Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Cuda i łaski Boże

Cud do beatyfikacji

Fot. archi­wum sióstr sera­fi­tek

Swój nagły powrót do zdro­wia sio­stra Wita Cha­mie­lec, sera­fit­ka, przy­pi­sy­wa­ła jedy­nie wsta­wien­nic­twu Słu­żeb­ni­cy Bożej Mał­go­rza­ty Łucji Szew­czyk. Gdy lekarz uświa­do­mił jej, że nie ma żad­nej nadziei na wyzdro­wie­nie, ona zwró­ci­ła się do Mat­ki Zało­ży­ciel­ki z gorą­cą modli­twą, by upro­si­ła jej na tyle zdro­wia, by mogła poje­chać na jej grób. Tak­że sio­stry sera­fit­ki w Oświę­ci­miu i w Mako­wie oraz jej rodzi­na roz­po­czę­ły Nowen­nę za przy­czy­ną Mał­go­rza­ty Szew­czyk. Bóg wysłu­chał ich modli­twy i sio­stra Wita dostą­pi­ła łaski cudow­ne­go uzdro­wie­nia.
Sio­stra Wita Elż­bie­ta Cha­mie­lec uro­dzi­ła się 6 stycz­nia 1931 roku w miej­sco­wo­ści Bucze koło Brze­ska. Po ukoń­cze­niu kra­wiec­kiej Zasad­ni­czej Szko­ły Zawo­do­wej wstą­pi­ła do Zgro­ma­dze­nia Sióstr Sera­fi­tek. Po zło­że­niu pierw­szej pro­fe­sji, przez dwa lata pra­co­wa­ła w Zakła­dzie dla dzie­ci nie­peł­no­spraw­nych w Biał­ce Tatrzań­skiej. W 1959 roku zosta­ła skie­ro­wa­na do Mako­wa Pod­ha­lań­skie­go, do pra­cy w zakry­stii. To wła­śnie tam roz­wi­nę­ła się u niej bar­dzo poważ­na cho­ro­ba płuc. Jak wspo­mi­na­ją sio­stry sera­fit­ki, zakon­ni­ca, u któ­rej podej­rze­wa­no gruź­li­cę płuc, była inten­syw­nie leczo­na leka­mi prze­ciw­prąt­ko­wy­mi i anty­bio­ty­ka­mi w Porad­ni Prze­ciw­gruź­li­czej w Mako­wie Pod­ha­lań­skim. Bez­rad­na medy­cy­na Sto­so­wa­ne lecze­nie nie było jed­nak sku­tecz­ne. Obja­wy cho­ro­bo­we trwa­ły wie­le lat. W ostat­nich mie­sią­cach 1973 roku stan jej zdro­wia znacz­nie się pogor­szył. Wte­dy zosta­ła przy­ję­ta na oddział szpi­tal­ny w Mako­wie Pod­ha­lań­skim, gdzie była leczo­na przez mie­siąc. Nie nastą­pi­ła jed­nak żad­na widocz­na popra­wa sta­nu zdro­wia. Na począt­ku lute­go 1974 roku sio­stra Wita zosta­ła prze­wie­zio­na na oddział tora­ko­chi­rur­gii do Bystrej Ślą­skiej. Tam stwier­dzo­no u niej grzy­bi­cę kro­pi­dla­ko­wą płuc i pod­da­no­ją ope­ra­cji, w wyni­ku któ­rej zosta­ły jej wycię­te czte­ry żebra i część pła­ta płuc­ne­go. Cho­ro­ba jed­nak nie ustę­po­wa­ła. Dru­ga ope­ra­cja, prze­pro­wa­dzo­na 17 stycz­nia 1975 roku, tak­że nie przy­nio­sła spo­dzie­wa­nej popra­wy. „Sio­stra mia­ła cią­gle bar­dzo wyso­ką gorącz­kę, prze­to­ka ropie­ją­ca nie zmniej­sza­ła się mimo czy­nio­nych zabie­gów, lecze­nia, cią­głych opa­trun­ków i płu­ka­nia” – czy­ta­my we wspo­mnie­niach sióstr. Dłu­gi prze­bieg cho­ro­by wynisz­czał orga­nizm sio­stry Wity. Upo­rczy­wa wyso­ka gorącz­ka, osła­bie­nie ogól­ne, nie­wy­dol­ność odde­cho­wa po doko­na­nych zabie­gach chi­rur­gicz­nych, zagra­ża­ły jej życiu. Leka­rze tra­ci­li nadzie­ję wyle­cze­nia. Wie­lo­krot­nie powta­rza­no jej, że na tę cho­ro­bę nie ma lekar­stwa. Po pomoc do Zało­ży­ciel­ki Taki bez­na­dziej­ny stan utrzy­my­wał się do poło­wy maja 1975 roku. Potem doko­na­ło się nagłe i nie­ocze­ki­wa­ne wyzdro­wie­nie. Dzi­wi­li się wszy­scy, a przede wszyst­kim leka­rze. Nastą­pi­ło zamknię­cie się prze­to­ki i zaprze­sta­nie ropie­nia. Przez dwa tygo­dnie obser­wo­wa­no cho­rą w szpi­ta­lu, czy przy­pad­kiem prze­to­ka ponow­nie się nie otwo­rzy.  Po stwier­dze­niu przez ordy­na­to­ra szpi­ta­la, że sio­stra Wita jest cał­ko­wi­cie zdro­wa, pacjent­ka zosta­ła wypi­sa­na z oddzia­łu w dniu 31 maja 1975 roku. Nie­dłu­go po wyj­ściu ze szpi­ta­la sio­stra Wita zosta­ła prze­nie­sio­na do domu macie­rzy­ste­go w Oświę­ci­miu, gdzie obję­ła obo­wiąz­ki zakry­stian­ki w koście­le klasz­tor­nym. Począt­ko­wo wzy­wa­no ją czę­sto do kon­tro­li w miej­sco­wej Porad­ni Pul­mo­no­lo­gicz­nej, póź­niej co rok, następ­nie co dwa lata i zawsze stwier­dza­no stan dobry. Nie było po wyzdro­wie­niu nawro­tów cho­ro­by, ani innych kom­pli­ka­cji po prze­by­tej grzy­bi­cy kro­pi­dla­ko­wej. Ta cho­ro­ba już się nie powtó­rzy­ła. Pra­co­wa­ła z gor­li­wo­ścią Przez bli­sko 34 lata, aż do chwi­li śmier­ci, z wiel­kim odda­niem i poświę­ce­niem sio­stra Wita speł­nia­ła obo­wiąz­ki zakry­stian­ki. „W tym koście­le jest cało­dzien­na ado­ra­cja, jest wie­le róż­nych nabo­żeństw, dla­te­go też mia­ła dużo pra­cy. Do niej nale­ża­ła tro­ska o wystrój kościo­ła, ubie­ra­nie ołta­rzy, tro­ska o bie­li­znę kie­li­cho­wą, ołta­rzo­wą i sza­ty litur­gicz­ne; przy­go­to­wa­nie ołta­rza do Mszy św. i róż­nych nabo­żeństw. Wsta­wa­ła zawsze wcze­śniej od innych sióstr, by do roz­po­czę­cia modlitw poran­nych przy­go­to­wać ołtarz do Mszy św. i ado­ra­cji Naj­święt­sze­go Sakra­men­tu. Zimą musia­ła zdą­żyć jesz­cze w tym cza­sie oczy­ścić ze śnie­gu przej­ście dla ludzi od bra­my do kościo­ła. Nikt w tych pra­cach nie mógł jej zastą­pić, uwa­ża­ła je za swój zaszczyt­ny obo­wią­zek. Nigdy się nie oszczę­dza­ła, mimo że w ostat­nich latach cier­pia­ła na scho­rze­nia reu­ma­tycz­ne, zwy­rod­nie­nie sta­wów bio­dro­wych, dys­ko­pa­tię. Przez kil­ka lat leczy­ła się na oste­opo­ro­zę, mia­ła też pro­ble­my krą­że­nio­we, zwią­za­ne z wie­kiem” – wspo­mi­na­ją sera­fit­ki. Ode­szła do Pana W grud­niu 2006 roku, pod­czas dni wyjąt­ko­wo mroź­nych i śnież­nych, sio­stra prze­zię­bi­ła się przy odśnie­ża­niu przej­ścia przed kościo­łem i pod­czas codzien­nej pra­cy w zim­nej zakry­stii. Lekar­ka wezwa­na do cho­rej wypi­sa­ła jej skie­ro­wa­nie do szpi­ta­la 20 grud­nia tegoż roku, podej­rze­wa­jąc zapa­le­nie lewe­go płu­ca. Sio­stra jed­nak nie wyra­zi­ła zgo­dy na lecze­nie szpi­tal­ne sądząc, że jest to zwy­czaj­ne prze­zię­bie­nie. Po kil­ku­na­stu dniach odpo­czyn­ku i sto­so­wa­nia prze­pi­sa­nych lekarstw, zdro­wa wró­ci­ła do swo­ich obo­wiąz­ków. Jak pod­kre­śla­ją jej współ­sio­stry, chcia­ła słu­żyć swo­ją pra­cą dokąd wystar­czy jej sił. „Bar­dzo dużo cza­su spę­dza­ła na modli­twie przed Naj­święt­szym Sakra­men­tem. Wiel­ką czcią ota­cza­ła oso­bę Mat­ki Zało­ży­ciel­ki, dba­ła o to, by przy jej gro­bie zawsze były świe­że kwia­ty. Zacho­wa­ła wdzięcz­ność wobec niej nie tyl­ko za zdro­wie, odzy­ska­ne w spo­sób cudow­ny za jej przy­czy­ną, ale tak­że za tę łaskę, że mogła słu­żyć Bogu, jako zakry­stian­ka w tym koście­le i nawie­dzać codzien­nie jej grób” – czy­ta­my we wspo­mnie­niach o sio­strze Wicie Cha­mie­lec. Sera­fit­ka zmar­ła 23 lute­go 2009 roku na stop­niach ołta­rza. Wcze­śnie rano przy­go­to­wy­wa­ła, jak co dzień, świe­ce na ado­ra­cję Naj­święt­sze­go Sakra­men­tu. Wcze­śniej zdą­ży­ła jesz­cze pood­mia­tać śnieg przed kościo­łem. Wezwa­ny przez sio­stry lekarz pró­bo­wał ją rato­wać, jed­nak darem­nie, bo ser­ce prze­sta­ło pra­co­wać. Mia­ła 78 lat. Zosta­ła pocho­wa­na w Oświę­ci­miu.