Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Słowa Życia

NIEDZIELA: Ewangelia Łk 15,1–32; Wj 32,7–11.13–14; 1 Tm 1,12–17.

Radość z nawró­ce­nia grzesz­ni­ka
Zbli­ża­li się do Jezu­sa wszy­scy cel­ni­cy i grzesz­ni­cy, aby Go słu­chać. Na to szem­ra­li fary­ze­usze i ucze­ni w Piśmie: Ten przyj­mu­je grzesz­ni­ków i jada z nimi. Opo­wie­dział im wte­dy nastę­pu­ją­cą przy­po­wieść: Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgu­bi jed­ną z nich, nie zosta­wia dzie­więć­dzie­się­ciu dzie­wię­ciu na pusty­ni i nie idzie za zagu­bio­ną, aż ją znaj­dzie? A gdy ją znaj­dzie, bie­rze z rado­ścią na ramio­na i wra­ca do domu; spra­sza przy­ja­ciół i sąsia­dów i mówi im: „Ciesz­cie się ze mną, bo zna­la­złem owcę, któ­ra mi zgi­nę­ła”. Powia­dam wam: Tak samo w nie­bie więk­sza będzie radość z jed­ne­go grzesz­ni­ka, któ­ry się nawra­ca, niż z dzie­więć­dzie­się­ciu dzie­wię­ciu spra­wie­dli­wych, któ­rzy nie potrze­bu­ją nawró­ce­nia. Albo jeśli jakaś kobie­ta, mając dzie­sięć drachm, zgu­bi jed­ną drach­mę, czyż nie zapa­la świa­tła, nie wymia­ta domu i nie szu­ka sta­ran­nie, aż ją znaj­dzie? A zna­la­zł­szy ją, spra­sza przy­ja­ciół­ki i sąsiad­ki i mówi: „Ciesz­cie się ze mną, bo zna­la­złam drach­mę, któ­rą zgu­bi­łam”. Tak samo, powia­dam wam, radość powsta­je u anio­łów Bożych z jed­ne­go grzesz­ni­ka, któ­ry się nawra­ca. Powie­dział też: Pewien czło­wiek miał dwóch synów. Młod­szy z nich rzekł do ojca: „Ojcze, daj mi część mająt­ku, któ­ra na mnie przy­pa­da”. Podzie­lił więc mają­tek mię­dzy nich. Nie­dłu­go potem młod­szy syn, zabraw­szy wszyst­ko, odje­chał w dale­kie stro­ny i tam roz­trwo­nił swój mają­tek, żyjąc roz­rzut­nie. A gdy wszyst­ko wydał, nastał cięż­ki głód w owej kra­inie i on sam zaczął cier­pieć nie­do­sta­tek. Poszedł i przy­stał do jed­ne­go z oby­wa­te­li owej kra­iny, a ten posłał go na swo­je pola, żeby pasł świ­nie. Pra­gnął on napeł­nić swój żołą­dek strą­ka­mi, któ­ry­mi żywi­ły się świ­nie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wte­dy zasta­no­wił się i rzekł: „Iluż to najem­ni­ków moje­go ojca ma pod dostat­kiem chle­ba, a ja tu z gło­du ginę. Zabio­rę się i pój­dę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrze­szy­łem prze­ciw Bogu i wzglę­dem cie­bie, już nie jestem godzien nazy­wać się two­im synem: uczyń mię choć­by jed­nym z najem­ni­ków”. Wybrał się więc i poszedł do swe­go ojca. A gdy był jesz­cze dale­ko, ujrzał go jego ojciec i wzru­szył się głę­bo­ko; wybiegł naprze­ciw nie­go, rzu­cił mu się na szy­ję i uca­ło­wał go. A syn rzekł do nie­go: „Ojcze, zgrze­szy­łem prze­ciw Bogu i wzglę­dem cie­bie, już nie jestem godzien nazy­wać się two­im synem”. Lecz ojciec rzekł do swo­ich sług: „Przy­nie­ście szyb­ko naj­lep­szą suk­nię i ubierz­cie go; daj­cie mu też pier­ścień na rękę i san­da­ły na nogi. Przy­pro­wadź­cie utu­czo­ne cie­lę i zabij­cie: będzie­my uczto­wać i bawić się; ponie­waż ten mój syn był umar­ły, a znów ożył; zagi­nął, a odna­lazł się”. I zaczę­li się bawić. Tym­cza­sem star­szy jego syn prze­by­wał na polu. Gdy wra­cał i był bli­sko domu, usły­szał muzy­kę i tań­ce. Przy­wo­łał jed­ne­go ze sług i zapy­tał go, co to zna­czy. Ten mu rzekł: „Twój brat wró­cił, a ojciec twój kazał zabić utu­czo­ne cie­lę, ponie­waż odzy­skał go zdro­we­go”. Na to roz­gnie­wał się i nie chciał wejść; wte­dy ojciec jego wyszedł i tłu­ma­czył mu. Lecz on odpo­wie­dział ojcu: „Oto tyle lat ci słu­żę i nigdy nie prze­kro­czy­łem two­je­go roz­ka­zu; ale mnie nie dałeś nigdy koź­lę­cia, abym się zaba­wił z przy­ja­ciół­mi. Sko­ro jed­nak wró­cił ten syn twój, któ­ry roz­trwo­nił twój mają­tek z nie­rząd­ni­ca­mi, kaza­łeś zabić dla nie­go utu­czo­ne cie­lę”. Lecz on mu odpo­wie­dział: „Moje dziec­ko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszyst­ko moje do cie­bie nale­ży. A trze­ba się wese­lić i cie­szyć z tego, że ten brat twój był umar­ły, a znów ożył; zagi­nął, a odna­lazł się”.
Roz­wa­ża­nie
Trud­na jest rola ojca. Bole­śnie doświad­czył tego ojciec z przy­po­wie­ści. Miał dwóch synów, któ­rych kochał głę­bo­ko, sza­no­wał i miał pra­wo liczyć, że go rozu­mie­ją. Tym­cza­sem jeden z synów, gdy tyl­ko mógł, zażą­dał swej czę­ści mająt­ku i zosta­wił ojca same­go. Dru­gi, choć pozo­stał w domu i wyda­wa­ło się, że jest bli­ski ojcu, po latach poka­zał, że ojca swe­go zupeł­nie nie rozu­mie. Mimo wszyst­ko miłość ojca pozo­sta­ła, nie uga­si­ło jej ani zlek­ce­wa­że­nie, ani nie­zro­zu­mie­nie. Ojciec do koń­ca pozo­stał ojcem. Czy może być coś bar­dziej wznio­słe­go i twór­cze­go niż miłość ojcow­ska?

rs