Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Krwawa Wielkanoc w Janowej Dolinie

Przed świę­ta­mi Zmar­twych­wsta­nia Pań­skie­go w 1943 roku Ukra­iń­cy zapo­wia­da­li „jaja wiel­ka­noc­ne malo­wa­ne krwią Pola­ków”. Zapo­wiedź ta speł­ni­ła się m.in. w Jano­wej Doli­nie, w powie­cie kosto­pol­skim.

Osie­dle dla pra­cow­ni­ków Pań­stwo­wych Kamie­nio­ło­mów w Jano­wej Doli­nie

Nazwa osa­dy mia­ła pocho­dzić jesz­cze od kró­la Jana Kazi­mie­rza, któ­ry lubił polo­wać w oko­licz­nych sosno­wych lasach, ale w latach trzy­dzie­stych XX wie­ku powsta­ło tu nowo­cze­sne osie­dle robot­ni­cze, wybu­do­wa­ne dla pra­cow­ni­ków Pań­stwo­wych Kamie­nio­ło­mów Bazal­tu. Impo­nu­ją­ca ścia­na kamie­nio­ło­mu, zło­żo­na z wie­lo­bocz­nych bazal­to­wych słu­pów wyso­kich nawet na 18 metrów, zna­na jest z przed­wo­jen­nych zdjęć na pocz­tów­kach i w książ­kach. Z wołyń­skie­go bazal­tu robio­no kost­kę kamien­ną do wykła­da­nia dróg i chod­ni­ków (np. nad­mor­skie­go bul­wa­ru w Jastrzę­biej Górze) lub pły­ty do lico­wa­nia fasad budyn­ków, tak jak gma­chu Mini­ster­stwa Komu­ni­ka­cji
Osie­dle w Jano­wej Doli­nie po napa­dzie ukra­iń­skich nacjo­na­li­stów (Fot. arch. ze zbio­rów W. i E. Sie­masz­ków)

w War­sza­wie. Osie­dle jak z baj­ki W Jano­wej Doli­nie, poło­żo­nej w lesie mię­dzy wyro­bi­skiem a rze­ką Horyń, wzdłuż wybru­ko­wa­nych bazal­to­wą kost­ką ulic, posta­wio­no na zbu­do­wa­nych z bazal­tu piw­ni­cach czte­ro­ro­dzin­ne, drew­nia­ne, pię­tro­we wil­le. Osa­da była zelek­try­fi­ko­wa­na i mia­ła sieć wodno–kanalizacyjną. Przy głów­nej alei wznie­sio­no tzw. dom spo­łecz­ny (zwa­ny też blo­kiem), z salą kino­wo-wido­wi­sko­wą, poko­ja­mi hote­lo­wy­mi i miesz­kal­ny­mi dla spe­cja­li­stów, sto­łów­ką i kio­ska­mi. Cze­sław Pio­trow­ski przy­je­chał do Jano­wej Doli­ny wio­sną 1939 roku z wyciecz­ką szkol­ną z Huty Ste­pań­skiej, by nie tyl­ko zwie­dzić kamie­nio­łom, ale po raz pierw­szy w życiu być w praw­dzi­wym kinie. Osie­dle zro­bi­ło na nim duże wra­że­nie. „Wszę­dzie było tam peł­no zie­le­ni i kwia­tów, a dom­ki z czer­wo­ny­mi dacha­mi wśród sosen i bru­ko­wa­nych ulic oraz chod­ni­ków wyglą­da­ły wów­czas jak w jakiejś baj­ce”. Było tam tak­że boisko pił­kar­sko- ekko­atle­tycz­ne, któ­re razem z kawał­kiem lasu oddzie­la­ło domy od kopal­ni. Bra­ko­wa­ło tyl­ko kościo­ła i na razie zastę­po­wał go drew­nia­ny barak. Już przed woj­ną nacjo­na­li­ści mie­li tu swo­ją komór­kę i pol­scy ucznio­wie sły­sze­li cza­sem od ukra­iń­skich kole­gów: bude­mo was lachy riza­ty. We wrze­śniu 1939 roku, jesz­cze przed wkro­cze­niem wojsk sowiec­kich, bojów­ka dwu­dzie­stu nac jona l i stów ukra­iń­skich, pod wodzą dzia­ła­cza OUN Haw­ry­ły Kru­ka ze wsi Złaź­ne (gm. Deraż­ne), zaję­ła głów­ny budy­nek dyrek­cji kamie­nio­ło­mów, a z poste­run­ku Poli­cji Pań­stwo­wej zabra­ła m.in. 12 kara­bi­nów i amu­ni­cję, ale wkrót­ce stra­ci­ła zdo­bycz na rzecz innej bojów­ki, tym razem komu­ni­stycz­nej, choć tak­że ze Złaź­ne­go.
Zbio­ro­wa mogi­ła Pola­ków zamor­do­wa­nych przez UPA w Jano­wej Doli­nie z 22 na 23 kwiet­nia 1943

Nacjo­na­li­ści roz­bro­ili nato­miast dwu­dzie­stu żoł­nie­rzy Woj­ska Pol­skie­go, zabez­pie­cza­ją­cych kopal­nię. W cza­sie oku­pa­cji nie­miec­kiej w mia­stecz­ku w tzw. blo­ku sta­cjo­no­wał gar­ni­zon w sile kom­pa­nii, stąd do Jano­wej Doli­ny ze wzglę­du na zagro­że­nie napa­da­mi napły­nę­ło wie­lu Pola­ków z sąsied­nich gmin. Na począt­ku 1943 roku było w osa­dzie co naj­mniej trzy tysią­ce ludzi. W miej­sco­wej szko­le, zamknię­tej po klę­sce pod Sta­lin­gra­dem i zamie­nio­nej na szpi­tal, leczo­no żoł­nie­rzy z fron­tu wschod­nie­go, a tak­że oko­licz­nych miesz­kań­ców, w tym ran­ne ofia­ry rze­zi. Mimo ist­nie­nia komór­ki AK, z powo­du sta­łej obec­no­ści nie­miec­kie­go woj­ska, nie zor­ga­ni­zo­wa­no samo­obro­ny. W mar­cu 1943 roku Niem­cy roz­strze­la­li wice­dy­rek­to­ra tech­nicz­ne­go kamie­nio­ło­mu, Ukra­iń­ca Roma­niu­ka, dzia­ła­cza OUN-u, za kra­dzież i dostar­cze­nie UPA becz­ki naf­ty lub 300 litrów ben­zy­ny, któ­ra mogła być uży­ta do pod­pa­le­nia zabu­do­wań w pla­no­wa­nym napa­dzie. Wiel­ki Pią­tek 1943 Z Wiel­kie­go Czwart­ku na Wiel­ki Pią­tek (z 22 na 23 kwiet­nia 1943 roku), o pół­no­cy, zebra­ne wokół Jano­wej Doli­ny oddzia­ły UPA oraz oko­licz­na ukra­iń­ska lud­ność, głów­nie ze Złaź­ne­go, w tym kobie­ty i dzie­ci zaata­ko­wa­li śpią­cych lub kła­dą­cych się do snu miesz­kań­ców osie­dla. W napa­dzie wzię­ła udział „pierw­sza sot­nia” UPA już pod dowódz­twem „Jare­my” oraz sot­nia „Szau­li”. Akcją oso­bi­ście dowo­dził Iwan Łytwyn­czuk „Dubo­wyj”. W cza­sie gdy domy były pod­pa­la­ne butel­ka­mi z naf­tą i ben­zy­ną, żagwia­mi lub gra­na­ta­mi, upo­wcy strze­la­li do ucie­ka­ją­cych z poża­ru ludzi. Zabi­ja­no tak­że sie­kie­ra­mi, ran­nych i zabi­tych wrzu­ca­no do ognia. Bazal­to­we piw­ni­ce, w któ­rych napad­nię­ci pró­bo­wa­li się ukryć, oka­za­ły się pułap­ka­mi. Ofia­ry ginę­ły w nich udu­szo­ne dymem lub zacza­dzo­ne. Bestial­sko, sie­kie­ra­mi, zamor­do­wa­no per­so­nel medycz­ny szpi­ta­la: 50-let­nie­go leka­rza Alek­san­dra Baki­now­skie­go i jego o pięć lat star­szą żonę Elż­bie­tę oraz 21-let­nie­go stu­den­ta medy­cy­ny Jana Bory­so­wi­cza. Budy­nek lecz­ni­cy, z któ­re­go wypro­wa­dzo­no cho­rych Ukra­iń­ców, pod­pa­lo­no z pozo­sta­wio­ny­mi w nim Pola­ka­mi (nie­któ­rzy zosta­li wycią­gnię­ci i zabi­ci). Łucja Arczyń­ska, któ­ra razem z mężem oraz 8-let­nią cór­ką i 6-let­nim syn­kiem ucie­kła z pod­pa­lo­ne­go omu przez okno (postrze­lo­na przy  tym w nogę), była świad­kiem śmier­ci swo­je­go ojca, Bro­ni­sła­wa Bog­da­no­wi­cza, księ­go­we­go z kopal­ni, któ­ry został, żeby obu­dzić sąsia­dów z naprze­ciw­ka: „Gdy Ojciec wyszedł z domu, Ukra­iniec był tuż przy drzwiach, napadł go, postrze­lił i spa­lił żyw­cem w ogród­ku obok wej­ścia do domu. Sąsie­dzi, któ­rych Ojciec [miał] budzić, byli ukry­ci w piw­ni­cy i tam spło­nę­li – [nazy­wa­li się] Zaka­szew­scy. Kry­jąc się w lesie, widzie­li­śmy, jak Ukra­iń­cy, któ­rych przy­je­cha­ło woza­mi bar­dzo dużo, okra­da­li pod­pa­la­ne miesz­ka­nia, ładu­jąc zdo­bycz na wozy oraz jak w okrut­ny spo­sób znę­ca­li się nad naszy­mi wie­lo­let­ni­mi sąsia­da­mi, przy­wią­zu­jąc do drzew, odci­na­jąc koń­czy­ny, strze­la­jąc lub pod­pa­la­jąc. Ponie­waż ten pożar i okrut­ny mord nie­win­nych ludzi, a tak­że spa­le­nie ojca, któ­re­go zwło­ki musie­li­śmy zosta­wić, nie pozwa­lał pozo­sta­wać bez­czyn­nie – w jakimś momen­cie, gdy opraw­cy byli zaję­ci, zaczę­li­śmy ucie­kać, a raczej klu­czyć ostroż­nie po lesie, gdyż cała Jano­wa Doli­na była okrą­żo­na przez Ukra­iń­ców, aż dotar­li­śmy do rze­ki Horyń. Potem powę­dro­wa­li­śmy do bab­ci do Żyty­nia [gm. Alek­san­dria, pow. Rów­ne]”. Kłam­stwo na tabli­cy Gar­ni­zon Niem­ców ostrze­li­wał się z tzw. blo­ku, ale mor­du­ją­cych Ukra­iń­ców prze­go­nił dopie­ro o czwar­tej nad ranem nie­miec­ki samo­lot zwia­dow­czy. W cza­sie krwa­wej nocy w Jano­wej Doli­nie zgi­nę­ło 600 Pola­ków i spło­nę­ło sto domów. Niem­cy roz­da­li broń nie­któ­rym miesz­kań­com, któ­rzy zabi­li potem w odwe­cie za masa­krę pię­cio­ro Ukra­iń­ców i dwo­je Rosjan, wzię­tych przez pomył­kę za Ukra­iń­ców. Ofia­ry grze­ba­no przez cały Wiel­ki Pią­tek, część zło­żo­no we wspól­nej mogi­le na pla­cu obok krzy­ża, gdzie miał być wybu­do­wa­ny muro­wa­ny kościół. Po połu­dniu w Wiel­ką Sobo­tę oca­la­li miesz­kań­cy zosta­li wywie­zie­ni do Kosto­po­la pod­sta­wio­ny­mi przez Niem­ców wago­na­mi towa­ro­wy­mi, w uzbro­jo­nej eskor­cie. W osa­dzie Niem­cy pozo­sta­wi­li pod przy­mu­sem obsłu­gę tech­nicz­ną elek­trow­ni, wodo­cią­gów, kole­ja­rzy oraz część pra­cow­ni­ków warsz­ta­tów. Upo­wcy napa­dli na Jano­wą Doli­nę powtór­nie 15 maja 1943 roku i znisz­czy­li elek­trow­nię, tra­fo­sta­cję, hydro­for­nię i sze­reg budyn­ków.