Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Rewolucja moralna

Przebudzenie Polski

Żad­nych marzeń, pano­wie, żad­nych marzeń” – wie­lo­krot­nie powtó­rzył car Rosji Alek­san­der II, spo­ty­ka­jąc się z Pola­ka­mi pod­czas wizy­ty w War­sza­wie w maju 1856 roku. O swo­im poprzed­ni­ku – carze Miko­ła­ju I, pod rzą­da­mi któ­re­go stłu­mio­no Powsta­nie Listo­pa­do­we, powie­dział: „To, co mój ojciec zro­bił, zro­bił dobrze”.

Pogrzeb pię­ciu pole­głych w War­sza­wie, 2 mar­ca 1861 roku

Tym­cza­sem nie zabra­kło Pola­ków, któ­rzy wyszli na uli­ce War­sza­wy nie tyl­ko witać cara, ale łączy­li z nim jakieś nadzie­je, co było zwią­za­ne z refor­ma­mi w Rosji, spo­wo­do­wa­ny­mi klę­ską w woj­nie krym­skiej. Były to jed­nak złu­dze­nia, cze­mu sam Alek­san­der II dał wyraz w słyn­nym: „żad­nych marzeń”. „Nik­czem­na, kacap­ska hoło­ta” Tym­cza­sem doj­rze­wa­ło już kolej­ne poko­le­nie Pola­ków, któ­re nie doświad­czy­ło i nie pamię­ta­ło klę­ski oraz repre­sji po powsta­niu 1831 roku. Im marzy­ła się Pol­ska… Kon­spi­ra­cyj­ne koła mło­dzie­ży powsta­wa­ły wśród Pola­ków stu­diu­ją­cych na uni­wer­sy­te­tach w Rosji, a póź­niej w war­szaw­skich szko­łach. Na emi­gra­cji zaczę­to myśleć o kolej­nym powsta­niu.
Rosja­nie strze­la­ją na pla­cu Zam­ko­wym w War­sza­wie 8 kwiet­nia 1861 roku, zabi­ja­jąc ponad sto osób

Patrio­tycz­ne prze­bu­dze­nie dało się odczuć w War­sza­wie. Pogrzeb gene­ra­ło­wej Sowiń­skiej – wdo­wie po boha­ter­skim obroń­cy Woli z 1831 roku – prze­ro­dził się w czerw­cu 1860 roku w wie­lo­ty­sięcz­ną, patrio­tycz­ną mani­fe­sta­cję mło­dzie­ży, pierw­szą od trzy­dzie­stu lat. Kil­ka mie­się­cy póź­niej, pod­czas wizy­ty, rosyj­skie­go cara wita­ły puste uli­ce, a śród ludzi krą­ży­ły ulot­ki i aneg­do­ty. „Pod jarz­mem wro­gów, co by zgnieść nas chcie­li, / Gdy nam dopie­ka wciąż monar­sza łaska, / Któż się tak stroi? Któż się tak wese­li? / To pod­ła gawiedź war­szaw­ska / Dla nich są obce klę­ski naro­do­we, / Obcą nie­do­la tuła­czy, / Lecz przy­jazd cara, świę­to galo­we, Wiel­ki fajer­werk – wszyst­ko dla nich zna­czy! / Głu­pia gawie­dzi, odrod­ne ple­mię” – szy­dzo­no, z tych, któ­rzy słu­ży­li Moskwie. I dalej recy­to­wa­no: „Przy­patrz się ludom węgier­skiej kra­iny, / Jak są do czy­nów szla­chet­nych goto­we, / Oni czczą świę­ta – świę­ta naro­do­we, / Ale na car­skie nie spie­szą
Uro­czy­sto­ści rocz­ni­cy Unii Lubel­skiej, spo­tka­nie pro­ce­sji przy roze­bra­nym przez Rosjan moście w Kow­nie, 12 sierp­nia 1861 roku

festy­ny… / Toteż im wcze­śniej swo­bo­da zaświe­ci, / Bo miłość kra­ju to naj­pierw­sza cno­ta, / Oni są pra­we swo­jej mat­ki dzie­ci, / A my nik­czem­na, kacap­ska hoło­ta”. W takiej atmos­fe­rze lud War­sza­wy zboj­ko­to­wał car­ską wizy­tę, a już wkrót­ce, 29 listo­pa­da 1860 r. – w trzy­dzie­stą rocz­ni­cę wybu­chu Powsta­nia Listo­pa­do­we­go – licz­ne rze­sze war­sza­wia­ków zebra­ły się na Mszy św. na Lesz­nie u Kar­me­li­tów. Po jej zakoń­cze­niu odśpie­wa­no zapo­mnia­ną pieśń „Boże coś Pol­skę” – po raz pierw­szy ze sło­wa­mi „Ojczy­znę, wol­ność racz nam wró­cić Panie”. Na koniec zaśpie­wa­no „Jesz­cze Pol­ska nie zgi­nę­ła” oraz pie­śni reli­gij­ne i patrio­tycz­ne. Od tego momen­tu demon­stra­cje patrio­tycz­ne i śpie­wy zaczę­to orga­ni­zo­wać w róż­nych kościo­łach. Coraz więk­sza licz­ba ich uczest­ni­ków powo­do­wa­ła, iż czu­li się oni bez­piecz­nie, a Rosja­nie nie odpo­wia­da­li repre­sja­mi. Tak było do lute­go 1861 roku. Oży­wie­nie patrio­tycz­ne ogar­nę­ło już sze­ro­kie rze­sze, ubie­ra­no się w naro­do­we stro­je, noszo­no cza­mar­ki, roga­tyw­ki, wzy­wa­no do powstrzy­ma­nia się od zabaw. Czas ten nazwa­no moral­ną rewo­lu­cją.

Precz z Moskalami”

W takiej atmos­fe­rze tysią­ce ludzi wyle­gły na uli­ce w trzy­dzie­stą rocz­ni­cę bitwy pod Gro­cho­wem, kie­dy powstrzy­ma­no rosyj­ską armię masze­ru­ją­cą na sto­li­cę. Nad zebra­ny­mi rze­sza­mi roz­wi­nię­to ogrom­ną cho­rą­giew z Orłem i Pogo­nią, a zebra­nym roz­da­no mniej­sze cho­rą­giew­ki. Wzno­szo­no okrzy­ki: „Trze­ci Maj”, „Precz z Moska­la­mi”. Przy śpie­wie „Świę­ty Boże” wkro­czo­no na Rynek Sta­re­go Mia­sta, gdzie po raz pierw­szy ude­rzy­li koza­cy, pła­zu­jąc sza­bla­mi. Wie­lu było ran­nych, a naj­ak­tyw­niej­szych demon­stran­tów aresz­to­wa­no. Pod hasłem ich zwol­nie­nia znów wyszła pro­ce­sja spod kościo­ła Kar­me­li­tów na Lesz­nie. Na pla­cu Zam­ko­wym zagro­dzi­ło im dro­gę woj­sko, na czo­łów­kę rzu­ci­li się koza­cy. Zaczę­to bro­nić się kamie­nia­mi, budo­wa­no z doro­żek bary­ka­dy. Woj­sko otwo­rzy­ło ogień. Padło pię­ciu zabi­tych: uczeń, cze­lad­nik kra­wiec­ki, robot­nik, dwóch wła­ści­cie­li ziem­skich. Ich pogrzeb, 2 mar­ca 1861 roku, zgro­ma­dził nie­mal całą War­sza­wę – i stał się potęż­ną mani­fe­sta­cją jed­no­ści naro­du. Pod wpły­wem tych wyda­rzeń Rosja­nie wyco­fa­li woj­sko z ulic, kolej­na – obok pol­skiej repre­zen­ta­cji Towa­rzy­stwa Rol­ni­cze­go na cze­le z Ada­mem Zamoy­skim – powsta­ła wte­dy Dele­ga­cja Miej­ska wysto­so­wa­ła adres do cara, pisząc w nim o bra­ku nie­pod­le­gło­ści Pol­ski. Odpo­wiedź cara nie pozo­sta­wia­ła żad­nych złu­dzeń, koń­cząc się groź­bą: „W żad­nym razie nie­po­rząd­kom fak­tycz­nie pobła­żać nie będę”. Peters­burg poczy­nił jed­nak pew­ne ustęp­stwa, m.in. polo­ni­zu­jąc admi­ni­stra­cję. Nasta­ły „pol­skie cza­sy” – okres patrio­tycz­ne­go unie­sie­nia i nadziei. Tym­cza­sem wła­dze przy­go­to­wa­ły nową „usta­wę o zbie­go­wi­skach” – po trzy­krot­nym wezwa­niu do rozej­ścia się moż­na było strze­lać. 8 kwiet­nia 1861 roku, wie­czo­rem, prze­ciw­ko pro­ce­sji wystą­pi­ło woj­sko, padły sal­wy. Ludzie ze śpie­wem „Świę­ty Boże” i nie­sio­nym na cze­le krzy­żem szli nadal, mimo pada­ją­cych zabi­tych. W pobli­skich uli­cach zaczę­ły się nie­rów­ne wal­ki. Na uli­cach pozo­sta­ło ponad stu zabi­tych. Naza­jutrz War­sza­wa wyglą­da­ła jak wymar­ła, na uli­cach było tyl­ko
woj­sko. Roz­po­czął się czas repre­sji. Pola­cy odpo­wie­dzie­li żało­bą. „Za pomyśl­ność Ojczy­zny” Nie powstrzy­ma­ło to patrio­tycz­nych mani­fe­sta­cji, któ­re zaczę­to orga­ni­zo­wać na pro­win­cji Kró­le­stwa, na Litwie, Rusi i w Gali­cji. Uro­czy­ście świę­to­wa­no rocz­ni­cę Unii Lubel­skiej. 12 sierp­nia, w Kow­nie, na moście pon­to­no­wym łączą­cym mia­sto z przed­mie­ściem Alek­so­ta, leżą­cym już w Kró­le­stwie Pol­skim, spo­tka­ły się dwie pro­ce­sje: „pol­ska” i „litew­ska”. Rosyj­skie woj­sko pró­bo­wa­ło bez­sku­tecz­nie zerwać most. Kil­ka tysię­cy ludzi tań­czy­ło tak­że w Wil­nie, śpie­wa­jąc po pol­sku i litew­sku. W War­sza­wie zama­wia­no nabo­żeń­stwa „za pomyśl­ność Ojczy­zny”. Wła­dze nie myśla­ły jed­nak o ustęp­stwach i 14 paź­dzier­ni­ka 1861 roku wpro­wa­dzi­ły stan wojen­ny. Nie­pod­le­gło­ścio­wa kon­spi­ra­cja w Kró­le­stwie dzie­li­ła się na dwa obo­zy: rady­kal­nych czer­wo­nych, oku­pio­nych w Komi­te­cie Cen­tral­nym Naro­do­wym kie­ro­wa­nym przez Jaro­sła­wa Dąbrow­skie­go, i bia­łych, do któ­rych nale­że­li ary­sto­kra­ci, zie­mia­nie i boga­ci miesz­cza­nie. Czer­wo­ni byli zde­cy­do­wa­ni wywo­łać powsta­nie zbroj­ne, bia­li i ich Dyrek­cja Kra­jo­wa gło­si­li pro­gram pra­cy orga­nicz­nej i goto­wi byli na ugo­dę z cara­tem. Od poło­wy 1862 roku na cze­le rzą­du Kró­le­stwa Pol­skie­go stał mar­gra­bia Alek­san­der Wie­lo­pol­ski, wcze­śniej dyrek­tor Komi­sji Wyznań Oświe­ce­nia Publicz­ne­go, któ­ry prze­pro­wa­dzał refor­my w admi­ni­stra­cji, polo­ni­zu­jąc urzę­dy i szko­ły. Odda­ny Rosja­nom – uzna­wa­ny jako pośred­nio odpo­wie­dzial­ny za masa­krę 8 kwiet­nia 1861 roku – nie cie­szył się sym­pa­tią Pola­ków. Powie­dział, iż „dla Pola­ków moż­na cza­sem coś dobre­go zro­bić, ale z Pola­ka­mi nigdy”. Aby nie dopu­ścić do wybu­chu powsta­nia zarzą­dził „bran­kę”, czy­li pobór do woj­ska tysię­cy kon­spi­ru­ją­cej mło­dzie­ży.