Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Monte Cassino

Duszę swą dać za braci

Dziś bar­dziej niż kie­dy­kol­wiek rozu­mie­my Chry­stu­so­wą zapo­wiedź: „smu­tek wasz w radość
się obró­ci”. Nie­kie­dy bowiem nad życiem ludz­kim gro­ma­dzi się tak potwor­na czar­na chmu­ra męki, cier­pie­nia, bólu, gro­zy i trwo­gi, że zda­wa­ło­by się w tym nagro­ma­dze­niu już trze­ba utra­cić wszel­ką nadzie­ję i nie ma moż­no­ści oglą­dać dni dobrych. To są momen­ty strasz­ne, bole­sne. I zda­wa­ło­by się, że z jakąś kosmicz­ną siłą zdol­ne są zetrzeć nie tyl­ko życie z obli­cza zie­mi, co wię­cej, uni­ce­stwić nie­mal samą ludz­ką oso­bo­wość. I w takich cza­sach, bez­na­dziej­nych i trud­nych, zawsze jest rze­czą dobrą, poży­tecz­ną, wspa­nia­łą pomy­śleć o Chry­stu­so­wym: „smu­tek wasz w radość się obró­ci”.

Klasz­tor na Mon­te Cas­si­no i Pol­ski Cmen­tarz Wojen­ny

Takie momen­ty prze­ży­wa­ło Mon­te Cas­si­no gdy nad nim nagro­ma­dzi­ły się jakieś prze­dziw­ne moce. Jeste­śmy skłon­ni sły­szeć tyl­ko te roz­gło­śne moce, te potwor­ne po pro­stu eks­plo­zje i wybu­chy. To nagro­ma­dze­nie sił sobie prze­ciw­nych dostrze­gal­nych, widzial­nych okiem ludz­kim i budzą­cych gro­zę, ale zda­je się, że Mon­te Cas­si­no trze­ba oce­niać w innym wymia­rze. Nie tyle może tych sił fizycz­nych dzia­ła­ją­cych na oko, na ucho ludz­kie wstrzą­sa­ją­cych sumie­niem czło­wie­ka i może jesz­cze bar­dziej instynk­tem zacho­waw­czym wła­sne­go życia. Tu szło o coś wię­cej.
Mon­te Cas­si­no – sym­bol Euro­py chrze­ści­jań­skiej
Wal­ka o Mon­te Cas­si­no to była bodaj wal­ka o jakieś wyż­sze i szczyt­niej­sze war­to­ści, któ­re trze­ba ura­to­wać dla rodzi­ny ludz­kiej. Pamię­taj­my, że to była dro­ga na Rzym, a więc na Mia­sto Wiecz­ne, a więc na sto­li­cę chrze­ści­jań­skiej kul­tu­ry i trze­ba było po dro­dze oku­pić, i to krwa­wo oku­pić tę dro­gę do wol­no­ści do kul­tu­ry chrze­ści­jań­skiej, by zacho­wać ją dla przy­szłych cza­sów i przy­szłych wie­ków. Bo Mon­te Cas­si­no zawsze było sym­bo­lem dla kul­tu­ry chrze­ści­jań­skiej i dla Euro­py chrze­ści­jań­skiej. (…) Odbu­do­wa­nie Mon­te Cas­si­no to jest nie tyl­ko odno­wie­nie murów, to jest przede wszyst­kim odno­wa tych war­to­ści, w imię któ­rych Euro­pa sta­wa­ła się chrze­ści­jań­ska, a więc wraż­li­wa na dobro Ewan­ge­lii, na Ewan­ge­lię poko­ju, Ewan­ge­lię miło­ści i rado­ści, Bożych rado­ści. Byłem mło­dym jesz­cze księ­dzem, gdy w roku 1930 po raz pierw­szy w dniu 2 lute­go byłem tutaj i błą­dzi­łem po tych kata­kum­bach, urze­czo­ny samy­mi napi­sa­mi, któ­re prze­ko­pio­wa­łem z tych ścian do swo­je­go notat­ni­ka.
Ileż nie­zwy­kłej wol­no­ści ducha dają te wszyst­kie mak­sy­my, te wspa­nia­łe napi­sy, któ­re wyro­sły z bene­dyk­tyń­skiej ducho­wo­ści, było więc o co wal­czyć. I dla­te­go też w obli­czu takich war­to­ści moż­na było o wszyst­kim zapo­mnieć, o sobie zapo­mnieć, a prze­jąć się Chry­stu­so­wym: nie masz więk­szej miło­ści nad tę, gdy ktoś duszę swo­ją daje za bra­ci. Zda­je się, że tym ide­ałom słu­ży­ły sze­re­gi tych ludzi, któ­re się ście­ra­ły o twar­de kamie­nie wzgó­rza Mon­te Cas­si­no, jak gdy­by wszy­scy zapra­gnę­li, ci żoł­nie­rze wspi­na­ją­cy się z upo­rem na twar­de ska­ły, jak gdy­by zapo­mnie­li o sobie, zapo­mnie­li o war­to­ściach oso­by ludz­kiej, by rato­wać, by zdo­by­wać to, co dla przy­szłych poko­leń jest nie­zbęd­ne: pokój Boży, radość Boża, miłość Boża i duch ofia­ry. (…)
Dro­ga ku szczyt­nym ide­ałom
Monu­ment św. Bene­dyk­ta ojca i patro­na Euro­py przed klasz­to­rem na Mon­te Cas­si­no

I pol­scy żoł­nie­rze tedy szli do swo­ich szczyt­nych ide­ałów. I oni rów­nież zda się zapo­mnie­li o tym kto tu wróg, kto przy­ja­ciel, bo w imię tego chy­ba moż­na by się zdo­być na tak potęż­ne, olbrzy­mie poświę­ce­nie, sza­leń­cze boha­ter­stwo. Tu szło chy­ba o coś wię­cej. Tu szło o to, aże­by Ojczyź­nie zagwa­ran­to­wać te ide­ały, któ­rych nie­ja­ko upo­sta­cio­wa­niem i szczy­tem, i ide­ałem było to wzgó­rze Mon­te Cas­si­no, z któ­re­go przy­świe­cał Euro­pie Pater Euro­pae – św. Bene­dykt. I może nie wszy­scy z tych ludzi tak wznio­sły­mi kate­go­ria­mi myśle­li, ale wszy­scy, któ­rzy życie swo­je tutaj odda­wa­li, wszy­scy na pew­no mie­li przed oczy­ma, że nie masz więk­szej miło­ści nad tę, gdy ktoś duszę swo­ją daje za bra­ci. A prze­cież to byli ludzie, któ­rych ide­ałem była za wszel­ką cenę wol­ność i w imię tej wol­no­ści odda­wa­li swo­je życie. Z jak wiel­kim sza­cun­kiem trze­ba sta­nąć wobec tej olbrzy­miej ofia­ry, jak trze­ba oględ­nie i ostroż­nie z wiel­ką czcią oce­niać te zma­ga­nia się. I to zda się sza­leń­stwo bez nadziei. I ta moc ofia­ry i poświę­ce­nia już pozo­sta­nie, nie tyle w kar­tach wojen ile w kar­tach zma­gań o kul­tu­rę ludz­ką, o kul­tu­rę chrze­ści­jań­ską, o kul­tu­rę dzie­ci Bożych, o kul­tu­rę oso­by ludz­kiej, któ­rą tak wspa­nia­le przed­sta­wił w swo­jej ency­kli­ce „Pacem in ter­ris” papież Jan XXIII (…) My przy­szli­śmy tu, żeby uczyć się potę­gi ofia­ry, żeby zapra­gnąć tej umie­jęt­no­ści odda­wa­nia wszyst­kie­go za bra­ci. „Bo więk­szej miło­ści nad tę nie ma, jak dać duszę swą za bra­ci”. I to zawsze będzie ide­ałem kul­tu­ry chrze­ści­jań­skiej. To nie zna­czy oddać bra­ci, to nie zna­czy wydać bra­ci, to nie zna­czy zwy­cię­żyć bra­ci, to nie zna­czy ich uni­ce­stwić, to nie zna­czy spra­wić by ich nie było. Nie, to zna­czy sie­bie im oddać, to zna­czy sie­bie za nich oddać, to zna­czy się ich tak usza­no­wać, aże­by może nawet o sobie zapo­mnieć, byle by tyl­ko oka­za­ła się ta więk­sza jesz­cze miłość, któ­rej świa­tu, któ­rej kul­tu­rze zachod­niej, któ­rej kul­tu­rze całej ludz­ko­ści, całe­go glo­bu ziem­skie­go, tak bar­dzo dzi­siaj potrze­ba. (…)
Upa­dli pod krzy­żem, ale jest nadzie­ja
Dro­dzy moi, oni upa­dli pod cię­ża­rem krzy­ża, któ­ry nie­śli na to wzgó­rze, ale jest nadzie­ja. (…) Na tych murach, gdy zglisz­cza już tyl­ko pozo­sta­ły i dymy, zawisł sztan­dar zwy­cię­stwa. To był sztan­dar żoł­nie­rzy pol­skich. Tak Bóg chciał, aże­by to był sztan­dar pol­skich żoł­nie­rzy. Ten bia­ło-ama­ran­to­wy. Jak gdy­by na znak wie­lu ludom, że Pola­cy umie­ją dla przy­szło­ści wie­le poświę­cić. Ich boha­ter­stwo nie da się opi­sać. (…) Dzień, w któ­rym sztan­dar żoł­nie­rzy pol­skich zwi­snął jako znak poko­ju, zwi­snął z murów dymią­cych opac­twa Mon­te Cas­si­no. Wte­dy już ten sztan­dar powie­dział żoł­nie­rzom wal­czą­cym i może Euro­pie całej: smu­tek wasz w radość się zamie­ni. I oto się sta­ło i była ta radość, a myśmy tu przy­szli jako świad­ko­wie nie­ja­ko tej rado­ści, jako ci, któ­rych te sztan­da­ry też pro­wa­dzi­ły w wia­ry nowe tysiąc­le­cie, w Sacrum Polo­niae Mil­len­nium. Na pro­gu tych naszych prze­żyć naro­do­wych potrzeb­ne nam są wiel­kie zna­ki. I one były i w powstań­czej War­sza­wie, i w wal­kach Pol­ski pod­ziem­nej, i w tych licz­nych armiach, któ­re kro­czy­ły poprzez Euro­pę, i w tych czer­wo­nych makach z Mon­te Cas­si­no. Te zna­ki były potrzeb­ne jako dowód, że naj­wspa­nial­szym pro­gra­mem Naro­du będzie zawsze dać duszę swą za bra­ci. I to jest pro­gram, i moral­ny, i reli­gij­ny, i spo­łecz­ny, i eko­no­micz­ny, poli­tycz­ny i mili­tar­ny, mię­dzy­na­ro­do­wy. Wszyst­kim, Euro­pie tu, z sie­dzi­by Ojca Euro­py, trze­ba to powie­dzieć, co Chry­stus powie­dział: duszę swą dać za bra­ci

Frag­men­ty prze­mó­wie­nia Pry­ma­sa Pol­ski ks. kar­dy­na­ła Ste­fa­na Wyszyń­skie­go – wygło­szo­ne do zgro­ma­dzo­nych na Mon­te Cas­si­no 2 listo­pa­da 1964 roku (tytuł i śród­ty­tu­ły od redak­cji)