Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Taka będzie śmierć wszystkim Lachom”

Jesie­nią 1942 roku na Woły­niu zaczę­ło docho­dzić do coraz częst­szych, choć jesz­cze poje­dyn­czych mor­dów na Pola­kach, doko­ny­wa­nych przez ukra­iń­skich nacjo­na­li­stów.

Krzyż w miej­scu kościo­ła kato­lic­kie­go w Wyrce

Dzia­ła­cze OUN uświa­da­mia­li chło­pom, że bez pozby­cia się Pola­ków z tej zie­mi nigdy nie powsta­nie samo­stij­na Ukra­ina. Jak wspo­mi­na Cze­sław Pio­trow­ski, były miesz­ka­niec Huty Ste­pań­skiej w powie­cie kosto­pol­skim, pod koniec 1942 roku miesz­kań­cy wsi coraz czę­ściej dowia­dy­wa­li się o róż­nych ban­dyc­kich napa­dach i mor­der­stwach poje­dyn­czych osób i rodzin pol­skich w oko­li­cy. „Wstrzą­sa­ją­cy wydźwięk mia­ła śmierć miesz­kań­ca sąsied­niej wsi Wyrka Jana Zie­liń­skie­go, ojca pię­cior­ga dzie­ci, zwa­bio­ne­go pod­stęp­nie przez Ukra­iń­ców do wsi Wer­b­cze pod pre­tek­stem doko­na­nia zamia­ny pro­sia­ka na sia­no. W lesie pod Wer­b­czem został napad­nię­ty przez kil­ku Ukra­iń­ców, pobi­ty, a następ­nie ze zwią­za­ny­mi dru­tem kol­cza­stym ręka­mi i noga­mi poło­żo­ny na duże ogni­sko, w któ­rym spło­nął. Konie z sania­mi i pro­sia­kiem porwa­no, a tru­pa pozo­sta­wio­no na ogni­sku. Mia­ło to miej­sce rów­nież w listo­pa­dzie 1942 roku. Zna­le­zio­ne po kil­ku dniach zwę­glo­ne zwło­ki Jana Zie­liń­skie­go były wysta­wio­ne na pokaz przed kościo­łem we wsi Wyrka, jako dowód i prze­stro­ga przed roz­po­czę­tym bar­ba­rzyń­stwem. Pamię­tam, z jaką gro­zą opo­wia­da­li o tym wyda­rze­niu uczest­ni­czą­cy na pogrze­bie w Wyrce miesz­kań­cy naszej wsi”. W sąsia­du­ją­cym z kosto­pol­skim, powie­cie łuc­kim, w gmi­nie Sil­no, w kolo­nii Zaułek, „w koń­cu 1942 roku dowie­dzie­li­śmy się o bestial­skim mor­der­stwie doko­na­nym na rodzi­nie zna­ne­go nam dobrze Flo­ria­na Kopi­ja. Ban­da nacjo­na­li­stów ukra­iń­skich wymor­do­wa­ła wte­dy 10-oso­bo­wą rodzi­nę, w tym tro­je dzie­ci. Zbrod­ni tej doko­na­ła, jak to póź­niej usta­lo­no, gru­pa ukra­iń­skich schut­zma­nów pod dowódz­twem zna­ne­go wataż­ki ze Ste­pa­nia – Ceci­ka. Była to postać zna­na w naszej oko­li­cy z okru­cieństw, zapra­wio­ne­go poprzed­nio w maso­wym mor­der­stwie Żydów”. W 1942 roku poje­dyn­cze napa­dy zda­rzy­ły się w pra­wie wszyst­kich powia­tach Woły­nia; jak poda­je Ewa Sie­masz­ko, zamor­do­wa­no w nich 300 osób. Mimo powta­rza­ją­cych się zbrod­ni, miesz­ka­ją­cy na Woły­niu Pola­cy nie zda­wa­li sobie spra­wy z ist­nie­ją­ce­go zagro­że­nia i nad­cho­dzą­cej tra­ge­dii. Czę­sto wia­do­mo­ści o napa­dach trak­to­wa­li z nie­do­wie­rza­niem i tłu­ma­czy­li je oso­bi­sty­mi pora­chun­ka­mi. Nie dawa­li też do koń­ca wia­ry ostrze­że­niom zaprzy­jaź­nio­nych Ukra­iń­ców. Podob­nie sytu­ację oce­nia­ło pol­skie pod­zie­mie: „Nastro­je mas są tego rodza­ju, iż wszel­kie pró­by skraj­nych orga­ni­za­cji nacjo­na­li­stycz­nych, jak OUN, pode­rwa­nia ich do jakiejś bez­na­dziej­nej ruchaw­ki – nie przy­bio­rą, jak moż­na prze­wi­dy­wać, więk­szych roz­mia­rów” – pisa­no w jed­nym z mel­dun­ków do Lon­dy­nu. „Napa­dy, w któ­rych począt­ko­wo ginę­ły poje­dyn­cze oso­by lub rodzi­ny, były praw­do­po­dob­nie testem, czy Pola­cy są przy­go­to­wa­ni do obro­ny i kontr­ata­ku lub spo­so­bem zastra­sze­nia lud­no­ści pol­skiej (albo też jed­nym i dru­gim)”. Tym­cza­sem w poło­wie stycz­nia, kie­dy Ukra­iń­cy świę­to­wa­li Nowy Rok, licz­ba mor­derstw zaczę­ła nie­po­ko­ją­co rosnąć. W nie­dzie­lę, 7 lute­go 1943 roku ukra­iń­scy ban­dy­ci doko­na­li bestial­skie­go mor­du w prze­ję­tym przez Niem­ców fol­war­ku, nale­żą­cym do rodzi­ny Cham­ców z War­sza­wy, w ukra­iń­skiej wsi Butej­ki.