Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Imiona Jezusa (25)

Syn Maryi

Ks. Edward Sta­niek

W Naza­re­cie Jezus był Synem Maryi. Tak Go iden­ty­fi­ko­wa­no. On bowiem ukrył swe Bóstwo do tego stop­nia, że był do nas podob­ny we wszyst­kim, z wyjąt­kiem grze­chu. Syn Maryi uczest­ni­czył w Jej życiu. Nale­ża­ła do kobiet ubo­gich, sko­ro w ostat­nim tygo­dniu przed roz­wią­za­niem wędro­wa­ła oko­ło stu kilo­me­trów z Naza­re­tu do Betle­jem, a kie­dy tam przy­by­ła, nie było Jej stać na zapła­ce­nie naj­uboż­sze­go kąta i Syna uro­dzi­ła w cudzej staj­ni. Jezus jako Jej Syn wędro­wał razem ze swy­mi rówie­śni­ka­mi, ucząc się wszyst­kie­go. Chciał nam bowiem powie­dzieć, że tak nas kocha, iż zna wszyst­kie sytu­acje, w jakich i my się znaj­du­je­my. Jezus kochał swą Mamę i tak Ją przy­go­to­wał do tego, co mia­ło Go spo­tkać ze stro­ny ludzi, że Ona spo­koj­nie w tym uczest­ni­czy­ła, wie­dząc, że jest to wiel­ka tajem­ni­ca, w peł­ni zna­na tyl­ko Bogu. Spo­tka­nie z Jezu­sem jest połą­czo­ne ze spo­tka­niem z Jego Mat­ką. On nawet na krzy­żu, kil­ka minut przed śmier­cią, powie­dział do Jana: „Oto Mat­ka two­ja”, a do Niej: „Oto syn Twój”. Zale­ża­ło Mu na tym, aby kto­kol­wiek się z Nim spo­tkał, znał Jego Mamę i zna­lazł się w Jej macie­rzyń­skich rękach. Roz­mo­wa z Jezu­sem, Synem Maryi, na temat Jego Mat­ki doty­ka naj­waż­niej­szych strun nasze­go ser­ca. Każ­dy czło­wiek ma mat­kę i jest z nią połą­czo­ny stru­na­mi swe­go ser­ca, czy­li miło­ści. Ten, kto od poczę­cia jest w łonie kocha­ją­cej mamy, zasłu­cha­ny w roz­mo­wę z Jezu­sem na temat Jego Mat­ki, odkry­wa pieśń szczę­ścia, jaką wyśpie­wu­ją te ser­ca od chwi­li poczę­cia Jezu­sa. Kto ma kocha­ją­cą go mat­kę, włą­cza się w tę pieśń, i wie, jaką rolę w poszu­ki­wa­niu szczę­ścia odgry­wa­ją stru­ny ser­ca, na któ­rych moż­na ją śpie­wać. Kto nie ma mat­ki i jest sie­ro­tą, ten w roz­mo­wie z Jezu­sem na temat Jego Mat­ki odkry­wa potę­gę tęsk­no­ty za takim połą­cze­niem serc. Jeśli potra­fi włą­czyć się w ich pieśń, to usły­szy od Jezu­sa sło­wa: „Oto Mat­ka two­ja”. W tym spo­tka­niu jest w sta­nie nastro­ić stru­ny wła­sne­go ser­ca – i doświad­czyć miło­ści macie­rzyń­skiej, któ­ra nie ma rów­nej sobie i jest nie do zastą­pie­nia. W naj­trud­niej­szej sytu­acji znaj­du­ją się ci, któ­rych mat­ka porzu­ci­ła, to bowiem znisz­czy­ło stru­ny ich ser­ca, potrzeb­ne do szczę­ścia. W spo­tka­niu z Jezu­sem i w roz­mo­wie z Nim na temat Jego Mamy jest szan­sa ule­cze­nia tych strun. Jezus bowiem dotknie ich miło­ścią prze­ba­cza­ją­cą. Wte­dy dziec­ko wzno­si się na wyjąt­ko­wo wyso­ki sto­pień – i sta­je się o wie­le doj­rzal­sze niż mat­ka, któ­ra je porzu­ci­ła. To dziec­ko kocha mat­kę wie­dząc, że ona jest tysią­ce razy bar­dziej nie­szczę­śli­wa niż ono. Jezus bowiem u leczył j ego s erce, a ser­ce mamy jesz­cze tego cudu nie dozna­ło. Tra­ge­dia sie­roc­twa oraz znisz­czo­nej miło­ści macie­rzyń­skiej nale­ży do naj­głęb­szych, jakie czło­wiek może prze­żyć, się­ga bowiem dna nasze­go ser­ca. Jezus, Syn Maryi, jako Zba­wi­ciel sta­je przed każ­dą sie­ro­tą i mówi: ule­czę cię z tych ran i dla­te­go pro­szę, abyś pod­szedł do Mojej Mamy, bo Ona będzie two­ją Mamą. Ona cię tak kocha, jak Mnie. Ten sam Jezus sta­je przed kobie­tą, któ­ra porzu­ci­ła dziec­ko i zada­ła mu rany. On wie, jak bar­dzo jest nie­szczę­śli­wa. Jej też poda­je rękę i pro­si ją, aby pode­szła do Jego Mamy, bo Ona jest w sta­nie prze­lać w jej ser­ce macie­rzyń­ską miłość. To jest nawró­ce­nie, o któ­rym świat pogań­ski nie wie. Dziś naj­czę­ściej potę­pia się mat­kę i obwi­nia ją za swe nie­szczę­ście. Świat nie zna lecze­nia i uzdro­wie­nia ran sie­roc­twa. Jezus je zna i razem ze swą Mamą potra­fi leczyć wszyst­kie rany serc sie­rot na całej zie­mi. Jezu, Synu Maryi, ulecz nasze ser­ca z sie­roc­twa.