Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Imiona Jezusa (48)

Pełnia

Ks. Edward Sta­niek

Św. Paweł nazy­wa Jezu­sa – „Peł­nią” (por Ef 1,23;3,19;4,13; Kol 1,19;2,9). Przez to grec­kie sło­wo ple­ro­ma, uka­zu­je, że w Nim, z Nim i przez Nie­go zosta­je­my zanu­rze­ni w peł­ni Bożej rze­czy­wi­sto­ści tak w wymia­rze stwo­rze­nia, jak i zba­wie­nia. Syn Boży uczest­ni­czył w całym dzie­le stwo­rze­nia i On reali­zu­je dzie­ło nasze­go uszczę­śli­wie­nia, czy­li zba­wie­nia. Chcąc przy­bli­żyć to imię, Paweł poda­je wymia­ry tej Peł­ni Miło­ści, pisze o jej nie­zmie­rzo­nej Sze­ro­ko­ści, Dłu­go­ści, Wyso­ko­ści i Głę­bo­ko­ści (Ef 3,18) sygna­li­zu­jąc tym samym, że bogac­two Jego miło­ści jest nie do poję­cia. Apo­stoł Naro­dów posłu­gu­je się tym imie­niem, aby pod­kre­ślić, że dro­ga rozu­mie­nia, jaką wędru­je­my, i przy jakiej się upie­ra­my, nie nada­je się do spo­tka­nia z Jezu­sem. On jest Peł­nią, któ­ra dla nasze­go rozu­mu jest nie do ogar­nie­nia, a jeśli tak, to jest nie­moż­li­wa do zro­zu­mie­nia. Gdy­by­śmy byli ska­za­ni tyl­ko na pozna­nie rozu­mo­we, to sta­li­by­śmy wobec Jezu­sa jak wobec oce­anu, wie­dząc, że pojąć może­my z jego bogac­twa tyl­ko tyle, ile moż­na wziąć wody z tego oce­anu w swo­je dło­nie. Bole­sne doświad­cze­nie gra­nic pozna­nia przez rozum. Bóg jed­nak wypo­sa­żył nas i w inne narzę­dzie pozna­wa­nia. Jest nim ser­ce, a ono umie kochać. Miłość jest w sta­nie pod­łą­czyć się do oso­by kocha­nej, nawet jeśli ona swym bogac­twem j est nie do ogar­nię­cia, i decy­du­je się na nie­ustan­ny wzrost, aby mieć w nim coraz peł­niej­szy udział. Inny­mi sło­wy, Jezu­sa pozna­je­my nie przez coraz więk­szą ilość wia­do­mo­ści o Nim, ale przez coraz dosko­nal­szą miłość, jaką Go darzy­my. Świat, w jakim żyje­my, uka­zu­je tyl­ko jed­ną dro­gę do pozna­nia rze­czy­wi­sto­ści jaka ist­nie­je, a jest nią zro­zu­mie­nie. To, cze­go ktoś nie rozu­mie, to go nie inte­re­su­je, a czę­sto twier­dzi, że jeśli on cze­goś nie rozu­mie to zna­czy, że to nie ist­nie­je. Ist­nie­je tyl­ko to, co rozu­mie. Kto­kol­wiek jed­nak praw­dzi­wie poko­cha dru­gie­go czło­wie­ka, ten odkry­wa, że miłość jest dro­gą pozna­nia, nie przez zro­zu­mie­nie, ale przez zjed­no­cze­nie ryt­mu kocha­ją­cych serc. Wcho­dzi się wte­dy w tajem­ni­cę i jest się nią ocza­ro­wa­nym, a ona w mia­rę rozu­mie­nia rośnie i czło­wiek coraz bar­dziej uświa­da­mia sobie, że jej ogrom jest nie do ogar­nię­cia. Tak wie­lu ludzi dziś chce być kocha­nym i jeśli nie są kocha­ni, są nie­szczę­śli­wi. Dla wie­lu nawet życie nie ma sen­su i szu­ka­ją albo uto­pie­nia się w alko­ho­lu, nar­ko­ty­kach, por­no­gra­fii lub innych „głę­bo­ko­ściach” czar­nej dziu­ry, albo się­ga­ją po samo­bój­czą śmierć. Tym­cza­sem roz­wią­za­nie jest jed­no. Na miłość nie nale­ży cze­kać, ale zde­cy­do­wać się, aby kochać, czy­li żyć dla kogoś. Wte­dy nawet cier­pie­nie, cho­ro­ba i śmierć dla kogoś mają sens. Dosko­na­le­nie dro­gi miło­ści jest w Ewan­ge­lii pierw­szym zada­niem. Kto kocha, zaczy­na rozu­mieć bogac­two, w jakie miłość go wpro­wa­dza. Wszyst­ko zale­ży od tego, kogo kocha. Św. Paweł trak­tu­je swe apo­stol­stwo pogan jako wpro­wa­dze­nie ich na dro­gę miło­ści Jezu­sa. Jeśli Go poko­cha­ją, jak on, to wszyst­ko inne jest na swo­im miej­scu, miłość nie­ustan­nie rośnie, a zro­zu­mie­nie idzie za nią. Ono nie nik­nie, ono w miło­ści jest waż­ne, i jest jej pokar­mem. Im bar­dziej rozu­miem tego, kogo kocham, tym łatwiej z nim żyć. Nowa ewan­ge­li­za­cja to nic inne­go, jak dosko­na­le­nie miło­ści Chry­stu­sa. Kto doświad­czy tej miło­ści, dla tego oczy­wi­stym sta­je się pierw­sze przy­ka­za­nie: „Będziesz miło­wał Boga swe­go z całe­go ser­ca swe­go, z całej duszy swo­jej, z całe­go umy­słu i ze wszyst­kich sił”. Będziesz miło­wał z całe­go umy­słu… a nie: będziesz rozu­miał… Szczę­śli­wi, któ­rzy w Jezu­sie dostrze­ga­ją Peł­nię Miło­ści, bo wów­czas uczest­ni­czą w jej bogac­twie i potę­dze.