Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Głupota i Mądrość (44)

Osiemnaste urodziny

KS. EDWARD STANIEK

Kto jest zamknię­ty wyłącz­nie w docze­sno­ści, winien wyko­rzy­stać życie tak, jak potra­fi. Nikt mu w tym nie może prze­szka­dzać. Nie moż­na sta­wiać wyma­gań nie­wie­rzą­ce­mu, na mia­rę ide­ałów życia tego, kto jest wta­jem­ni­czo­ny w zamysł Boga wobec czło­wie­ka. Nie moż­na się dzi­wić, że taki czło­wiek jest nasta­wio­ny jedy­nie na kon­sump­cję. Kohe­let do tego tema­tu wra­ca kil­ka­krot­nie, pra­gnąc przez to uka­zać, że rozu­mie ludzi żyją­cych tyl­ko docze­sno­ścią. Deli­kat­nie sygna­li­zu­je, że jako wie­rzą­cy ma do tego inne podej­ście.
Bo któż sta­no­wi wyją­tek? Wszy­scy żyją­cy mogą jesz­cze mieć nadzie­ję – bo lep­szy jest żywy pies niż lew nie­ży­wy – ponie­waż żyją­cy wie­dzą, że umrą, a zmar­li nicze­go zgo­ła nie wie­dzą, zapła­ty też wię­cej już żad­nej nie mają, bo pamięć o nich idzie w zapo­mnie­nie. Tak samo ich miłość, jak rów­nież ich nie­na­wiść, jak też ich zazdrość – już daw­no zani­kły, i już nigdy wię­cej udzia­łu nie mają żad­ne­go we wszyst­kim, cokol­wiek się dzie­je pod słoń­cem (Koh 9,4–6).
Żyją­cy jest w lep­szej sytu­acji niż zmar­ły. Tajem­ni­cze jest jed­nak sło­wo nadzie­ja, jakim posłu­gu­je się Kohe­let. Ono tchnie opty­mi­zmem. Kohe­let nie podej­mu­je tego tema­tu, jedy­nie wzy­wa do zasta­no­wie­nia. Dla nie­go, jako wie­rzą­ce­go, nadzie­ja jest wiel­ką szan­są zmia­ny życia docze­sne­go na lep­sze, aby w nim było wię­cej dobra, aby ono ubo­ga­ci­ło innych, a nie tyl­ko jego. Odkry­cie szczę­ścia w czy­nie­niu dobra jest moż­li­we nawet dla czło­wie­ka nie­wie­rzą­ce­go. Jak dłu­go żyje tyl­ko dla sie­bie, nie zna sma­ku tego szczę­ścia. Jeśli nasta­wi się, aby żyć dla kogoś, jego dzień zosta­nie opro­mie­nio­ny słoń­cem.
Śmierć jest wyłą­cze­niem z życia docze­sne­go i doświad­cza­ją tego wszy­scy zmar­li. W godzi­nie śmier­ci nie ma róż­ni­cy mię­dzy tym, kto żył w świe­cie miło­ści, a tym, kto nie­na­wi­dził. Kohe­let dopro­wa­dza do posta­wie­nia pyta­nia: Czy jest to moż­li­we? Sam tego pyta­nia nie sta­wia, ale chce, aby czy­tel­nik zasta­no­wił się nad logi­ką takie­go twier­dze­nia. On jako wie­rzą­cy w spra­wie­dli­we­go Boga wie­dział, że po śmier­ci ist­nie­ją żela­zne kon­se­kwen­cje postę­po­wa­nia i myśle­nia czło­wie­ka na zie­mi. Ten, kto potra­fi sza­no­wać logi­kę życia, czu­je, że nie moż­na życia zamknąć tyl­ko w docze­sno­ści.
W tych sło­wach Kohe­let wzy­wa do zasta­no­wie­nia się nad celo­wo­ścią życia czło­wie­ka. Jeśli celem jest jedy­nie kon­sump­cja, to życie nie ma sen­su. Jeśli czło­wiek posia­da rozum i wol­ną wolę, to nie moż­na go zesta­wiać ze zwie­rzę­ta­mi.
W pew­nej mie­rze sens życia jest dostrze­gal­ny w jego prze­ka­zie dla nowych poko­leń. Ale jakim bogac­twem może być ludz­kie życie, decy­du­je ser­ce czło­wie­ka wypeł­nio­ne miło­ścią praw­dy, dobra i szczę­ścia. Kto wyko­rzy­stu­je każ­dą godzi­nę do dosko­na­le­nia w sobie tych war­to­ści wie, w jakim celu żyje i zabie­ga o to, aby innym pomóc w odkry­ciu tego celu. Te jed­nak war­to­ści są otwar­te na wiecz­ność i sam ich prze­kaz nie ma sen­su. Jeśli są do zacho­wa­nia w nowym świe­cie, wszyst­ko ma sens.
Depre­sje współ­cze­sne­go świa­ta, któ­re gaszą w ser­cu czło­wie­ka pło­myk rado­ści i sen­su życia, są groź­ną cho­ro­bą kon­sump­cjo­ni­zmu. Czło­wiek rzu­ca się na wszyst­kie pokar­my zaspa­ka­ja­ją­ce jego pożą­da­nia i ginie z powo­du obżar­stwa tym, co prze­mi­ja­ją­ce. Kohe­let odsła­nia mecha­ni­zmy tej groź­nej cho­ro­by i wzy­wa do zasta­no­wie­nia. Każ­dy winien umieć w jed­nej sekun­dzie odpo­wie­dzieć na pyta­nie, jaki jest sens jego życia. Jak tego nie wie, to sygnał, że się gubi, a jeśli nie umie odpo­wie­dzieć to znak, że ducho­wo jest poważ­nie cho­ry.
Kto obcho­dzi osiem­na­ste uro­dzi­ny winien na to pyta­nie mieć pre­cy­zyj­ną odpo­wiedź, bo odtąd, nawet w ska­li pra­wa, w stu pro­cen­tach odpo­wia­da za każ­dy krok swe­go życia. Osiem­na­ste uro­dzi­ny to waż­ne wyda­rze­nie. Kto je trak­tu­je tyl­ko jako szczyt swo­ich marzeń, ten popeł­nia poważ­ny błąd. To jest ostry start do budo­wy szczę­śli­we­go domu, w któ­rym wszyst­ko ma sens. Kohe­let podej­mu­je ten temat w dal­szych sło­wach swej księ­gi.