Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Imiona Jezusa (34)

Dru­gi Adam

Ks. Edward Sta­niek

Św. Paweł nada­je Jezu­so­wi imię Adam, nawią­zu­jąc do ojca ludz­kiej rodzi­ny, Jezus to Dru­gi Adam. Chcąc dotknąć tajem­ni­cy Chry­stu­sa zawar­tej w tym imie­niu trze­ba zesta­wić Jezu­sa z Ada­mem zna­nym z raju. Samo sło­wo „Adam” jest imie­niem wła­snym ojca ludz­kiej rodzi­ny, ale w uję­ciu biblij­nym ozna­cza rów­nież „ludz­kość”. Te dwa wymia­ry tego imie­nia nale­ży mieć na uwa­dze, odczy­tu­jąc tek­sty mówią­ce zarów­no o Ada­mie z raju, jak i o Chry­stu­sie – Dru­gim Ada­mie. W wymia­rze indy­wi­du­al­nym Adam popeł­nił grzech i zna­lazł się poza bra­ma­mi raju, czy­li kra­iny szczę­ścia prze­zna­czo­nej dla nie­go i jego rodzi­ny. Wszyst­kie jego dzie­ci rodzą się już poza rajem i dale­ko im do szczę­ścia. Jest to kra­ina śmier­ci, z któ­rej żaden czło­wiek nie jest w sta­nie się wydo­stać. Wobec śmier­ci jeste­śmy bez­rad­ni. Dzie­dzi­czy­my grzech Ada­ma, czy­li kon­se­kwen­cje jego czy­nu. Ten grzech, a jest nim brak łaski w naszych ser­cach, nazy­wa­my grze­chem pier­wo­rod­nym. Jezus, Syn Boży, przez swe odku­pie­nie przy­wra­ca raj jako kra­inę szczę­ścia dla wszyst­kich, któ­rzy w Nie­go wie­rzą. Takim zna­kiem szcze­gól­nym jest Jego zmar­twych­wsta­nie, czy­li poko­na­nie śmier­ci. W nie­bie śmier­ci nie ma. Zgła­dze­nie grze­chu pier­wo­rod­ne­go doko­nu­je się przez chrzest, któ­ry pole­ga na zanu­rze­niu czło­wie­ka w zmar­twych­wsta­niu Jezu­sa i daje życie, jakie­go Adam w raju sam się pozba­wił. Pięk­nie ujmu­je to św. Paweł w Liście do Rzy­mian (5,12–21) i Pierw­szym Liście do Koryn­tian (1 Kor 15,20–22). Jeśli pod imie­niem Adam odnaj­du­je­my całą ludz­kość, to i pod imie­niem Jezu­sa – Dru­gie­go Ada­ma – odnaj­du­je­my rów­nież ludz­kość. Przy tym spoj­rze­niu Adam jako „ludz­kość” to pięk­ny krysz­ta­ło­wy wazon, któ­ry był wypeł­nio­ny Bogiem, ale wysta­wio­ny na pró­bę, popeł­nił grzech i krysz­ta­ło­wy wazon pękł, a życie Boże z nie­go wycie­kło. Pęk­nię­ty krysz­tał tra­ci na war­to­ści i cały prze­ży­wa swój dra­mat. Tak w tym uję­ciu jest rozu­mia­ny grzech Ada­ma w raju, któ­ry dopro­wa­dził do pęk­nię­cia i grzech pier­wo­rod­ny, jakim jest samo pęk­nię­cie. Wszy­scy nale­żąc do krysz­ta­łu prze­ży­wa­my dra­mat jego pęk­nię­cia. Chry­stus jako Dru­gi Adam rodząc się z Maryi, przez swe czło­wie­czeń­stwo, wta­pia się w krysz­tał ludz­ko­ści. Przez dobro­wol­nie przy­ję­tą mękę i zmar­twych­wsta­nie usu­wa pęk­nię­cie tego krysz­ta­łu, a przez Zesła­nie Ducha Świę­te­go wypeł­nia go życiem Boga. Jest to dostrze­ga­ne przez wie­rzą­cych w Jezu­sa, czy­li nale­żą­cych do Jego Kościo­ła. Inni ludzie tego nie dostrze­ga­ją, jest to jed­na z tajem­nic wia­ry i świa­ta Boże­go. Bóg zupeł­nie ina­czej patrzy na ludz­kość niż my. Dla nas ist­nie­je tyl­ko widze­nie histo­rycz­ne i naj­czę­ściej pamię­ta­my i dostrze­ga­my tyl­ko to, co boli, a nie to, co jest pięk­nym skar­bem ludz­ko­ści. Takie­go spoj­rze­nia na ludz­kość, jakie obja­wia nam Chry­stus, nie posia­da żad­na z wiel­kich reli­gii, bo wszyst­kie są wto­pio­ne albo w histo­rię, albo w nie­skoń­czo­ność. Bra­ku­je w nich tej ide­al­nej rów­no­wa­gi mię­dzy tym, co ludz­kie i Boskie, tym, co w cza­sie i w wiecz­no­ści. Jezus jako Dru­gi Adam pozwa­la nam odna­leźć się w Jego świe­cie, nawet jeśli naśla­du­je­my grzech Ada­ma z raju, i gdy musi­my prze­cho­dzić przez bra­mę śmier­ci. Jezus usu­wa pęk­nię­cia, jakie ist­nie­ją w nas z powo­du grze­chu i napeł­nia nas Duchem Bożym, aby­śmy odna­leź­li się w tym krysz­ta­le, jakim jest ludz­kość w rękach Boga. Potrzeb­ne jest oso­bi­ste spo­tka­nie z Ada­mem jako naszym ojcem co do cia­ła, bo on ma nam wie­le do powie­dze­nia, tak na temat Stwór­cy, jak i nie­po­słu­szeń­stwa, jakim spro­wa­dził na nas śmier­tel­ną cho­ro­bę. On nie chce, aby­śmy naśla­do­wa­li jego grze­chy. Trze­ba też oso­bi­ście spo­tkać się z Dru­gim Ada­mem, jakim jest Jezus, aby odkryć, ile Mu zawdzię­cza­my.