Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Imiona Jezusa (28)

Chleb

Ks. Edward Sta­niek

Jezus nazwał sie­bie Chle­bem. „Ja jestem chle­bem żywym, któ­ry zstą­pił z nie­ba. Jeśli kto spo­ży­wa ten chleb, będzie żył na wie­ki. Chle­bem, któ­ry Ja dam, jest moje cia­ło, [wyda­ne] za życie świa­ta” (J 6,51). Wypo­wiedź zano­to­wał św. Jan Ewan­ge­li­sta, prze­ka­zu­jąc ostrą pole­mi­kę Jezu­sa z uczo­ny­mi w Piśmie i fary­ze­usza­mi. Mistrza z Naza­re­tu ota­cza­ło wów­czas kil­ka tysię­cy słu­cha­czy. Po tej dys­ku­sji pra­wie wszy­scy Go opu­ści­li. Jezus nawet Dwu­na­stu posta­wił pyta­nie: „Czy i wy chce­cie odejść?”. Był przy­go­to­wa­ny na taką decy­zję Apo­sto­łów, ale wypo­wie­dzi nie odwo­łał. On jest Chle­bem. Chleb to kolej­ne imię Jezu­sa, odsła­nia­ją­ce coś z tajem­ni­cy, jaką On jest. Głę­bo­ko zro­zu­miał to św. Brat Albert, któ­ry pod­cho­dził do wie­lu ludzi z chle­bem w ręku. On chciał tym chle­bem być. Odkry­cie tajem­ni­cy chle­ba to podej­ście do oso­bi­ste­go spo­tka­nia z Jezu­sem oraz do odpo­wie­dzi na pyta­nie: kim jest czło­wiek? Wiel­kość bowiem czło­wie­ka pole­ga na tym, aby był dobrym chle­bem. Chleb nie jest dla sie­bie. On z tego, że jest chle­bem, nie ma nic. On radu­je się, gdy jest pokar­mem dają­cym życie innym. Tak jest z chle­bem, tak jest z Chry­stu­sem – i tak jest z każ­dym Jego uczniem. Kto żyje pyta­niem: co ja z tego będę miał? – ten nie rozu­mie ani tajem­ni­cy chle­ba, ani tajem­ni­cy Chry­stu­sa. Naj­do­sko­nal­sze spo­tka­nie z Jezu­sem doko­nu­je się w Komu­nii Świę­tej. On sam poda­je swo­je cia­ło jako chleb. Jego pole­ce­nie jest pro­ste: „Bierz­cie i jedz­cie, to jest cia­ło moje”. Głę­bo­ka wia­ra w obec­ność Jezu­sa pod posta­cią chle­ba dopro­wa­dzi­ła do ado­ra­cji. Taber­na­ku­lum jest miej­scem świę­tym, bo w nim prze­by­wa Jezus pod posta­cią Chle­ba. Kościół Rzym­sko­ka­to­lic­ki, gdy uka­zu­je kon­se­kro­wa­ny chleb w mon­stran­cji, wzy­wa do publicz­nej ado­ra­cji Jego obec­no­ści. Kto szu­ka odpo­wie­dzi na pyta­nie, kim jest Jezus i kim jestem jako Jego uczeń, ten nie przej­dzie obo­jęt­nie obok taber­na­ku­lum ani świę­te­go Chle­ba wysta­wio­ne­go w mon­stran­cji. Dostrze­że­nie Jezu­sa pod posta­cią chle­ba jest moż­li­we jedy­nie aktem wia­ry. Dosko­na­le­nie tej wia­ry doko­nu­je się w oso­bi­stym spo­tka­niu z Nim, w podej­ściu do Komu­nii św., w Dzięk­czy­nie­niu, jakim jest Eucha­ry­stia, oraz w chwi­lach ado­ra­cji, czy nawet pro­ce­sji z Naj­święt­szym Sakra­men­tem. Ta ostat­nia jest publicz­nym wyzna­niem wia­ry i gdy ilość wie­rzą­cych w para­fiach male­je, to pro­ce­sja zani­ka. Pol­ska posia­da pięk­ną tra­dy­cję, któ­ra świad­czy o tym, że tajem­ni­ca chle­ba zosta­ła u nas głę­bo­ko odkry­ta i prze­ży­ta. Jest nią opła­tek. To chleb w rękach Pola­ka, któ­ry pod­cho­dzi do dru­gie­go czło­wie­ka, aby się tym chle­bem podzie­lić. W tym geście jest wyzna­nie tego, co obja­wił Jezus: Jestem chle­bem dla cie­bie. A jeśli dru­gi ma w swo­ich rękach opła­tek, to z rado­ścią odpo­wia­da: i ja jestem chle­bem dla cie­bie. Jest to jed­na z pięk­nych ewan­ge­licz­nych tra­dy­cji w naszym naro­dzie. Pola­cy szu­ka­li opłat­ka na Sybe­rii i w obo­zach kon­cen­tra­cyj­nych, w szpi­ta­lach i wię­zie­niach, na emi­gra­cji i na misjach. Wszę­dzie ten znak był odczy­ty­wa­ny przez innych jako pięk­ny gest. On zawsze był w rękach kato­li­ka i Pola­ka. Dziś nawet w rodzi­nach zani­ka tra­dy­cja opłat­ka, bo ani męża nie stać na to, by raz w roku szcze­rze powie­dzieć żonie – jestem two­im chle­bem; ani żony nie stać na to, by te sło­wa prze­ka­zać mężo­wi. Dzie­ci, gdy odkry­wa­ją bogac­two opłat­ka, mówią: pięk­ny, ale nie w naszej rodzi­nie, bo nie jeste­śmy dla sie­bie chle­bem. Spo­tka­nie z Jezu­sem jako Chle­bem i roz­mo­wa z Nim przy uży­ciu tego imie­nia nale­ży do waż­nych wymia­rów ewan­ge­licz­ne­go świa­ta.