Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Słowa Życia

NIEDZIELA: Iz 60,1–6, Ef 3,2–3a.5–6, Mt 2,1–12

Uroczystość Objawienia Pańskiego


Gdy Jezus naro­dził się w Betle­jem w Judei za pano­wa­nia kró­la Hero­da, oto Mędr­cy ze Wscho­du przy­by­li do Jero­zo­li­my i pyta­li: Gdzie jest nowo naro­dzo­ny król żydowski?Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiaz­dę na Wscho­dzie i przy­by­li­śmy oddać Mu pokłon. Sko­ro usły­szał to król Herod, prze­ra­ził się, a z nim cała Jero­zo­li­ma. Zebrał więc wszyst­kich arcy­ka­pła­nów i uczo­nych ludu i wypy­ty­wał ich, gdzie ma się naro­dzić Mesjasz. Ci mu odpo­wie­dzie­li: W Betle­jem judz­kim, bo tak napi­sał pro­rok: A ty, Betle­jem, zie­mio Judy, nie jesteś zgo­ła naj­lich­sze spo­śród głów­nych miast Judy, albo­wiem z cie­bie wyj­dzie wład­ca, któ­ry będzie paste­rzem ludu mego, Izra­ela. Wte­dy Herod przy­wo­łał pota­jem­nie Mędr­ców i wypy­tał ich dokład­nie o czas uka­za­nia się gwiaz­dy. A kie­ru­jąc ich do Betle­jem, rzekł: Udaj­cie się tam i wypy­tuj­cie sta­ran­nie o Dzie­cię, a gdy Je znaj­dzie­cie, donie­ście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon. Oni zaś wysłu­chaw­szy kró­la, ruszy­li w dro­gę. A oto gwiaz­da, któ­rą widzie­li na Wscho­dzie, szła przed nimi, aż przy­szła i zatrzy­ma­ła się nad miej­scem, gdzie było Dzie­cię. Gdy ujrze­li gwiaz­dę, bar­dzo się ura­do­wa­li. Weszli do domu i zoba­czy­li Dzie­cię z Mat­ką Jego, Mary­ją; upa­dli na twarz i odda­li Mu pokłon. I otwo­rzyw­szy swe skar­by, ofia­ro­wa­li Mu dary: zło­to, kadzi­dło i mir­rę. A otrzy­maw­szy we śnie nakaz, żeby nie wra­ca­li do Hero­da, inną dro­gą uda­li się do ojczy­zny.
Roz­wa­ża­nie
W Betle­jem naro­dzo­ne­mu Dzie­cię­ciu pokło­ni­li się anio­ło­wie, zdą­ży­li przy­być paste­rze, pro­sty lud. Wresz­cie po dłuż­szym cza­sie poja­wia­ją się mędr­cy – inte­lek­tu­ali­ści. Dłu­ga i zawi­ła była ich dro­ga za świa­tłem. Bywa­ło, że tra­ci­li je z oczu, jak to się sta­ło w Jero­zo­li­mie. Bywa­ło, że pyta­li o dro­gę nie­wła­ści­wych ludzi, któ­rzy na pew­no nie byli sprzy­mie­rzeń­ca­mi Mesja­sza. Jed­nak dotar­li. Jak dobrze, że Bóg dopro­wa­dził ich do celu. To pozwa­la z nadzie­ją myśleć o wszyst­kich spóź­nia­ją­cych się, zagu­bio­nych, szu­ka­ją­cych pomo­cy – moż­li­wość spo­tka­nia ze Zba­wi­cie­lem wciąż ist­nie­je. Dobry Bóg nie­ustan­nie daje nam czas, czy­li nową szan­sę, by dojść tam, gdzie na nas cze­ka.

rs