Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Imiona Jezusa (45)

Żyjący

Ks. Edward Sta­niek

W spo­tka­niu z Jezu­sem waż­ne są sło­wa zapi­sa­ne przez św. Jana w Apo­ka­lip­sie: „Obró­ciw­szy się ujrza­łem sie­dem zło­tych świecz­ni­ków i pośród nich kogoś podob­ne­go do Syna Czło­wie­cze­go, przy­oble­czo­ne­go w sza­tę do stóp i prze­pa­sa­ne­go na pier­siach zło­tym pasem. (…) Kie­dym Go ujrzał, do stóp Jego padłem jak mar­twy, a on poło­żył na mnie pra­wą rękę, mówiąc: Prze­stań się lękać! Jam jest Pierw­szy i Ostat­ni, i żyją­cy. Byłem umar­ły,  oto jestem żyją­cy na wie­ki wie­ków i mam klu­cze śmier­ci i Otchła­ni. Napisz więc to, co widzia­łeś, i co jest, i co potem musi się stać” (Ap 1,12–19). To widze­nie Syna Czło­wie­cze­go jest podob­ne do tych, jakie odno­to­wa­li pro­rok Eze­chiel i Daniel. Jan Zebe­de­usz znał Syna Czło­wie­cze­go bo był Jego uczniem. Stał nawet pod krzy­żem, na któ­rym On umie­rał. Spo­tkał póź­niej zmar­twych­wsta­łe­go, ale w takiej posta­ci się nie obja­wiał, nawet gdy wstę­po­wał do nie­ba. Zna­mien­ne jest to, że Jan pisząc Apo­ka­lip­sę roz­po­znał swe­go Mistrza, choć Ten napeł­nił go lękiem. Nas inte­re­su­ją imio­na Jezu­sa. W tym obja­wie­niu On sam nazy­wa sie­bie Żyją­cym. Zazna­cza też, że nale­żał do umar­łych, ale już po zmar­twych­wsta­niu jest Żyją­cym na wie­ki wie­ków. Pod­kre­śla też, że sko­ro jest Żyją­cy, śmierć i jej kra­ina są w Jego rękach. To imię było św. Jano­wi zna­ne. On w Ewan­ge­lii zapi­sał sło­wa Jezu­sa, któ­ry mówił „Ja jestem Życie”. Ina­czej jed­nak je rozu­miał, gdy je wypo­wia­dał Mistrz spo­glą­da­jąc na kwit­ną­ce łąki i ogro­dy Gali­lei, a ina­czej gdy to imię wypo­wia­dał Syn Czło­wie­czy w pięk­nej sza­cie, ze zło­tym pasem. Takie­go spo­tka­nia z Jezu­sem nie prze­ży­li inni apo­sto­ło­wie. Być może, że prze­żył je św. Paweł, ale został zobo­wią­za­ny do mil­cze­nia, i nie mógł o tym pisać. Zano­to­wał tyl­ko, że „był zachwy­co­ny do trze­cie­go nie­ba”. To jest pozna­nie dostęp­ne jedy­nie dla misty­ków, o ile mają je prze­ka­zać innym. Ten obraz jest waż­ny dla wszyst­kich, któ­rzy zabie­ga­ją o spo­tka­nie z Jezu­sem, bo on odsła­nia coś z tajem­ni­cy, jaką jest Jezus. Spo­tka­nie z Żyją­cym, jest zawsze wta­jem­ni­cze­niem w życie, a to dla czło­wie­ka jest naj­cen­niej­sze, bo otwie­ra przed nim prze­strzeń, dla któ­rej Bóg go stwa­rza. Jezus jako Życie sta­je przy każ­dym, kto jest śmier­tel­nie cho­ry, kto liczy się z godzi­ną swej śmier­ci, kto żyje w prze­śla­do­wa­niu lub na fron­cie. Jezus jako Życie wypeł­nia wów­czas ser­ce poko­jem, bo odsła­nia kru­chość życia docze­sne­go, oraz pięk­no i trwa­łość życia wiecz­ne­go. Jeśli cho­ry spo­ty­ka się z Jezu­sem zwra­ca­jąc się do Nie­go po imie­niu – Żyją­cy, może pro­wa­dzić z Nim roz­mo­wy na temat życia docze­sne­go, któ­re cho­ro­ba nisz­czy i życia ducho­we­go, któ­re trwa na wie­ki wie­ków. Roz­mo­wy z żyją­cym są też cen­ne, gdy jeste­śmy świad­ka­mi odcho­dze­nia naszych bli­skich. Trze­ba przy nich być, nie zawsze moż­na z nimi roz­ma­wiać o ich odcho­dze­niu, ale zawsze moż­na roz­ma­wiać z Żyją­cym. On jest w sta­nie prze­pro­wa­dzić cho­re­go przez kra­inę Otchła­ni. Taka roz­mo­wa jest moż­li­wa wyłącz­nie dla wie­rzą­cych. Nie­wie­rzą­cy nie jest w sta­nie jej pod­jąć i te godzi­ny ostro odsła­nia­ją róż­ni­cę, jaka ist­nie­je mię­dzy wie­rzą­cym w Chry­stu­sa, a nie wie­rzą­cym w Nie­go. War­to poświę­cić chwi­lę cza­su na ado­ra­cję, aby spo­tkać się z Żyją­cym, któ­ry miesz­ka w taber­na­ku­lum. Wte­dy mówi­my z Nim o dwu for­mach życia, o docze­sno­ści i o cze­ka­ją­cej nas wiecz­no­ści. Kto idzie ku Życiu, ten coraz mniej inwe­stu­je w docze­sność, bo wie, że ona prze­mi­ja.