Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Pieniądz w Ewangelii (2)

Z trzosem i bez trzosa

Ks. Edward Sta­niek

Jezus po odpo­wied­nim przy­go­to­wa­niu wysy­łał Dwu­na­stu uczniów na prak­ty­kę, wyzna­cza­jąc ich po dwóch, aby dla Nie­go przy­go­to­wa­li teren. On chciał, aby w mia­stach, wio­skach i osie­dlach poin­for­mo­wa­no o Nim, by roz­po­zna­no teren i usta­lo­no u kogo On i Jego ucznio­wie mogą się zatrzy­mać. Zna­mien­ne są wyma­ga­nia, jakie wów­czas sta­wia Apo­sto­łom: Nie zdo­by­waj­cie zło­ta ani sre­bra, ani mie­dzi do swych trzo­sów. Nie bierz­cie na dro­gę tor­by ani dwóch sukien, ani san­da­łów, ani laski. Wart jest bowiem robot­nik swej stra­wy (Mt 10,9–10). Jest to świet­ny test na roz­po­zna­nie stop­nia samo­dziel­no­ści i odpo­wie­dzial­no­ści uczniów. Jezus wysy­ła ich bez pie­nię­dzy, a nawet nie pozwa­la nic zapa­so­we­go wziąć na dro­gę. Mają udo­wod­nić, że potra­fią żyć nie mając ani gro­sza. Jeśli komuś zale­ży na samo­wy­cho­wa­niu do samo­dziel­no­ści, taki egza­min jest koniecz­ny. Do dnia dzi­siej­sze­go ten test jest sto­so­wa­ny w szko­łach biz­ne­su na wyso­kim pozio­mie. Stu­den­ci otrzy­mu­ją zada­nia na tydzień, cza­sem na mie­siąc i nie dosta­ją ani gro­sza nawet na podróż. Zosta­ją póź­niej roz­li­cze­ni i ten test sta­no­wi waż­ne sito. Kogo nie stać na samo­dziel­ność, ten odpa­da. Tak było w szko­le Jezu­sa i wia­do­mo, że On uczniów roz­li­czał z wyko­na­ne­go zada­nia. Oni zaś byli zdu­mie­ni, w jakim stop­niu uda­ło się im zada­nia wyko­nać i cze­go przy tej oka­zji się nauczy­li. Był to jed­nak tyl­ko test, któ­ry jest wpi­sa­ny w Ewan­ge­lię, i ten kto chce posia­dać praw­dzi­wą mądrość takie testy prze­cho­dzi, nawet ich nie pla­nu­jąc. Opatrz­ność bowiem chce mieć ludzi samo­dziel­nych i odpo­wie­dzial­nych, i taką dro­gą ich pro­wa­dzi. Taki test jest potrzeb­ny w rodzin­nym domu. Kto koń­czy lat osiem­na­ście winien w cza­sie waka­cji zaro­bić, przy­naj­mniej pew­ne pie­nią­dze, na kolej­ny rok zma­gań w szko­le. Wła­sne pie­nią­dze to prze­strzeń wol­no­ści, któ­ra win­na nie­ustan­nie wzra­stać. Ten test doj­rza­ło­ści win­ni cenić rodzi­ce. Bez nie­go dzie­ci, któ­re mają lat dwa­dzie­ścia pięć żyją jesz­cze z kie­sze­ni rodzi­ców, a to świad­czy o niskim pozio­mie ich odpo­wie­dzial­no­ści i samo­dziel­no­ści. Dla ewan­ge­licz­ne­go spoj­rze­nia na trzos, czy­li wła­sną port­mo­net­kę lub port­fel, waż­ne jest jed­nak odczy­ta­nie dru­gie­go tek­stu, któ­rym są sło­wa Jezu­sa wypo­wie­dzia­ne w Wie­czer­ni­ku tuż przed męką. Zano­to­wał je św. Łukasz: I rzekł do nich: „Czy brak wam było cze­go, kie­dy was posy­ła­łem bez trzo­sa, bez tor­by i bez san­da­łów?”. Oni odpo­wie­dzie­li: „Nicze­go”. Lecz teraz – mówił dalej – kto ma trzos, niech go weź­mie; tak samo tor­bę; a kto nie ma niech sprze­da swój płaszcz i kupi miecz! Albo­wiem powia­dam wam: To, co jest napi­sa­ne, musi się speł­nić na Mnie: „Zali­czo­ny został do zło­czyń­ców”. To bowiem, co się do Mnie odno­si, dobie­ga kre­su (Łk 22,35–37). Jezus wysy­ła uczniów na ostry front. To już nie jest prak­ty­ka, to jest kon­fron­ta­cja z życiem, a w niej jest potrzeb­ny trzos, czy­li wła­sne pie­nią­dze. Ponie­waż jest to ostry front, Jezus pole­ca sprze­dać płaszcz, któ­ry w Ewan­ge­lii jest trak­to­wa­ny jako mini dom, czy­li to, co jest koniecz­ne do prze­ży­cia tak chło­du, jak i upa­łu. Na ostrym fron­cie jest potrzeb­ny miecz. Ewan­ge­lia to wal­ka, a w tej wal­ce uczci­wie zapra­co­wa­ne wła­sne pie­nią­dze są potrzeb­ne, czę­sto nie tyle na życie, ale na miecz. Ubó­stwo ewan­ge­licz­ne nie pole­ga na pustym trzo­sie, ale na mądrym jego wyko­rzy­sta­niu. Dziś Kościół winien umieć posłu­gi­wać się trzo­sem, jaki posia­da, i winien umieć zamie­nić wszyst­ko, co ma, na miecz, bo Ewan­ge­lia to wal­ka. Traf­ne jest przy­sło­wie: Wal­ka za nami, i wal­ka przed nami.