Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Bogactwo osobowości

Niezwykły misjonarz

Był jed­ną z naj­wy­bit­niej­szych posta­ci prze­ło­mu XIXXX wie­ku. Jego wyso­ki wzrost, szla­chet­ne i deli­kat­ne rysy twa­rzy, wyso­kie czo­ło i pro­mien­ne, mądre oczy wzbu­dza­ły respekt i sym­pa­tię. Prze­bi­ja­ła z nich suro­wość asce­ty, ale rów­no­cze­śnie ujmu­ją­ca wszyst­kich dobroć, budzą­ca zaufa­nie nawet u naj­bar­dziej zatwar­dzia­łych grzesz­ni­ków.

Opatrz­ność Boża obda­rzy­ła go suge­styw­nym darem sło­wa, dono­śnym, czy­stym gło­sem, talen­tem wybit­ne­go ora­to­ra – cho­ciaż ze wzglę­du na 24-let­ni pobyt w Anglii popeł­niał błę­dy języ­ko­we. Rów­no­cze­śnie przez 48 lat zma­gał się, z hero­icz­ną wprost deter­mi­na­cją, z krzy­żem kalec­twa. Z nie­od­łącz­ną laską w ręku, roz­wi­nął owoc­ną dzia­łal­ność. Był odważ­nym i kre­atyw­nym misjo­na­rzem, któ­ry wycho­dził do każ­de­go czło­wie­ka, aby przy­bli­żać mu Boże miło­sier­dzie. Gor­li­wość apo­stol­ska i żywy tem­pe­ra­ment kazno­dziej­skie­go prze­po­wia­da­nia, wyzwa­la­ły u słu­cha­czy sil­ne emo­cje, dzia­ła­ły na wyobraź­nię, sta­jąc się źró­dłem dłu­go­trwa­łych, głę­bo­kich wzru­szeń. Jako czło­wiek z natu­ry ruchli­wy, impul­syw­ny, urze­kał szcze­ro­ścią i bez­kom­pro­mi­so­wym odda­niem spra­wom Kościo­ła. Wie­lo­let­ni pobyt za gra­ni­cą, licz­ne podró­że, kon­tak­ty z wyso­ki­mi sfe­ra­mi, dopeł­nia­ły „dobre­go tonu” wynie­sio­ne­go z domu rodzin­ne­go, sprzy­ja­ły wyro­bie­niu towa­rzy­skie­mu, kul­tu­ral­ne­mu oby­ciu. Były tak­że orę­żem w wytrwa­łych i ofiar­nych dzia­ła­niach, nio­są­cych ludziom obfi­te w Chry­stu­sie Odku­pie­nie. Był z moty­wów reli­gij­nych wszyst­kim dla wszyst­kich, „podą­ża­jąc krok po kro­ku ku Bogu raczej dro­gą zwy­czaj­nej nad­zwy­czaj­no­ści” – jak to traf­nie okre­ślił jeden ze współ­bra­ci. Hra­biow­skie pocho­dze­nie, choć się nim nie cheł­pił, tkwi­ło głę­bo­ko w jego natu­rze. Miał pogod­ne uspo­so­bie­nie, lubił żar­to­wać nawet z same­go sie­bie. Ani buj­na wyobraź­nia, ambi­cja, nie prze­szka­dza­ły mu w usil­nym dąże­niu do świę­to­ści. Przez całe życie po pro­stu kochał Boga, wier­nie odpo­wia­da­jąc na łaskę redemp­to­ry­stow­skie­go powo­ła­nia. Jego ewan­ge­licz­ny rady­ka­lizm prze­ży­wa­nia prawd wia­ry nie­któ­rzy współ­bra­cia oce­nia­li mniej pochleb­nie: – Olbrzy­mia pra­wie indy­wi­du­al­ność, więc i cie­nie obok jasnych i wiel­kich cnót duże (o. F. Świą­tek do wice­po­stu­la­to­ra, o. Maria­na Piro­żyń­skie­go, 1946). Ofiar­na służ­ba Bogu i innym pro­wa­dzi­ła o. Łubień­skie­go w kie­run­ku bez­wa­run­ko­we­go kro­cze­nia za Chry­stu­sem, któ­ry będąc Bogiem „ogo­ło­cił same­go sie­bie, przy­jąw­szy postać słu­gi, staw­szy się podob­nym O. Ber­nard Łubień­ski, do ludzi” (Flp 2,7).