Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Kanonizacja stulecia

ŚW. JAN XXIII BYŁ PAPIEŻEM POSŁUSZEŃSTWA DUCHOWI ŚWIĘTEMU!
ŚW. JAN PAWEŁ II BYŁ PAPIEŻEM RODZINY!

Fot. L’Osservatore Roma­no

W cen­trum dzi­siej­szej nie­dzie­li, wień­czą­cej Okta­wę Wiel­ka­no­cy, a któ­rą Jan Paweł II zechciał poświę­cić Miło­sier­dziu Boże­mu, znaj­du­ją się chwa­leb­ne rany Jezu­sa zmar­twych­wsta­łe­go. Poka­zał je już po raz pierw­szy, gdy uka­zał się Apo­sto­łom, wie­czo­rem tego same­go dnia po sza­ba­cie, w dniu Zmar­twych­wsta­nia. Ale tam­te­go wie­czo­ru nie było Toma­sza i gdy inni powie­dzie­li mu, że widzie­li Pana, odpo­wie­dział, że jeśli nie zoba­czy i nie dotknie tych ran, nie uwie­rzy. Osiem dni póź­niej Jezus uka­zał się ponow­nie w Wie­czer­ni­ku, pośród uczniów, i był tam rów­nież Tomasz. Zwró­cił się wów­czas do nie­go i popro­sił, by dotknął Jego ran. Wów­czas ten szcze­ry czło­wiek, przy­zwy­cza­jo­ny do oso­bi­ste­go spraw­dza­nia, ukląkł przed Jezu­sem i powie­dział: „Pan mój i Bóg mój”.
Rany Jezu­sa są zgor­sze­niem dla wia­ry, ale są rów­nież spraw­dzia­nem wia­ry. Dla­te­go w cie­le Chry­stu­sa Zmar­twych­wsta­łe­go rany nie zani­ka­ją, lecz pozo­sta­ją, gdyż rany te są trwa­łym zna­kiem miło­ści Boga do nas i są nie­zbęd­ne, by wie­rzyć w Boga. Nie po to, by wie­rzyć, że Bóg ist­nie­je, ale aby wie­rzyć, że Bóg jest miło­ścią, miło­sier­dziem i wier­no­ścią. Świę­ty Piotr, cytu­jąc Iza­ja­sza, pisze do chrze­ści­jan: „Krwią Jego ran zosta­li­ście uzdro­wie­ni”.
Św. Jan XXIII i św. Jan Paweł II mie­li odwa­gę oglą­da­nia ran Jezu­sa, doty­ka­nia Jego zra­nio­nych rąk i Jego prze­bi­te­go boku. Nie wsty­dzi­li się cia­ła Chry­stu­sa, nie gor­szy­li się Nim, Jego krzy­żem. Nie wsty­dzi­li się cia­ła swe­go bra­ta, ponie­waż w każ­dej oso­bie cier­pią­cej dostrze­ga­li Jezu­sa. Byli to dwaj ludzie męż­ni, peł­ni pare­zji [szcze­ro­ści] Ducha Świę­te­go i zło­ży­li Kościo­ło­wi i świa­tu świa­dec­two dobro­ci Boga i Jego miło­sier­dzia. Byli kapła­na­mi, bisku­pa­mi i papie­ża­mi dwu­dzie­ste­go wie­ku. Pozna­li jego tra­ge­die, ale nie byli nimi przy­tło­cze­ni. Sil­niej­szy był w nich Bóg; sil­niej­sza była w nich wia­ra w Jezu­sa Chry­stu­sa, Odku­pi­cie­la czło­wie­ka i Pana histo­rii; sil­niej­sze było w nich miło­sier­dzie Boga, któ­re obja­wia się w tych pię­ciu ranach; sil­niej­sza była macie­rzyń­ska bli­skość Maryi. W tych dwóch ludziach kon­tem­plu­ją­cych rany Chry­stu­sa i świad­kach Jego miło­sier­dzia była „żywa nadzie­ja” wraz z „rado­ścią nie­wy­mow­ną i peł­ną chwa­ły”. Nadzie­ja i radość, jaką zmar­twych­wsta­ły Chry­stus daje swo­im uczniom – i któ­rych nic i nikt nie może ich pozba­wić. Pas­chal­na nadzie­ja i radość, prze­szedł­szy przez tygiel odar­cia z szat, ogo­ło­ce­nia, bli­sko­ści z grzesz­ni­ka­mi aż do koń­ca, aż do mdło­ści z powo­du gory­czy tego kie­li­cha. Oto są nadzie­ja i radość, jaką dwaj świę­ci papie­że otrzy­ma­li w darze od zmar­twych­wsta­łe­go Pana i z kolei prze­ka­za­li obfi­cie Ludo­wi Boże­mu, otrzy­mu­jąc za to nagro­dę wiecz­ną. Tą nadzie­ją i tą rado­ścią żyła pierw­sza wspól­no­ta wie­rzą­cych w Jero­zo­li­mie, o któ­rej mówią nam Dzie­je Apo­stol­skie. Jest to wspól­no­ta, w któ­rej żyje się tym, co naj­istot­niej­sze z Ewan­ge­lii, to zna­czy miło­ścią, miło­sier­dziem, w pro­sto­cie i bra­ter­stwie. Taki obraz Kościo­ła miał przed sobą Sobór Waty­kań­ski. Św. Jan XXIII i św. Jan Paweł II współ­pra­co­wa­li z Duchem Świę­tym, aby odno­wić i dosto­so­wać Kościół do jego pier­wot­ne­go obra­zu, któ­ry nada­li mu świę­ci w cią­gu wie­ków. Nie zapo­mi­naj­my, że to wła­śnie świę­ci pro­wa­dzą Kościół naprzód i spra­wia­ją, że się roz­wi­ja. Zwo­łu­jąc Sobór, św. Jan XXIII oka­zał tak­tow­ne posłu­szeń­stwo Ducho­wi Świę­te­mu, dał się Jemu pro­wa­dzić i był dla Kościo­ła paste­rzem, prze­wod­ni­kiem, któ­ry sam był pro­wa­dzo­ny. To była jego wiel­ka posłu­ga dla Kościo­ła. Był papie­żem posłu­szeń­stwa Ducho­wi Świę­te­mu.
W tej posłu­dze Ludo­wi Boże­mu św. Jan Paweł II był papie­żem rodzi­ny. Kie­dyś sam tak powie­dział, że chciał­by zostać zapa­mię­ta­ny jako papież rodzi­ny. Chęt­nie to pod­kre­ślam w cza­sie, gdy prze­ży­wa­my pro­ces syno­dal­ny o rodzi­nie i z rodzi­na­mi, pro­ces, któ­re­mu na pew­no On z nie­ba towa­rzy­szy i go wspie­ra.
Niech ci obaj nowi świę­ci paste­rze Ludu Boże­go wsta­wia­ją się za Kościo­łem, aby w cią­gu tych dwóch lat pro­ce­su syno­dal­ne­go był on posłusz­ny Ducho­wi Świę­te­mu w posłu­dze dusz­pa­ster­skiej dla rodzi­ny. Niech nas obaj nauczą, byśmy nie gor­szy­li się rana­mi Chry­stu­sa, aby­śmy wni­ka­li w tajem­ni­cę Boże­go Miło­sier­dzia, któ­re zawsze żywi nadzie­ję, zawsze prze­ba­cza, bo zawsze miłu­je.