Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Słowa Życia

NIEDZIELA: Rdz 15,5–12.17–18; Flp 3,17–4,1; Łk 9,28b–36

Przemienienie Pańskie

Jezus wziął z sobą Pio­tra, Jana i Jaku­ba i wyszedł na górę, aby się modlić. Gdy się modlił, wygląd Jego twa­rzy się odmie­nił, a Jego odzie­nie sta­ło się lśnią­co bia­łe. A oto dwóch mężów roz­ma­wia­ło z Nim. Byli to Moj­żesz i Eliasz. Uka­za­li się oni w chwa­le i mówi­li o Jego odej­ściu, któ­re­go miał doko­nać w Jero­zo­li­mie. Tym­cza­sem Piotr i towa­rzy­sze snem byli zmo­rze­ni. Gdy się ock­nę­li, ujrze­li Jego chwa­łę i oby­dwóch mężów, sto­ją­cych przy Nim. Gdy oni odcho­dzi­li od Nie­go, Piotr rzekł do Jezu­sa: Mistrzu, dobrze, że tu jeste­śmy. Posta­wi­my trzy namio­ty: jeden dla Cie­bie, jeden dla Moj­że­sza i jeden dla Elia­sza. Nie wie­dział bowiem, co mówi. Gdy jesz­cze to mówił, zja­wił się obłok i osło­nił ich; zlę­kli się, gdy weszli w obłok. A z obło­ku ode­zwał się głos: To jest mój Syn wybra­ny, Jego słu­chaj­cie. W chwi­li, gdy ode­zwał się ten głos, Jezus zna­lazł się sam. A oni zacho­wa­li mil­cze­nie i w owym cza­sie niko­mu nic nie oznaj­mi­li o tym, co widzie­li.
Roz­wa­ża­nie
„Dobrze, że tu jeste­śmy”. Tym razem nie cho­dzi­ło o uro­czy kra­jo­braz czy egzal­to­wa­ne uczu­cie. To było głę­bo­ko ducho­we prze­ży­cie. Doświad­cze­nie obec­no­ści, któ­ra otwie­ra przed czło­wie­kiem nowy, nie­zna­ny wcze­śniej świat. Jak przez okno, Apo­stoł zoba­czył coś, co go zafa­scy­no­wa­ło. Nic dziw­ne­go, że spon­ta­nicz­nie zapra­gnął, by ta chwi­la trwa­ła. Jezus oczom zdu­mio­nych uczniów odsło­nił obec­ną, choć nie­wi­docz­ną stro­nę rze­czy­wi­sto­ści. Ta fascy­nu­ją­ca, ducho­wa stro­na rze­czy­wi­sto­ści jest tuż obok, bli­sko, nie­wy­obra­żal­nie bli­sko każ­de­go z nas. Lecz dostrzec ją pozwa­la tyl­ko prze­ni­kli­wy wzrok wia­ry. Patrząc mocą wia­ry, każ­de­go dnia będzie­my zdol­ni powie­dzieć: dobrze nam tu być, bo każ­de­go dnia odkry­je­my miłość, w któ­rej jeste­śmy zanu­rze­ni.

rs