Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Droga – Prawda – Życie

Oto teraz czas upragniony

Chy­ba każ­dy z nas zna smak zwy­cię­stwa. Zwłasz­cza „smacz­ne” jest zwy­cię­stwo nad sobą, choć­by w drob­nej spra­wie. Nie­kie­dy wyda­je się nam, że to my sami zwy­cię­ża­my, ale to nie jest praw­da: zwy­cię­ża w nas Jezus Chry­stus, a – może pre­cy­zyj­niej – zwy­cię­ża­my Jego mocą. Mocą Jego Zmar­twych­wsta­nia. Wiel­ki Post ma nas pro­wa­dzić do zmar­twych­wsta­nia, dla­te­go zachę­ca do codzien­nych zwy­cięstw przez post, jał­muż­nę i modli­twę, a tak­że przez wypeł­nia­nie pod­ję­tych posta­no­wień. Dla­te­go ten czas, okres Wiel­kie­go Postu może­my nazwać za świę­tym Paw­łem: „Oto teraz czas upra­gnio­ny” (2 Kor 6,3).
Gene­za Wiel­kie­go Postu

fot. Z. Kiresz­tu­ra

Intu­icja wier­nych pod­po­wia­da­ła od same­go począt­ku, że do lep­sze­go prze­ży­cia Świąt Wiel­ka­noc­nych potrze­ba cza­su. W II wie­ku były to tyl­ko dwa dni, potem czter­dzie­ści godzin, zapi­ski z III wie­ku wspo­mi­na­ją o tygo­dniu, a w IV wie­ku zna­ny był już post 40-dnio­wy. W VII wie­ku wpro­wa­dzo­no tak zwa­ne przed­po­ście, któ­re w nie­któ­rych rejo­nach Pol­ski obcho­dzo­no jesz­cze w XVIII, a nawet w XIX wie­ku.
Osta­tecz­nie w 1284 roku papież Inno­cen­ty IV usta­lił czas Wiel­kie­go Postu od Śro­dy Popiel­co­wej – cho­dzi­ło o to, by trwał 40 dni po odli­cze­niu nie­dziel, któ­re zawsze były obcho­dzo­ne jako „wyłą­czo­ne” z postu.
Pięk­no cia­ła, duszy i Kościo­ła
Pan Bóg stwo­rzył pięk­ny świat. Isto­tą tego pięk­na była peł­na har­mo­nia stwo­rze­nia, któ­rą zabu­rzył grzech. Potrze­bu­je­my wysił­ku, aby wyplą­tać się z sie­ci złe­go ducha, któ­ry wciąż na nowo pró­bu­je wszel­ki­mi spo­so­ba­mi spra­wić, aby­śmy tego Boże­go pięk­na nie zauwa­ża­li. To, co tra­dy­cja Kościo­ła nazy­wa asce­zą, to jest wła­śnie przy­wra­ca­nie har­mo­nii stwo­rze­nia, czy­li uka­zy­wa­nie pięk­na zakry­wa­ne­go przez grzech i jego skut­ki.
Pięk­no cia­ła to przy­wró­ce­nie jasne­go spoj­rze­nia, przy­po­mnie­nie sobie o tym, co napraw­dę waż­ne w naszym życiu, czy­li o tym, co pro­wa­dzi do zba­wie­nia. Post to nie „poboż­na die­ta”; moty­wa­cja jest zupeł­nie inna, ale roz­trop­nie pod­ję­ty post funk­cje die­ty po czę­ści może speł­niać.
Pięk­no duszy to ćwi­cze­nie się w takich posta­wach wobec Boga i ludzi, któ­re poka­zu­ją, że jeste­śmy stwo­rze­ni na Jego podo­bień­stwo. Pięk­no duszy to takie patrze­nie na każ­de­go czło­wie­ka, jak na nie­go patrzy Stwór­ca i Zba­wi­ciel, czy­li z nadzie­ją. Tyl­ko On zawsze potra­fi dostrzec w każ­dym z nas moż­li­wość naj­peł­niej­sze­go roz­wo­ju, tyl­ko On zawsze na wszyst­kich roz­sta­jach nasze­go życia widzi ścież­kę pro­wa­dzą­cą do dobra.
Pięk­no Kościo­ła to po pro­stu zro­zu­mie­nie, że każ­da dusza, któ­ra się pod­no­si, dźwi­ga świat. Temu pra­wu pod­no­sze­nia, wstę­po­wa­nia, odpo­wia­da nie­ste­ty pra­wo zstę­po­wa­nia, ścią­ga­nia na dół: dusza, któ­ra upa­da przez grzech, pocią­ga za sobą cały Kościół i w pewien spo­sób cały świat – tak pisał bł. Jan Paweł II w adhor­ta­cji o poku­cie i pojed­na­niu.
Wiel­ko­post­ne dzia­ła­nia
fot. Z. Kiresz­tu­ra

Ojciec Świę­ty Bene­dykt XVI napi­sał trzy lata temu: [Kościół]zachęca nas do trzech prak­tyk pokut­nych, bar­dzo bli­skich biblij­nej i chrze­ści­jań­skiej tra­dy­cji – modli­twy, jał­muż­ny i postu – aby­śmy jak naj­le­piej mogli przy­go­to­wać się do obcho­dów Świąt Wiel­ka­no­cy i doświad­czyć mocy Boga.
Modli­twa to takie patrze­nie na rze­czy­wi­stość, któ­re rodzi uwiel­bie­nie, dzięk­czy­nie­nie i proś­bę o miło­sier­dzie, skie­ro­wa­ne do Stwór­cy. Sło­wa modli­twy sta­ną się praw­dzi­we dopie­ro wte­dy, gdy zapra­gnie­my takie­go wła­śnie postrze­ga­nia świa­ta. Dąże­nie do tej posta­wy trwa przez całe życie, ale „liczy się” od chwi­li, gdy zapra­gnie­my Boga uwiel­biać. Podob­nie jest z miło­ścią: do koń­ca naszych dni uczy­my się miło­ści, ale o miło­ści mamy pra­wo mówić już od chwi­li, kie­dy mamy wolę podej­mo­wa­nia takich dzia­łań, któ­re pro­wa­dzą do dobra według woli Bożej. Nie­któ­rzy mistrzo­wie życia ducho­we­go sta­wia­li pyta­nie, czy modli­twa i miłość nie są bar­dzo bli­sko spo­krew­nio­ne…
Jał­muż­na (z grec­kie­go: ele­emo­sy­ne, czy­li łagod­ne dzia­ła­nie) to pochy­le­nie się nad dru­gim czło­wie­kiem, to taki gest, któ­ry poma­ga żyć z god­no­ścią. Języ­kiem dzi­siej­szej psy­cho­lo­gii moż­na by powie­dzieć, że jał­muż­na opie­ra się na empa­tii, czy­li na zro­zu­mie­niu czło­wie­ka sto­ją­ce­go obok i to na takim zro­zu­mie­niu, któ­re cza­sem dostrze­ga wię­cej niż on sam. Cho­dzi o taką pomoc, któ­ra nie ma w sobie poczu­cia wyż­szo­ści, jest peł­na poko­ry i sza­cun­ku. Jał­muż­na poma­ga zro­zu­mieć praw­dzi­wą war­tość miło­ści – jest war­to­ścią samą w sobie, nie­za­leż­nie od skut­ków, jakie przy­no­si. War­to zauwa­żyć, że nie jest jał­muż­ną poma­ga­nie pozor­ne, zewnętrz­ne, ono czę­ściej depra­wu­je, ucząc leni­stwa i bier­no­ści wobec świa­ta.
Post pole­ga na narzu­ce­niu sobie dys­cy­pli­ny w każ­dej dzie­dzi­nie życia, w tym celu, aby spra­wy zewnętrz­ne nie wzię­ły nas w nie­wo­lę. W tra­dy­cyj­nym rozu­mie­niu post to wstrze­mięź­li­wość w zakre­sie poży­wie­nia. Ale prze­cież cho­dzi nie tyl­ko od odmó­wie­nie sobie jakie­goś posił­ku czy zmniej­sze­nie jego obję­to­ści. Jeśli już mówi­my o jedze­niu, to dosko­na­łym postem jest rezy­gna­cja z potraw luk­su­so­wych po to, by zaosz­czę­dzo­ne pie­nią­dze prze­ka­zać głod­nym. Nie wol­no zapo­mi­nać, że post doty­czy rów­nież innych spraw nasze­go życia, np. dla wie­lu ludzi koniecz­ne jest ogra­ni­cze­nie cza­su poświę­co­ne­go na oglą­da­nie tele­wi­zji czy korzy­sta­nie z kom­pu­te­ra i Inter­ne­tu. To nie­kie­dy waru­nek ducho­we­go prze­ży­cia. Jakiej­kol­wiek dzie­dzi­ny życia by to nie doty­czy­ło, naj­owoc­niej­szy jest post prze­ży­wa­ny z pro­sto­tą, bez mani­fe­sta­cji, a jed­nak taki, któ­ry prze­mie­nia nasze zacho­wa­nia na bar­dziej ludz­kie.
Przy­po­mnij­my sło­wa Ojca Świę­te­go Bene­dyk­ta XVI, któ­ry w cie­ka­wy spo­sób łączy prak­ty­ki modli­twy, jał­muż­ny i postu:
Może­my sobie zadać pyta­nie, jaką war­tość i jaki sens ma dla nas, chrze­ści­jan, rezy­gna­cja z cze­goś, co samo w sobie jest dobre i pozwa­la nam żyć. Pismo Świę­te i cała chrze­ści­jań­ska tra­dy­cja uczą, że post poma­ga uni­kać grze­chu i tego wszyst­kie­go, co do nie­go pro­wa­dzi.
Św. Piotr Chry­zo­log napi­sał: „Duszą modli­twy jest post, a życiem postu miło­sier­dzie. Kto się więc modli, niech pości, a kto pości, niech speł­nia uczyn­ki miło­sier­dzia, niech wysłu­cha pro­szą­ce­go, któ­ry chce być sły­sza­ny”.
Poszcze­nie słu­ży oczy­wi­ście dobrej kon­dy­cji fizycz­nej, ale dla ludzi wie­rzą­cych sta­no­wi w pierw­szej kolej­no­ści „tera­pię” poma­ga­ją­cą leczyć to wszyst­ko, co unie­moż­li­wia wypeł­nia­nie woli Boga.
Post może nam pomóc zadać śmierć nasze­mu ego­izmo­wi i otwo­rzyć ser­ce na miłość Boga i bliź­nie­go, co sta­no­wi pierw­sze i naj­waż­niej­sze przy­ka­za­nie nowe­go Pra­wa, a zara­zem kom­pen­dium całej Ewan­ge­lii.
Odma­wia­nie sobie pokar­mu mate­rial­ne­go, któ­ry żywi cia­ło, umac­nia wewnętrz­ną goto­wość do słu­cha­nia Chry­stu­sa i żywie­nia się Jego zbaw­czym sło­wem. Przez post i modli­twę pozwa­la­my, by On przy­cho­dził i by zaspo­ka­jał naj­więk­szy głód, jakie­go doświad­cza­my w naszym wnę­trzu: głód i pra­gnie­nie Boga.
Wiel­ko­post­ne prak­ty­ki
Może­my je podzie­lić na dwie gru­py: prak­ty­ki modli­tew­ne i posta­no­wie­nia doty­czą­ce codzien­no­ści. O Dro­dze Krzy­żo­wej, Gorz­kich Żalach i innych nabo­żeń­stwach wiel­ko­post­nych powie­my następ­nym razem. A posta­no­wie­nia? Aby były mądre, wystar­czy rozej­rzeć się doko­ła, cza­sem popa­trzeć w lustro – i pomy­śleć. Może trze­ba sobie posta­no­wić, że zawsze wysłu­cha­my kogoś do koń­ca, nim sami coś powie­my? A może popra­cuj­my nad wyra­zem twa­rzy, aby była pogod­na? Może trze­ba pod­jąć wysi­łek, by wró­ci­ła nasza punk­tu­al­ność albo słow­ność? A może trze­ba posta­rać się wyrzu­cić z nasze­go słow­ni­ka wyra­zy, któ­rych chrze­ści­ja­nin powi­nien się wsty­dzić.

ks. Zbi­gniew Kapłań­ski