Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Dom w Ewangelii (33)

Starcy w domu

Ks. Edward Sta­niek

W czter­dzie­ści dni po naro­dze­niu syn pier­wo­rod­ny powi­nien być ofia­ro­wa­ny Bogu. Tak też, zgod­nie z Pra­wem, postą­pi­ła Mat­ka Naj­święt­sza i św. Józef. Betle­jem leży bli­sko Jero­zo­li­my, więc mogli podejść ze swym Synem. Maria zna­ła świą­ty­nię, bo w niej była wycho­wy­wa­na. Zna­ła więc tak star­ca Syme­ona, jak i Annę. Syme­on otrzy­mał od Boga wia­do­mość, że nie ujrzy śmier­ci, aż zoba­czy Mesja­sza Pań­skie­go. Gdy Rodzi­ce wno­si­li Dzie­cię, Syme­on i Anna zja­wi­li się u wej­ścia do świą­ty­ni. Syme­on pod natchnie­niem Ducha Świę­te­go roz­po­znał w Jezu­sie Mesja­sza. Wziął Dzie­cię w swe ramio­na, bło­go­sła­wił Boga i mówił: Teraz, o Wład­co, pozwól odejść słu­dze Twe­mu w poko­ju, według Two­je­go sło­wa. Bo moje oczy ujrza­ły Two­je zba­wie­nie, któ­reś przy­go­to­wał wobec wszyst­kich naro­dów: Świa­tło na oświe­ce­nie pogan i chwa­łę ludu Twe­go, Izra­ela (Łk 2,29–32). Te sło­wa odsła­nia­ją rolę, jaką w świe­cie wie­rzą­cych odgry­wa­ją ludzie pode­szli w latach. Oni win­ni wyzna­wać swą wia­rę w cze­ka­ją­ce ich życie wiecz­ne. Syme­on pro­sił Boga, aby mu pozwo­lił odejść w poko­ju. Jego zada­nie na zie­mi zosta­ło wyko­na­ne. Z rado­ścią odcho­dził wie­dząc, że prze­pro­wa­dza się do świa­ta wiecz­no­ści. On cze­kał na śmierć i sko­ro oczy jego oglą­da­ły Mesja­sza, roz­ra­do­wał się, że godzi­na śmier­ci jest bli­sko. Syme­on, sta­rzec zna­ją­cy życie oraz tek­sty Sta­re­go Testa­men­tu, wie­dział, że Mesja­sza cze­ka trud­ne życie i dla­te­go jako pierw­szy skie­ro­wał do Maryi sło­wa o mie­czu, któ­ry prze­nik­nie Jej duszę, a więc o cier­pie­niu, jakie Ją cze­ka. Te sło­wa były dla Niej pro­roc­twem, do któ­re­go wra­ca­ła, ile­kroć musia­ła drżeć o życie Jezu­sa. Naj­peł­niej prze­ży­ła je sto­jąc pod Jego krzy­żem. Ona też zosta­ła przez Syme­ona przy­go­to­wa­na do spo­tka­nia z wro­ga­mi. Bo Jej Syn miał być zna­kiem, któ­re­mu sprze­ci­wiać się będą (por. Łk 2,34). Podob­nie do spo­tka­nia z Jezu­sem, na pro­gu świą­ty­ni, pod­cho­dzi­ła liczą­ca już 84 lata Anna. Ona rado­wa­ła się, że nade­szła godzi­na wyzwo­le­nia Jero­zo­li­my. Jako wie­rzą­ca, ocze­ki­wa­ła przede wszyst­kim wyzwo­le­nia w wymia­rze ducha, a nie poli­tycz­nym. Te spo­tka­nia, wpi­sa­ne w Ewan­ge­lię, odsła­nia­ją nam rolę, jaką w rodzi­nie ma speł­niać naj­star­sze poko­le­nie. Jeśli wie­rzą­cy ocze­ku­je swej śmier­ci, to łatwo spo­tka się z Syme­onem i Anną. Potra­fi też w wywa­żo­nych zda­niach prze­ka­zać mło­de­mu poko­le­niu naj­waż­niej­sze wia­do­mo­ści, doty­czą­ce jutra. Duch Świę­ty, obec­ny w naj­star­szym poko­le­niu, potrze­bu­je jego ust, aby prze­ka­zać tak rado­sną, jak i bole­sną praw­dę, z jaką musi się zmie­rzyć naj­młod­sze poko­le­nie. Od stro­ny ducha, dom jest w dużej mie­rze budo­wa­ny przez dziad­ków i bab­cie, a nawet przez pra­dziad­ków.