Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Imiona Jezusa (12)

Ja jestem Bramą

Ks. Edward Sta­niek

Św. Jan zano­to­wał sło­wa Jezu­sa: „Ja jestem bra­mą owiec. Wszy­scy, któ­rzy przy­szli przede Mną, są zło­dzie­ja­mi i roz­bój­ni­ka­mi, a nie posłu­cha­ły ich owce. Ja jestem bra­mą. Jeśli ktoś wej­dzie prze­ze Mnie, będzie zba­wio­ny – wej­dzie i wyj­dzie, i znaj­dzie paszę” (J 10,7–9). Jezus, nazy­wa­jąc sie­bie Bra­mą, odsła­nia tajem­ni­cę swe­go ser­ca, oraz ujaw­nia rolę, jaką odgry­wa w Koście­le. Tajem­ni­ca ser­ca pole­ga na tym, że ono jest Bra­mą wio­dą­cą do peł­ni szczę­ścia. Kto­kol­wiek wej­dzie w tę Bra­mę, ten wcho­dzi w bogac­two Boże­go szczę­ścia. Dla­te­go Jezus mówi o wcho­dze­niu przez nią. Mówi też o wycho­dze­niu przez nią. Ma to miej­sce, gdy po spo­tka­niu z Nim ktoś wycho­dzi do ludzi dobrej woli, prze­by­wa­ją­cych na pastwi­sku, któ­rych chce zapro­sić do wej­ścia. Jezus jest Bra­mą miło­ści, a tajem­ni­ca szczę­ścia to praw­dzi­wa miłość. Na zie­mi ser­ce ludz­kie tęsk­ni za takim spo­tka­niem, a więc za czło­wie­kiem, któ­ry jest bra­mą szczę­ścia. Ten, kto takie­go spo­tkał, już wie, na czym pole­ga szczę­ście i o ile tyl­ko potra­fi, sam zamie­nia się w bra­mę szczę­ścia dla innych. Chce, aby każ­dy, kto go spo­tka, był szczę­śli­wy. Kto kocha praw­dzi­wie, jest nawet w sta­nie oddać życie za tego, kogo kocha, byle tyl­ko jego szczę­ście było coraz peł­niej­sze. Może­my to obser­wo­wać, gdy kocha­ją­ca mat­ka decy­du­je się na naro­dze­nie dziec­ka, ryzy­ku­jąc swo­im życiem. Jej decy­zja świad­czy o tym, ż e o na jest bra­mą do szczę­ścia dla swe­go dziec­ka. Jezus jako Bra­ma odsła­nia też, jak waż­ne jest spo­tka­nie z Nim, gdy chce­my nale­żeć do Jego Kościo­ła. Dla­te­go nazy­wa­jąc sie­bie Bra­mą wspo­mi­na o tych, któ­rzy na siłę dosta­ją się do domu, czy­li do Kościo­ła. To są „zło­dzie­je, któ­rzy przy­cho­dzą po to, aby kraść, zabi­jać i nisz­czyć. Jezus przy­był, aby owce mia­ły życie i mia­ły je w obfi­to­ści” (por. J 10,10). Jak­że wie­lu ludzi, nawet w Koście­le, usi­łu­je kon­cen­tro­wać uwa­gę na swo­ich pla­nach i pro­gra­mach. Jeśli jed­nak zapo­mną o Bra­mie miło­ści, jaką jest Chry­stus, popeł­nia­ją wie­le błę­dów. W każ­dym poko­le­niu na prze­strze­ni dwu­dzie­stu wie­ków życia Kościo­ła byli, są i będą tacy, któ­rzy wła­sne pro­gra­my sta­wia­ją wyżej niż Jezu­sa. Sami się z Nim jako Bra­mą miło­ści nie spo­tka­li. Dla­te­go naj­czę­ściej sta­ją się twór­ca­mi napięć w Koście­le. Kto spo­tkał Jezu­sa jako Bra­mę miło­ści, chce być taką bra­mą, bo odkry­wa, że na tym pole­ga szczę­ście jego i wszyst­kich, któ­rzy do nie­go podej­dą. Wie też, że zamia­na wła­sne­go ser­ca w taką bra­mę jest naj­więk­szym suk­ce­sem w życiu. W codzien­nym życiu, dla okre­śle­nia waż­ne­go rysu por­tre­tu war­to­ścio­we­go czło­wie­ka, rzad­ko posłu­gu­je­my się obra­zem bra­my. Cza­sem jed­nak nie tyle
w sło­wach, ale w gestach obja­wia­my jej tajem­ni­cę. Takim gestem są otwar­te ramio­na tego, kto nas kocha. Szczę­śli­wy, kto potra­fi roz­róż­nić mię­dzy otwar­tą bra­mą ramion tego, kto się spo­tkał z Jezu­sem, od tego, któ­re­go otwar­te ramio­na są bra­mą pie­kiel­ną. Gest ten sam, ale o jego war­to­ści decy­du­je pod­łą­cze­nie ser­ca albo do Boga i Jego miło­ści, albo do księ­cia tego świa­ta i jego pro­po­zy­cji. Jezus jest moją Bra­mą!