Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Monte Cassino

Niezłomna wola pełnej niepodległości

Ojciec Świę­ty Jan Paweł II pod­czas jed­nej z wizyt na Mon­te Cas­si­no

Trzy­dzie­ści pięć lat temu zakoń­czy­ła się bitwa o Mon­te Cas­si­no, jed­na z tych, któ­re zade­cy­do­wa­ły o losach ostat­niej woj­ny. Dla nas, któ­rzy wów­czas, w 1944 roku, prze­ży­wa­li­śmy strasz­li­we nasi­le­nie pre­sji oku­pa­cyj­nej, dla Pol­ski, któ­ra znaj­do­wa­ła się w przeded­niu Powsta­nia War­szaw­skie­go, bitwa ta była nowym potwier­dze­niem owej nie­złom­nej woli życia, dąże­nia do peł­nej nie­pod­le­gło­ści Ojczy­zny, któ­re nie opusz­cza­ły nas ani na chwi­lę. Na Mon­te Cas­si­no wal­czył żoł­nierz pol­ski, tu ginął, tu prze­le­wał swo­ją krew z myślą o Ojczyź­nie, któ­ra dla nas tak bar­dzo umi­ło­wa­ną jest Mat­ką wła­śnie dla­te­go, że miłość do niej tyle doma­ga się ofiar i wyrze­czeń. Nie moją jest rze­czą wypo­wia­dać się na temat zna­cze­nia samej bitwy, na temat osią­gnięć żoł­nie­rza pol­skie­go tu, na tych ska­li­stych zbo­czach. Miesz­kań­cy tego pięk­ne­go kra­ju – Ita­lii – pamię­ta­ją, że żoł­nierz ten, tą jak­że dale­ką i okręż­ną dro­gą, szedł do Pol­ski: „Z zie­mi wło­skiej do Pol­ski…”, jak nie­gdyś Legio­ny Dąbrow­skie­go. Kie­ro­wa­ła nim ta świa­do­mość słusz­nej spra­wy. Bo prze­cież taką wła­śnie słusz­ną spra­wą było i nie prze­sta­je nigdy być pra­wo naro­du do ist­nie­nia, do nie­pod­le­głe­go bytu, do życia spo­łecz­ne­go w duchu wła­snych prze­ko­nań, naro­do­wych i reli­gij­nych tra­dy­cji, do suwe­ren­no­ści wła­sne­go pań­stwa. To pra­wo naro­du pogwał­co­ne pod­czas ponad sto lat trwa­ją­cych roz­bio­rów, zosta­ło bru­tal­nie pogwał­co­ne i zagro­żo­ne na nowo we wrze­śniu 1939 roku. I oto przez cały ten czas, od l wrze­śnia aż do Mon­te Cas­si­no, ten żoł­nierz szedł tylo­ma dro­ga­mi, zapa­trzo­ny w Bożą Opatrz­ność i dzie­jo­wą spra­wie­dli­wość, z wize­run­kiem Mat­ki Jasno­gór­skiej w oczach… szedł i zno­wu wal­czył, jak poprzed­nie poko­le­nie, „za wol­ność naszą i waszą”. Dzi­siaj, sto­jąc tu na tym miej­scu, na Mon­te Cas­si­no, pra­gnę być słu­gą i wyra­zi­cie­lem tego ładu życia ludz­kie­go, spo­łecz­ne­go, mię­dzy­na­ro­do­we­go, któ­re budu­je się na spra­wie­dli­wo­ści i miło­ści – wedle wska­zań Chry­stu­so­wej Ewan­ge­lii. I wła­śnie dla­te­go odczu­wam wspól­nie z wami wszyst­ki­mi, któ­rzy tutaj trzy­dzie­ści pięć lat temu wal­czy­li­ście – moral­ną wymo­wę tej wal­ki. Odczu­wam ją razem z wami, Dro­dzy Roda­cy, a rów­no­cze­śnie razem z wszyst­ki­mi, któ­rzy tutaj spo­czy­wa­ją: wasi towa­rzy­sze bro­ni. Wszy­scy, od naczel­ne­go dowód­cy i bisku­pa polo­we­go poczy­na­jąc. Wszy­scy – aż do naj­młod­sze­go ran­gą sze­re­gow­ca. Wie­le razy cho­dzi­łem po tym cmen­ta­rzu. Czy­ta­łem wypi­sa­ne na gro­bach napi­sy, świad­czą­ce o każ­dym z tych, któ­rzy tu pole­gli, o dniu i miej­scu uro­dze­nia. Te napi­sy odtwa­rza­ły w oczach mojej duszy kształt Ojczy­zny, tej, w któ­rej się uro­dzi­łem. Te napi­sy z tylo­ma miej­sca­mi zie­mi pol­skiej, ze wszyst­kich stron, od wscho­du do zacho­du i od połu­dnia ku pół­no­cy – nie prze­sta­ją wołać tu, w samym ser­cu Euro­py, u pod­nó­ża opac­twa, któ­re pamię­ta cza­sy świę­te­go Bene­dyk­ta – nie prze­sta­je wołać tak, jak woła­ły ser­ca wal­czą­cych tu żoł­nie­rzy: Boże, coś Pol­skę przez tak licz­ne wie­ki.