Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Monte Cassino

Czy widzisz te gruzy na szczycie?

Kape­lan o. Adam Stu­dziń­ski wspo­mi­nał po bitwie: „Za Gar­dzie­lą teren się roz­sze­rzał. Cały pokry­ty był czer­wo­ny­mi maka­mi, któ­rych wszę­dzie było peł­no. Gęsto sku­pio­ne leje po wybu­chach poci­sków armat­nich i moź­dzie­rzo­wych i porzu­co­ne wra­ki czoł­gów ame­ry­kań­skich, przy któ­rych jesz­cze leża­ły czar­ne tru­py ich spa­lo­nych załóg, świad­czy­ły, że po tej pięk­nej łącz­ce pło­ną­cej w tej chwi­li czer­wie­nią maków, prze­cha­dza­ła się śmierć i po swo­je­mu nisz­czy­ła życie. Czer­wo­ne maki w takiej sytu­acji były jakimś ana­chro­ni­zmem – albo nie­od­par­tym woła­niem życia, któ­re wszyst­ko prze­zwy­cię­ża, podob­nie jak ten śpiew po krza­kach na wzgó­rzach Mon­te Cas­si­no roz­licz­nych sło­wi­ków, któ­ry aż draż­nił czło­wie­ka, gdyż był nie w porę, nie­od­po­wied­ni do ogól­ne­go nastro­ju, jak­by zgrzy­tem w melo­dii woj­ny, któ­ra od rado­ści ucie­ka bo kar­mi się lękiem, roz­dzie­ra­ją­cym woła­niem ran­ne­go o pomoc i syci się śmier­cią i podob­nie jak sło­wi­ki, któ­re prze­ry­wa­ły swo­ją pieśń życia tyl­ko na chwi­lę, gdy w bez­po­śred­niej bli­sko­ści od nich padł w krza­ki pocisk, ale zaraz potem, zra­zu nie­śmia­ło, jak­by na pró­bę pocmo­ku­jąc, zno­wu nuci­ły ją z tym więk­szą siłą na nowo, tak i maki, gdzie tyl­ko mogły tam rosły, wal­cząc o swo­je pra­wo do życia na każ­dej pię­dzi zie­mi, mimo że czło­wiek je dep­tał, nie zwra­cał na nie uwa­gi i wyry­wał z korze­nia­mi przez swo­je poci­ski”. Zbo­cza wzgórz „tonę­ły w powo­dzi czer­wo­nych maków”, jak wspo­mi­nał pra­wie każ­dy, tak­że gene­rał Anders. Te czer­wo­ne maki na Mon­te Cas­si­no sta­ły się sym­bo­lem pol­skiej wal­ki i zwy­cię­stwa – może naj­bar­dziej za spra­wą Felik­sa Konar­skie­go i jego pie­śni. Zna­ny już przed woj­ną autor rewio­wych prze­bo­jów, uży­wa­ją­cy pseu­do­ni­mu „Ref-Ren”, w cza­sie bitwy, podob­nie jak inni arty­ści z tzw. Pol­skiej Para­dy, wystę­pu­ją­cy dla żoł­nie­rzy II Kor­pu­su, prze­by­wał nie­da­le­ko Cas­si­no, w Cam­po­bas­so. Owej nocy z 17 na 18 maja, jak sam wspo­mi­nał, nie mógł spać. „Co chwi­lę zbli­ża­łem się do okna i patrzy­łem na dale­kie bły­ski arty­le­ryj­skie­go ognia. Oni tam biją się o klasz­tor. Tam roz­war­ło się praw­dzi­we pie­kło” i od razu w gło­wie same uło­ży­ły mu się sło­wa – „Czy widzisz te gru­zy na szczy­cie? Musi­cie! Musi­cie!! Musi­cie!!!”. Nad ranem miał już goto­we zwrot­ki z refre­nem. Pobiegł wte­dy do kom­po­zy­to­ra Alfre­da Schüt­za, któ­re­go melo­die śpie­wa­ły takie sła­wy jak Ordon­ka, Bodo czy Fogg. „Ref-Ren” był „zdy­sza­ny, zde­ner­wo­wa­ny. Powie­dział: Fre­dziu, napi­sa­łem tekst… Zaraz musisz siąść i napi­sać do nie­go muzy­kę. Prze­czy­ta­łem ten tekst raz i dru­gi, i prze­szły mnie ciar­ki” – wspo­mi­nał Schütz, któ­ry pra­wie natych­miast wyko­nał zada­nie – skom­po­no­wał melo­dię i roz­pi­sał na orkie­strę. Pierw­szym wyko­naw­cą pie­śni miał być Gwi­don Boruc­ki (właśc. Got­tlieb), arty­sta „Cyru­li­ka War­szaw­skie­go”, po stu­diach w Wyż­szej Szko­le Han­dlu Zagra­nicz­ne­go. Naza­jutrz w kwa­te­rze gen. Ander­sa w Cam­po­bas­so, na uro­czy­stej aka­de­mii dla uczcze­nia zwy­cię­stwa, gdy Boruc­ki z towa­rzy­sze­niem czter­dzie­sto­oso­bo­wej orkie­stry zaśpie­wał po raz pierw­szy „Czer­wo­ne maki”, pła­ka­li wszy­scy arty­ści i żoł­nie­rze. „Doko­ła zry­ta zie­mia, kiku­ty drzew, rumo­wi­ska i dalej, jak okiem się­gnąć, kwi­tły czer­wo­ne maki” – wspo­mi­nał Boruc­ki.