Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Tydzień liturgiczny

PIĘTNASTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 14–19 VII 2014

Poniedziałek

Iz 1,11–17; Mt 10,34–11,1

Sło­wo Boże: Kto miłu­je ojca lub mat­kę bar­dziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto miłu­je syna lub cór­kę bar­dziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bie­rze swe­go krzy­ża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. To pyta­nie narzu­ca się samo: dla­cze­go Jezus miłość wobec sie­bie sta­wia ponad miłość rodzin­ną? Czy przy­pad­kiem nie jest to nie­ludz­kie? To wyma­ga­nie jest przede wszyst­kim Boże – nasz Pan sta­wia miłość Boga na pierw­szym miej­scu, bo tyl­ko ten, kto nosi w sobie miłość Boga, potra­fi wła­ści­wie kochać swych bli­skich. Dla­te­go to wyma­ga­nie choć brzmi para­dok­sal­nie jest wyra­zem tro­ski o rodzi­nę.
Modli­twa dnia: Boże, Ty dałeś świę­te­mu Kami­lo­wi, pre­zbi­te­ro­wi, szcze­gól­ną miłość ku cho­rym, napeł­nij nas duchem Two­jej miło­ści, aby­śmy słu­ży­li Tobie w naszych bliź­nich i w godzi­nę śmier­ci mogli spo­koj­nie odejść do Cie­bie.
WTOREK
Iz 7,1–9; Mt 11,20–24
Sło­wo Boże: Jezus zaczął czy­nić wyrzu­ty mia­stom, w któ­rych naj­wię­cej Jego cudów doko­na­ło się, że się nie nawró­ci­ły. „Bia­da tobie, Koro­za­in! Bia­da tobie, Bet­sa­ido!… A ty, Kafar­naum, czy aż do nie­ba masz być wynie­sio­ne? Aż do Otchła­ni zej­dziesz. Dla­cze­go miesz­kań­cy owych miast usły­sze­li twar­de bia­da? Bo odrzu­ci­li dar, zmar­no­wa­li łaskę. Bóg przy­cho­dzi i wzy­wa. Czy­ni cuda i pra­gnie poru­szyć ser­ce ludz­kie. Prze­ma­wia i cze­ka. Ale tyl­ko do cza­su. Kie­dyś – tyl­ko Bóg o tym wie – przyj­dzie kres Bożej cier­pli­wo­ści, cze­ka­nia, czas cudów i wezwań. A czło­wiek odpo­wie za to, co zmar­no­wał. Boże, chroń nas przed trwo­nie­niem Twych darów.
Modli­twa dnia: Wszech­mo­gą­cy Boże, obcho­dzi­my naro­dzi­ny dla nie­ba świę­te­go Bona­wen­tu­ry, bisku­pa, spraw, aby­śmy czer­pa­li świa­tło z jego nauki i naśla­do­wa­li jego gorą­cą miłość.
ŚRODA
Iz 10,5–7.13–16; Mt 11,25–27
Sło­wo Boże: Wysła­wiam Cię, Ojcze, Panie nie­ba i zie­mi, że zakry­łeś te rze­czy przed mądry­mi i roz­trop­ny­mi, a obja­wi­łeś je pro­stacz­kom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Two­je upodo­ba­nie. Wszyst­ko prze­ka­zał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tyl­ko Ojciec, ani Ojca nikt nit zna, tyl­ko Syn i ten, komu Syn zechce obja­wić. Syn obja­wia Ojca poprzez dzia­ła­nie Ducha Świę­te­go. A Duch dzia­ła w głę­bi ludz­kich serc. Jeśli w ludz­kim ser­cu poja­wia się czy­ste pra­gnie­nie miło­ści, jest to tęsk­no­ta za obec­no­ścią Ducha Boże­go. Jeśli do gło­su docho­dzi bez­in­te­re­sow­ność, to zna­czy, że Duch Boży docho­dzi do gło­su. I jeśli wia­ra sta­je się siłą w codzien­no­ści, to dowód, że Duch Świę­ty w nas jest.
Modli­twa dnia: Wszech­mo­gą­cy Boże, w cza­sach Sta­re­go Przy­mie­rza na górze Kar­mel przyj­mo­wa­łeś modli­twy pro­ro­ków, a w Nowym Przy­mie­rzu wybra­łeś tę górę na miej­sce czci Naj­święt­szej Maryi Pan­ny, spraw przez Jej wsta­wien­nic­two, aby­śmy doszli do Two­je­go Syna.
CZWARTEK
Iz 26,7–9.12.16–19; Mt 11,28–30
Sło­wo Boże: Przyjdź­cie do Mnie wszy­scy, któ­rzy utru­dze­ni i obcią­że­ni jeste­ście, a Ja was pokrze­pię. Weź­cie moje jarz­mo na sie­bie i uczcie się ode Mnie, bo jestem łagod­ny i pokor­ny ser­cem, a znaj­dzie­cie uko­je­nie dla dusz waszych. Albo­wiem jarz­mo moje jest słod­kie, a moje brze­mię lek­kie. Jego cię­żar jest lek­ki, a brze­mię słod­kie… To mówi Ten, któ­ry nie miał miej­sca, gdzie by mógł gło­wę zło­żyć, był wyrzu­co­ny ze swe­go mia­sta i oskar­żo­ny o obłą­ka­nie, któ­re­go zwal­cza­li, a wresz­cie pod­stęp­nie aresz­to­wa­li, oskar­ży­li i ska­za­li. I to jest słod­kie jarz­mo? Tak. Gdy ludz­kie ser­ce prze­peł­nia miłość, każ­dy cię­żar w tej miło­ści zanu­rzo­ny jest lek­ki. Bez miło­ści sta­je się udrę­ką.
Modli­twa dnia: Boże, Ty uka­zu­jesz błą­dzą­cym świa­tło Two­jej praw­dy, aby mogli wró­cić na dro­gę spra­wie­dli­wo­ści, spraw, niech odrzu­cą wszyst­ko, co się sprze­ci­wia tej god­no­ści, a zabie­ga­ją o to, co jest z nią zgod­ne.
PIĄTEK
Iz 38,1–6.21–22.7–8; Mt 12,1–8
Sło­wo Boże: Albo nie czy­ta­li­ście w Pra­wie, że w dzień sza­ba­tu kapła­ni naru­sza­ją w świą­ty­ni spo­czy­nek sza­ba­tu, a są bez winy? Oto powia­dam wam: Tu jest coś więk­sze­go niż świą­ty­nia. Gdy­by­ście zro­zu­mie­li, co zna­czy: „Chcę raczej miło­sier­dzia niż ofia­ry”, nie potę­pia­li­by­ście nie­win­nych. Cen­na jest ofia­ra. Cen­niej­sze jed­nak miło­sier­dzie. Potrzeb­ny jest prze­pis. Sztu­ką jest umieć prze­kro­czyć prze­pis. Rze­czą chwa­leb­ną jest naśla­do­wać wiel­kich. Ale czymś napraw­dę wiel­kim jest odna­leźć wła­sną dro­gę. Ewan­ge­lia nie jest krę­pu­ją­cym prze­pi­sem, goto­wą recep­tą czy nada­ją­cym się do wie­lo­krot­ne­go powta­rza­nia sche­ma­tem. Ewan­ge­lia jest twór­czo­ścią, a ta potrze­bu­je wol­no­ści.
Modli­twa dnia: Wszech­mo­gą­cy, wiecz­ny Boże, Ty dałeś świę­te­mu Szy­mo­no­wi łaskę gło­sze­nia Ewan­ge­lii, spraw, aby­śmy posłusz­ni jej naka­zom, peł­ni­li Two­ją wolę i doszli do ojczy­zny nie­bie­skiej.
SOBOTA
Mi 2,1–5; Mt 12,14–21
Sło­wo Boże: Tak mia­ło się speł­nić sło­wo pro­ro­ka Iza­ja­sza: „Oto mój Słu­ga, któ­re­go wybra­łem, umi­ło­wa­ny mój, w któ­rym moje ser­ce ma upodo­ba­nie. Poło­żę ducha moje­go na Nim, a On zapo­wie pra­wo naro­dom. Nie będzie się spie­rał ani krzy­czał, i nikt nie usły­szy na uli­cach Jego gło­su”. Jezus nosi w sobie sło­wo pro­ro­ka. Wie, że sło­wo to w Nim sta­je się rze­czy­wi­sto­ścią. Ale nie jest to prze­zna­cze­nie. Nie jest to rów­nież wyż­sza koniecz­ność, wobec któ­rej nie moż­na się wyco­fać. Sło­wo pro­ro­ka jest zapew­nie­niem o miło­ści Ojca. Jest wezwa­niem, by Syn miło­wał tak­że. W miło­ści spo­ty­ka­ją się zamiar i speł­nie­nie – Ojciec i Syn. Bez przy­mu­sza­nia. W wol­no­ści. Tak współ­dzia­łać może tyl­ko miłość.
Modli­twa dnia: Boże, Ty uka­zu­jesz błą­dzą­cym świa­tło Two­jej praw­dy, aby mogli wró­cić na dro­gę spra­wie­dli­wo­ści, spraw, niech odrzu­cą wszyst­ko, co się sprze­ci­wia tej god­no­ści, a zabie­ga­ją o to, co jest z nią zgod­ne.