Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Cud kanonizacyjny

Wstań! Nie bój się!

Jestem czter­dzie­sto­ośmio­let­nią kobie­tą i pra­gnę z całe­go ser­ca, aby cały świat dowie­dział się, że dzię­ki wsta­wien­nic­twu moje­go Ojca Świę­te­go Jana Paw­ła II Pan wej­rzał na mnie i ule­czył swo­im miło­sier­dziem” – napi­sa­ła w swo­im pierw­szym liście do postu­la­cji Flo­ri­beth Mora Diaz, miesz­kan­ka Kosta­ry­ki. 1 maja 2011 roku w spo­sób cudow­ny, natych­mia­sto­wy i trwa­ły, zosta­ła uzdro­wio­na z tęt­nia­ka mózgu.
Kobie­ta – eko­no­mist­ka, mat­ka pię­cior­ga dzie­ci i żona byłe­go komen­dan­ta ochro­ny publicz­nej – opi­sy­wa­ła dalej: „8 kwiet­nia 2011 roku obu­dzi­łam się jak zwy­kle o godzi­nie 6.30 i poszłam do łazien­ki. Po powro­cie do poko­ju usia­dłam na łóż­ku, bo strasz­nie roz­bo­la­ła mnie gło­wa – tak strasz­nie, jak­by zaraz mia­ła eks­plo­do­wać. Popro­si­łam męża, aby zawiózł mnie do szpi­ta­la, bo bar­dzo źle się czu­łam. W szpi­ta­lu mia­łam nud­no­ści i nie ustę­pu­ją­cy ból gło­wy; lekarz, któ­ry mnie badał, powie­dział, że to ze stre­su i duże­go napię­cia, dla­te­go wró­ci­łam do domu, cią­gle z tym samym bólem. Wie­czo­rem uda­łam się na uni­wer­sy­tet, potem wró­ci­łam do domu. Następ­ne­go dnia mąż posta­no­wił zabrać mnie na prze­jażdż­kę, ponie­waż uwa­żał, że jestem prze­pra­co­wa­na. Tak minę­ła nie­dzie­la i ponie­dzia­łek, a ból w pra­wej czę­ści gło­wy nie ustę­po­wał ani na chwi­lę”. Brak szans na życie Wów­czas Flo­ri­beth Mora Diaz uda­ła się do inne­go leka­rza, któ­ry pole­cił jej, by natych­miast poszła do szpi­ta­la, gdzie zosta­ła pod­da­na licz­nym bada­niom. Wów­czas to poin­for­mo­wa­no ją, że ma nie­wiel­ki wyciek krwi do mózgu. To skło­ni­ło leka­rzy do wyko­na­nia tomo­gra­fii kom­pu­te­ro­wej, któ­ra jasno poka­za­ła, że w mózgu kobie­ty znaj­du­je się tęt­niak. „Natych­miast zosta­łam przy­ję­ta na oddział, gdzie chcia­no mi prze­pro­wa­dzić arte­rio­gra­fię, aby zata­mo­wać krwa­wie­nie do mózgu. Nie­ste­ty, zabiegł oka­zał się nie­wy­ko­nal­ny, ponie­waż tęt­niak znaj­do­wał się w obsza­rze nie­do­stęp­nym” – opi­sy­wa­ła kobie­ta. W wywia­dzie dla wło­skie­go tygo­dni­ka „Oggi” neu­ro­chi­rurg Ale­jan­dro Var­gas Roman wyja­śnił, że u jego pacjent­ki, któ­ra w kwiet­niu 2011 roku prze­szła cięż­ki udar mózgu, nie moż­na było nało­żyć spe­cjal­ne­go klip­sa ani prze­pro­wa­dzić embo­li­za­cji, czy­li zamknię­cia naczy­nia tęt­ni­cze­go. Lekarz dodał, że w przy­pad­ku Flo­ri­beth Mory Diaz ist­nia­ło ryzy­ko poważ­nych kom­pli­ka­cji – zawa­łu mózgu lub kolej­ne­go krwo­to­ku. Po kil­ku dniach obser­wa­cji pacjent­kę wypi­sa­no ze szpi­ta­la, ponie­waż w Kosta­ry­ce nie prze­pro­wa­dza się tak trud­nych ope­ra­cji, co przy takiej fatal­nej dia­gno­zie zamknę­ło przed nią jaką­kol­wiek szan­sę na prze­ży­cie. „Wró­ci­łam do domu i poin­for­mo­wa­łam całą rodzi­nę, że został mi mie­siąc życia. Mąż, dzie­ci, moi bra­cia, mama, rodzi­na męża, wszy­scy byli zroz­pa­cze­ni. Ja zaś bar­dzo się bałam, ponie­waż nie mogłam uwie­rzyć w to, co mnie spo­tka­ło” – napi­sa­ła Flo­ri­beth Mora Diaz. Wie­lu ludzi mówi­ło do cho­rej: „Flo­ri, nie pod­da­waj się. Zacho­waj wia­rę”. A ona odpo­wia­da­ła: „Ja mam wia­rę, ale moja ludz­ka natu­ra boi się”. W nocy mówi­ła: „Panie, ja wie­rzę, ale spraw, aby moja wia­ra była jesz­cze więk­sza. Janie Paw­le, módl się za mnie, bo strasz­nie się boję”. Cho­ra kobie­ta wraz z całą rodzi­ną modli­ła się, przy­zy­wa­jąc wsta­wien­nic­twa Jana Paw­ła II. Dzień cudu W dniu beaty­fi­ka­cji Jana Paw­ła II, 1 maja 2011 roku, kobie­ta bar­dzo chcia­ła oglą­dać uro­czy­stość. Popro­si­ła męża, by nie dawał jej lekarstw, gdyż chce prze­ży­wać ogło­sze­nie Papie­ża bło­go­sła­wio­nym przed ekra­nem tele­wi­zo­ra. Cała jej rodzi­na uda­wa­ła się na miej­sco­wy sta­dion, by tam na tele­bi­mie śle­dzić to, co dzia­ło się  Waty­ka­nie. Choć Flo­ri­beth dosta­ła lekar­stwa, zbu­dzi­ła się i oglą­da­ła beaty­fi­ka­cję Jana Paw­ła II. Przez cały czas cho­ra modli­ła się nie tyl­ko o cud uzdro­wie­nia dla sie­bie, ale też o szyb­ką kano­ni­za­cję Papie­ża. Po połu­dniu mąż zawiózł Flo­ri­beth do kościo­ła, potem razem uda­li się do cen­trum dziel­ni­cy, w któ­rej miesz­ka­li, a tam odby­wa­ła się pro­ce­sja z Prze­naj­święt­szym Sakra­men­tem. „Poczu­łam chłód w całym cie­le. Wysia­dłam z samo­cho­du i pode­szłam do miej­sca, gdzie stał ks. Ser­gio, któ­ry się modlił: O Panie, uzdrów nas. Wszy­scy z gorą­cą wia­rą pro­si­li­śmy Jana Paw­ła II, aby pomógł nam modlić się do Pana o pomoc dla mnie. Ode­szłam z prze­ko­na­niem, że zosta­łam uzdro­wio­na” – wyzna­ła Kosta­ry­kan­ka. – Kie­dy się obu­dzi­łam następ­ne­go dnia nad ranem, usły­sza­łam głos: „Wstań, nie bój się, wstań”. Odpo­wie­dzia­łam: „Tak, Panie” i poszłam do kuch­ni. Kie­dy mąż mnie zapy­tał, co robię, odpo­wie­dzia­łam mu, że czu­ję się dobrze – wspo­mi­na szczę­śli­wa kobie­ta.
Po 1 maja Flo­ri­beth odczu­ła nie­sa­mo­wi­tą popra­wę. – Tego dnia, kie­dy wsta­łam, poczu­łam w sobie nowe­go ducha, pokój w sobie. Nie czu­łam się już wyczer­pa­na. Czu­łam, że jestem sil­na – wspo­mi­na­ła. Kil­ka dnia póź­niej kobie­ta poszła do inne­go kościo­ła – nie tego, do któ­re­go uczęsz­cza­ła co nie­dzie­lę. Pewien ksiądz z Kra­ko­wa, któ­ry był przy Papie­żu, przy­wiózł tam reli­kwię krwi Jana Paw­ła II, ale nie moż­na się było przy niej modlić. „Mimo to ojciec Donal poka­zał mi ją, a ja się pomo­dli­łam. Sześć mie­się­cy póź­niej pod­da­no mnie kolej­ne­mu bada­niu mózgu, któ­re wyka­za­ło, że tęt­niak znikł” – czy­ta­my w świa­dec­twie Flo­ri­beth. – Nie zna­la­złem żad­nych pod­staw nauko­wych, by wyja­śnić, dla­cze­go tęt­niak znik­nął. Jeśli to cud, to głos w tej spra­wie nale­ży do Kościo­ła. Ja jako kato­lik w to wie­rzę – powie­dział dok­tor Roman. Kosta­ry­kan­ka wyzna­je, że zawsze podzi­wia­ła Jana Paw­ła II. Uwa­ża­ła go za świę­te­go. – Dla mnie był to czło­wiek, któ­re­go Bóg umie­ścił na zie­mi, żeby poka­zał świa­tu, że jest Jego przy­ja­cie­lem – stwier­dzi­ła. Wybra­ne spo­śród tysię­cy Świa­dec­two uzdro­wie­nia Kosta­ry­kan­ki tra­fi­ło do Biu­ra Postu­la­cji w Waty­ka­nie. Zosta­ło wybra­ne spo­śród tysię­cy innych do prze­ba­da­nia. Jak wyja­śnia ks. Sła­wo­mir Oder, postu­la­tor, ude­rzy­ła go data doko­na­nia się cudu – dzień beaty­fi­ka­cji Jana Paw­ła II. Odczy­tał to jako wyraź­ny znak. Cud uzdro­wie­nia Flo­ri­beth Mora Diaz został prze­ba­da­ny, a następ­nie zatwier­dzo­ny w gło­so­wa­niach w komi­sjach leka­rzy, teo­lo­gów oraz kar­dy­na­łów i bisku­pów w Kon­gre­ga­cji Spraw Kano­ni­za­cyj­nych. Wszy­scy uzna­li, że jest on nie­wy­tłu­ma­czal­ny z punk­tu widze­nia medy­cy­ny oraz trwa­ły – wsta­wien­nic­two Jana Paw­ła II tak­że było bez­sprzecz­ne. 5 lip­ca 2013 roku papież Fran­ci­szek pod­pi­sał dekret o cudzie, a następ­nie zosta­ła wyzna­czo­na data kano­ni­za­cji – 27 kwiet­nia 2014 roku.

mp