny, doty­kal­ny, „ide­ał peł­nej misy chle­ba”, coś jed­nak przy tym zatra­ca­ją, na jakimś odcin­ku ubo­że­ją. Jeste­śmy świad­ka­mi życia wie­lu naro­dów dostat­nich, któ­re zagu­bia­ją wraż­li­wość na swo­je dzie­je ojczy­ste, na prze­ży­cia naro­do­we, na poczu­cie wspól­no­ty z naro­dem. O, nie samym chle­bem żyje czło­wiek, i nie samym chle­bem żyje naród, ale wszel­kim sło­wem, któ­re pocho­dzi z ust Bożych. I cho­ciaż dło­nie przy­ło­żo­ne są do płu­ga, to jed­nak czło­wiek musi pamię­tać, że gdy nogi jego bro­dzą w zie­mi rodzi­mej, gło­wa wzno­si się wyso­ko, a ser­ce wyry­wa się do cze­goś jesz­cze wię­cej (…). Naj­bar­dziej smut­ny­mi naro­da­mi są te, któ­rym posta­wio­no za ide­ał li tyl­ko dąże­nia i cele mate­rial­ne. Naj­bar­dziej zubo­żo­ny­mi i nie­wol­ni­czo przy­trzy­ma­ny­mi za skrzy­dła ducha są takie naro­dy, któ­re posta­wi­ły sobie zbyt wąski ide­ał. Jest to prze­ciw­ne natu­rze czło­wie­ka, któ­ra jest bar­dzo wszech­stron­na; jest to prze­ciw­ne ducho­wi czło­wie­ka, któ­re­mu skrzy­dła wyra­sta­ją (…). Gdy czło­wiek czy naród czu­je się na jakim­kol­wiek odcin­ku zwią­za­ny i skrę­po­wa­ny, gdy czu­je, że nie ma już wol­no­ści opi­nii i zda­nia, wol­no­ści kul­tu­ry i pra­cy, ale wszyst­ko wzię­te jest w jakieś łań­cu­chy i klam­ry, wszyst­ko skrę­po­wa­ne jak sta­lo­wy­mi gor­se­ta­mi, wte­dy nie potrze­ba kom­plek­sów. Wystar­czy być tyl­ko przy­zwo­itym czło­wie­kiem, mieć poczu­cie hono­ru i oso­bi­stej  god­no­ści, aby się prze­ciw­ko takiej nie­wo­li burzyć, szu­ka­jąc środ­ków i spo­so­bów wydo­by­cia się z niej. Przy­glą­da­li­ście się może kie­dy pta­ko­wi, jak tłu­cze się w klat­ce? Wszyst­ko pie­rze z pier­si swo­jej wyry­wa (…). Zim­ny obser­wa­tor patrzą­cy na to może powie­dzieć – „głu­pi ptak!”. Cho­ciaż lepiej, aby po pro­stu otwo­rzył drzwicz­ki i wypu­ścił „głu­pie­go pta­ka” na wol­ność. Nie wol­no mówić – „głu­pi ptak”, trze­ba raczej powie­dzieć – on się rwie w świa­ty! – I każ­dy, kto uczci­wy, uła­twi mu to. Któż może się dzi­wić, że o klat­kę w Pol­sce usta­no­wio­ną roz­bi­ja­ły się pier­si „pol­skich pta­ków”, aż pió­ra lecia­ły, rany pozo­sta­wia­ją­ce?! Wytłu­macz­cie pta­ko­wi, aby się
Miej­sce śmier­ci płk. Fran­ce­sco Nul­lo na polu bitwy w Krzy­kaw­ce, gdzie poległ 5 maja 1863 roku. Wspo­mi­nał o nim w roz­mo­wie z pol­ski­mi bisku­pa­mi Ojciec Świę­ty Jan XXIII

nie­po­trzeb­nie nie obi­jał o dru­ty, bo ich nie prze­zwy­cię­ży! (…) Nawet pta­ko­wi, któ­ry nie ma prze­cież rozu­mu ani roze­zna­nia i powią­za­nia swo­ich dążeń z dąże­nia­mi innych pta­ków, tego Pry­mas Tysiąc­le­cia nie „wytłu­ma­czy­cie”. A chcie­li­by­ście to wytłu­ma­czyć isto­cie rozum­nej i wol­nej? O, żad­ną mia­rą nie da się tego wytłu­ma­czyć! Zamiast to czy­nić, lepiej klat­kę otwo­rzyć i dać moż­ność skrzy­dłom, by roz­wi­ja­ły się w lotach, i pier­siom – by potęż­nia­ły, jak tego wyma­ga wła­sne zada­nie, prze­zna­cze­nie czło­wie­ka czy naro­du. Kto­kol­wiek będzie w gra­ni­cach jakie­go­kol­wiek naro­du na glo­bie usta­wiał klat­ki, będzie wro­giem! Będzie budził opór i rewo­lu­cjo­ni­zo­wał ducha od wewnątrz, w głę­bi oso­bo­wo­ści czło­wie­ka, któ­ry jest powo­ła­ny do wol­no­ści myśle­nia, do wol­no­ści chce­nia, do wol­no­ści miło­wa­nia i do wol­no­ści dzia­ła­nia. Na to rady nie ma! (…) Czy powsta­nie mia­ło jakieś zna­cze­nie? Nie­daw­no prze­cież, bo przed kil­ko­ma mie­sią­ca­mi, my, bisku­pi pol­scy, roz­ma­wia­li­śmy z czło­wie­kiem wycho­wa­nym w zie­mi wło­skiej, dziś – papie­żem. Snuł wspo­mnie­nia ze swo­jej mło­dzień­czej prze­szło­ści. Do wspo­mnień tych zali­czył aktu­al­ny dziś frag­ment z dzie­jów nasze­go naro­du. Oto jego zio­mek z Ber­ga­mo – jak się tam mówi Ber­ga­ma­sco – Fran­ce­sco Nul­lo, zasły­szał, że naród pol­ski wal­czy o swo­ją wol­ność. Co czy­ni? Rzu­ca pięk­ną Ita­lię i bie­gnie na dale­ką pół­noc. Co go tu nie­sie? – To samo umi­ło­wa­nie wol­no­ści, o któ­rą wal­czy­ła mło­dzież w War­sza­wie i na set­kach pól bitew. Opo­wia­da sędzi­wy papież: „W moim domu rodzin­nym zacna sta­ra oso­ba wspo­mi­na czło­wie­ka, nasze­go roda­ka, któ­ry poszedł wal­czyć za waszą wol­ność – tę wol­ność, za któ­rą wasz naród tak zawsze wytrwa­le wal­czył i któ­rą po latach odzy­skał. Wasza wol­na Ojczy­zna wysta­wi­ła moje­mu roda­ko­wi pomnik (…)”. Tak mówił papież, syn zie­mi wło­skiej, do bisku­pów pol­skich. Pomy­śl­cie, dro­dzy moi, my tu w War­sza­wie będzie­my się zasta­na­wia­li, czy Powsta­nie mia­ło dla naro­du zna­cze­nie, jeśli dla sta­re­go Wło­cha, któ­ry dziś rzą­dzi Kościo­łem pod imie­niem Jana XXIII, samo wspo­mnie­nie Powsta­nia było wstrzą­sa­ją­cym prze­ży­ciem! On żył obra­za­mi i ide­ała­mi nasze­go Powsta­nia, o któ­rym zasły­szał w swej mło­dzień­czej prze­szło­ści – kształ­to­wa­ły w nim poczu­cie wiel­kiej wagi praw naro­du i naro­dów do wol­no­ści, któ­rej dzi­siaj, w duchu poko­ju, słu­ży. A więc – nawet dla ludzi obcych nam języ­kiem i krwią, Powsta­nie Stycz­nio­we mia­ło olbrzy­mie, wstrzą­sa­ją­ce zna­cze­nie (…). Chy­ba pierw­szym „gene­ra­łem”, mobi­li­zu­ją­cym naszą mło­dzież do wal­ki o wol­ność, był „het­man bez buła­wy”, Hen­ryk Sien­kie­wicz. Skąd czer­pał natchnie­nie? Z tego same­go źró­dła, z któ­re­go poiła się miło­ścią ku naszej Ojczyź­nie dusza Jana XXIII. Takich nie­do­ty­kal­nych osią­gnięć i zwy­cięstw moż­na by wyli­czyć wie­le. Ale rzecz pew­na, że naród bez tego zry­wu, oku­pio­ne­go krwią, nie ostał­by się w Bismarc­kow­skiej poli­ty­ce Kul­tur­kamp­fu. Nie oparł­by się ger­ma­ni­za­cji i rusy­fi­ka­cji. Przed tym eta­pem, któ­ry dla umę­czo­ne­go Naro­du był jed­ną z naj­cięż­szych prób, trze­ba było ofiar. Te ofia­ry padły i wyda­ły swój owoc, bo obu­dzi­ło się sumie­nie naro­du. My bar­dzo czę­sto robi­my nad trum­ną rachu­nek sumie­nia. I naród pol­ski nad trum­ną Powstań­ców 1863 roku zro­bił rachu­nek sumie­nia. Był on dla nas zbaw­czy. Dla­te­go z głę­bo­ką czcią klę­ka­my na śla­dach krwi naszych bra­ci, któ­rzy nie zawa­ha­li się oddać jej, aby­śmy żyć mogli. Z głę­bo­ką czcią cału­je­my dro­gi ich bitew, na któ­rych ofiar­ność zda się w bez­na­dziej­ny spo­sób wal­czy­ła o nie­wąt­pli­we pra­wo wol­no­ści. I nie car miał rację, gdy na Zam­ku War­szaw­skim odpo­wia­dał but­nie: „Porzuć­cie wszel­kie sny!” – tyl­ko wła­śnie ci, co pada­li, obej­mu­jąc miło­śnie otwar­tą pier­sią ukrzy­żo­wa­ną pierś Mat­ki-Polki.

Tyl­ko oni mie­li rację! A my po stu latach wie­my to jesz­cze lepiej (…).