Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Cuda i łaski Boże

Zdroje łask

Wśród doku­men­tów, jakie zosta­ły prze­ba­da­ne w pro­ce­sie beaty­fi­ka­cyj­nym Mat­ki Mał­go­rza­ty znaj­du­ją się świa­dec­twa wie­lu łask wypro­szo­nych za jej wsta­wien­nic­twem. Wszyst­kie one poka­zu­ją, że wytrwa­ła modli­twa przy­no­si owo­ce, a Mat­ka Mał­go­rza­ta jest wspa­nia­łą pośred­nicz­ką u Pana Boga.
Wik­to­ria z Tych w świa­dec­twie prze­sła­nym sio­strom sera­fit­kom napi­sa­ła: „Od kogoś dosta­łam obra­zek z s. Mał­go­rza­tą Łucją Szew­czyk wraz z Nowen­ną do Trój­cy Prze­naj­święt­szej. Jakiś czas odma­wia­łam tę modli­twę, a potem obra­zek scho­wa­łam. Mam w domu obraz Mat­ki Bożej Bole­snej. Jakiś czas temu zacho­ro­wa­łam, bar­dzo bola­ły mnie ręce, tak że w koń­cu nastą­pił para­liż. Nie poma­ga­ły mi żad­ne tablet­ki. Wte­dy powie­rzy­łam się Mat­ce Bożej i Ją pro­si­łam o pomoc. Po tej modli­twie mia­łam dziw­ny sen – przy­szła do mnie

Bar­ba­ra Papież z synem (Fot. M. Pabis)

sio­stra zakon­na. Z uśmie­chem sta­nę­ła przy sto­li­ku, na któ­rym mia­łam tablet­ki, wzię­ła je do rąk, pooglą­da­ła i… wysy­pa­ła je na pod­ło­gę, jed­no­cze­śnie gro­żąc mi i mówiąc, bym wię­cej ich nie zaży­wa­ła. Kie­dy się obu­dzi­łam zaczę­łam szu­kać obraz­ka z sio­strą Łucją – spoj­rza­łam na nie­go i od razu zro­zu­mia­łam, że to ona mnie odwie­dzi­ła. Prze­sta­łam też łykać tablet­ki, a ból, któ­ry do tej pory mi towa­rzy­szył, cał­ko­wi­cie ustą­pił. Potem oka­za­ło się, że nigdy nie powin­nam była ich zaży­wać. Potem jesz­cze raz widzia­łam sio­strę Mał­go­rza­tę, któ­ra odwie­dzi­ła mnie wraz z dru­gą, młod­szą sio­strą. Obie były takie uśmiech­nię­te. Zro­zu­mia­łam wte­dy, że już nie muszę się nicze­go bać, że jestem pod opie­ką Mat­ki Mał­go­rza­ty”.
Zawsze wysłu­cha­na
Wśród wie­lu świa­dectw, jakie nad­cho­dzą do sióstr sera­fi­tek, znaj­du­je się list nade­sła­ny przez panią Ewę D. z War­sza­wy. Napi­sa­ła ona:
„Przy­naj­mniej od dwóch lat kil­ka razy w tygo­dniu odma­wiam Nowen­nę do Trój­cy Prze­naj­święt­szej o upro­sze­nie łask za przy­czy­ną Słu­żeb­ni­cy Bożej Mał­go­rza­ty Łucji Szew­czyk. Pro­szę o róż­ne rze­czy – od naj­prost­szych mate­rial­nych, po łaski ducho­we. Wiem, że zawsze jestem wysłu­cha­na. Trud­no wyli­czyć kon­kret­ne otrzy­ma­ne łaski. Jest to pomoc, któ­rą otrzy­mu­ję prak­tycz­nie codzien­nie, na każ­dą moją proś­bę. Nie wyobra­żam sobie mojej codzien­no­ści bez Mał­go­rza­ty Łucji”.
Przy­ję­ła chrzest
Bar­dzo pięk­ne i wzru­sza­ją­ce świa­dec­two zło­ży­ła Kata­rzy­na z Wie­licz­ki: „Odma­wia­łam wie­lo­krot­nie modli­twę za wsta­wien­nic­twem  s. Mał­go­rza­ty Łucji Szew­czyk, gdyż kart­ka z nowen­ną jest zawsze w moim note­sie. Myśla­łam przy tym o dwóch zna­jo­mych mi oso­bach, któ­re też noszą imię Mał­go­rza­ta. Pro­si­łam o łaski dla nich. I tu nagle jed­na z nich – moja kole­żan­ka – dostą­pi­ła wie­lu łask Bożych. Nie wie­dzia­łam, że nie jest ona ochrzczo­na. Poje­cha­ły­śmy dopie­ro na waka­cje i wte­dy powie­dzia­ła mi, że chcia­ła­by przy­jąć Chrzest świę­ty. Póź­niej wyja­śni­ła mi, że decy­zję powzię­ła po Mszy św., na któ­rej były­śmy razem. To była Msza św. odpu­sto­wa w koście­le pw. św. Jaku­ba, kie­dy ja gorą­co modli­łam się w jej inten­cji. Nie­daw­no Mał­go­sia przy­ję­ła chrzest, bierz­mo­wa­nie i Pierw­szą Komu­nię Świę­tą. Ja jestem jej mat­ką chrzest­ną. To wiel­kie łaski i doko­na­ły się one dzię­ki wsta­wien­nic­twu s. Mał­go­rza­ty Szew­czyk!”.
Wdzięcz­na za dziec­ko
„Naj­go­rę­cej jak tyl­ko moż­na, z całe­go ser­ca oraz duszy pra­gnę podzię­ko­wać za łaski, jakich dozna­łam, dzię­ki Two­je­mu wsta­wien­nic­twu Mat­ko Mał­go­rza­to. Spo­dzie­wa­łam się upra­gnio­ne­go dru­gie­go dziec­ka. Byli­śmy bar­dzo szczę­śli­wi. Jed­nak nasze szczę­ście zosta­ło zakłó­co­ne. W pierw­szych mie­sią­cach cią­ży zacho­ro­wa­łam na ospę wietrz­ną. Prze­bieg cho­ro­by był bar­dzo cięż­ki. (…) Mój syn jed­nak żyje, jest ślicz­ny i zdro­wy. Wbrew prze­wi­dy­wa­niom leka­rzy, nie stwier­dzo­no u nie­go żad­nych wad roz­wo­jo­wych” – czy­ta­my w świa­dec­twie, jakie 28 mar­ca 1998 roku zło­ży­ła Bar­ba­ra Papież z Biel­ska-Bia­łej. Jak opo­wia­da kobie­ta, już w cza­sie, kie­dy po raz pierw­szy była w sta­nie bło­go­sła­wio­nym, prze­ży­wa­ła ogrom­ne pro­ble­my zdro­wot­ne, któ­re były spo­wo­do­wa­ne zatru­ciem cią­żo­wym. – Na szczę­ście, dzię­ki Bożej pomo­cy, w ósmym mie­sią­cu uro­dzi­ła się cór­ka – Dorot­ka. Waży­ła nie­speł­na pół­to­ra kilo­gra­ma. Maleń­stwo leża­ło w inku­ba­to­rze. Kie­dy wzię­li­śmy Dorot­kę do domu, zaczę­ła szyb­ko przy­bie­rać na wadze i po nie­dłu­gim cza­sie dogo­ni­ła wagą swo­ich rówie­śni­ków, a naj­waż­niej­sze, roz­wi­ja­ła się pra­wi­dło­wo – opo­wia­da pani Bar­ba­ra. Rodzi­ce dziew­czyn­ki nie chcie­li, żeby była jedy­nacz­ką, choć jeden z leka­rzy powie­dział pani Bar­ba­rze, że nie powin­na mieć wię­cej dzie­ci. Pań­stwo Papie­żo­wie bali się, żeby histo­ria się nie powtó­rzy­ła. – Robi­łam róż­ne bada­nia, szu­ka­łam przy­czy­ny zatru­cia cią­żo­we­go. Oka­za­ło się, że mam tok­so­pla­zmo­zę, ale lekarz powie­dział, że nie ma ona związ­ku z zatru­ciem. Zosta­łam jed­nak pod­da­na lecze­niu – wspo­mi­na pani Bar­ba­ra. Nie­ste­ty, w cza­sie cią­ży kobie­ta zosta­ła zara­żo­na ospą wietrz­ną, a potem znów poja­wi­ło się zatru­cie cią­żo­we. – Zna­la­złam się w szpi­ta­lu w Zabrzu, gdzie plac­kiem leża­łam tam aż do świąt Boże­go Naro­dze­nia. Na same świę­ta wró­ci­łam do domu. Pamię­tam, jak klę­cza­łam w koście­le przy żłób­ku Pana Jezu­sa i modli­łam się. Wte­dy pode­szła do mnie sio­stra Fran­cisz­ka i pyta­ła, jak się czu­ję. Obie­ca­ła mi wte­dy, że sio­stry będą się za mnie modlić za wsta­wien­nic­twem Słu­żeb­ni­cy Bożej Mat­ki Mał­go­rza­ty Szew­czyk. Ja sama tak­że wte­dy roz­po­czę­łam nowen­nę za jej wsta­wien­nic­twem – mówi pani Bar­ba­ra, któ­ra zaraz po świę­tach musia­ła wró­cić do kli­ni­ki do Zabrza. – Mój stan zdro­wia zaczął dra­ma­tycz­nie się pogar­szać. Prze­sta­ły pra­co­wać moje ner­ki, tęt­no dziec­ka sła­bło. Zosta­łam natych­miast zabra­na na salę poro­do­wą, gdzie dosta­łam rzu­caw­ki. Choć wszyst­ko wyglą­da­ło dra­ma­tycz­nie, czu­łam, że nie jestem sama, że ktoś się mną opie­ku­je, że jestem oto­czo­na modli­twą – wyzna­je kobie­ta. Syn pani Bar­ba­ry uro­dził się w zamar­twi­cy. Miał przy­kurcz rączek i nóżek. Jed­nak już po kil­ku godzi­nach Pio­trek mógł samo­dziel­nie oddy­chać. Po wyj­ściu ze szpi­ta­la chło­piec prze­szedł wie­le badań. Oka­za­ło się, że stan jego zdro­wia jest dobry. Nie potrze­bo­wał nawet reha­bi­li­ta­cji – przy­kur­cze koń­czyn samo­ist­nie się cof­nę­ły. Pani Bar­ba­ra w swo­im świa­dec­twie napi­sa­ła: „Wiem i wie­rzę moc­no, że to dzię­ki Two­jej pomo­cy i dzię­ki Two­je­mu wsta­wien­nic­twu Mat­ko Mał­go­rza­to dozna­łam tylu cudow­nych łask. Mój syn żyje, jest ślicz­ny i zdro­wy. Wbrew prze­wi­dy­wa­niom leka­rzy, nie stwier­dzo­no u nie­go żad­nych wad roz­wo­jo­wych. Wdzięcz­na mat­ka – Bar­ba­ra Papież”.