Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Tydzień liturgiczny

DWUDZIESTY SIÓDMY TYDZIEŃ ZWYKŁY 6–11 X 2014

Ga 1,6–12; Łk 10,25–37
Sło­wo Boże: Pewien czło­wiek scho­dził z Jero­zo­li­my do Jery­cha i wpadł w ręce zbój­ców. Ci nie tyl­ko, że go obdar­li, lecz jesz­cze rany mu zada­li… Przy­pad­kiem prze­cho­dził tą dro­gą pewien kapłan; zoba­czył go i minął… Wzru­sze­nie Sama­ry­ta­ni­na to głę­bo­kie poru­sze­nie ser­ca, któ­re spra­wia, że czło­wiek odważ­nie postę­pu­je za gło­sem sumie­nia. Być może prze­moż­ny strach przed zbój­ca­mi mógł­by być uspra­wie­dli­wie­niem dla lewi­ty i kapła­na. Ale strach, któ­ry para­li­żu­je i nie pozwa­la pomóc cier­pią­ce­mu, to świa­dec­two małej wia­ry. Oto ich wina. A skut­ki małej wia­ry zawsze będą cię­ża­rem. Modli­twa dnia: Boże, Ty powo­ła­łeś świę­te­go Bru­no­na do słu­że­nia Tobie w samot­no­ści, przez jego wsta­wien­nic­two udziel nam łaski, aby­śmy wśród roz­pro­szeń życia codzien­ne­go zacho­wa­li zjed­no­cze­nie z Tobą.
WTOREK
Dz 1,12–14; Łk 1,26–38
WSPOMNIENIE NMP RÓŻAŃCOWEJ
Sło­wo Boże: „Nie bój się, Mary­jo, zna­la­złaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i poro­dzisz Syna, któ­re­mu nadasz imię Jezus. Będzie On wiel­ki i będzie nazwa­ny Synem Naj­wyż­sze­go, a Pan Bóg da Mu tron Jego pra­oj­ca, Dawi­da. Będzie pano­wał nad domem Jaku­ba na wie­ki, a Jego pano­wa­niu nie będzie koń­ca. „Bądź pozdro­wio­na, Pan z Tobą, bło­go­sła­wio­na jesteś…” – to było total­ne zasko­cze­nie. Mary­ja roz­wa­ża­ła sens tego, co usły­sza­ła. I z wyja­śnie­niem pospie­szył anioł, to zna­czy sam Bóg. Bo On sam mówi i sam wyja­śnia. Jeśli­by­śmy zaczę­li wyja­śniać według wła­sne­go pomy­słu, gro­zi nam błą­dze­nie. Jeśli popro­si­my o wyja­śnie­nie i na nie pocze­ka­my, unik­nie­my pochop­nych decy­zji.
Modli­twa dnia: Boże, Twój Syn przez swo­je życie, śmierć i zmar­twych­wsta­nie wysłu­żył nam wiecz­ne zba­wie­nie, spraw, aby­śmy roz­wa­ża­jąc te tajem­ni­ce w różań­cu Naj­święt­szej Maryi Pan­ny, według nich kształ­to­wa­li swo­je życie i osią­gnę­li to, co one obie­cu­ją.
ŚRODA
Ga 2,1–2.7–14; Łk 11,1–4
Sło­wo Boże: A On rzekł do nich: „Kie­dy się modli­cie, mów­cie: Ojcze, święć się imię Two­je, przyjdź kró­le­stwo Two­je. Chle­ba nasze­go powsze­dnie­go daj nam dzi­siaj i prze­bacz nam nasze grze­chy, bo i my prze­ba­cza­my każ­de­mu, kto nam zawi­ni; i nie dopuść, byśmy ule­gli poku­sie”. Modli­twę Ojcze nasz moż­na uznać za chrze­ści­jań­ski doku­ment toż­sa­mo­ści. Cześć wobec Ojca w nie­bie, zatro­ska­nie o Jego kró­le­stwo – Kościół, roz­sąd­ne zaan­ga­żo­wa­nie w życie tu, na zie­mi, umie­jęt­ność przy­zna­nia się do błę­dów i zdol­ność wyba­cza­nia wino­waj­com, a wresz­cie zaufa­nie wobec Boga – to pro­sty i peł­ny pro­gram nasze­go życia. A prze­ka­zał go nam sam Jezus.
Modli­twa dnia: Wszech­mo­gą­cy, wiecz­ny Boże, Two­ja hoj­ność prze­wyż­sza zasłu­gi i pra­gnie­nia modlą­cych się do Cie­bie; okaż nam swo­je miło­sier­dzie, odpuść grze­chy, któ­re nie­po­ko­ją nasze sumie­nia, i udziel nam rów­nież tego, o co nie ośmie­la­my się pro­sić.
CZWARTEK
Ga 3,1–5; Łk 11,5–13
Sło­wo Boże: Każ­dy bowiem kto pro­si, otrzy­mu­je; kto szu­ka, znaj­dzie, a koła­czą­ce­mu otwo­rzą. Jeże­li któ­re­go z was, ojców, syn popro­si o chleb, czy poda mu kamień?… Jeśli więc wy, choć źli jeste­ście, umie­cie dawać dobre dary swo­im dzie­ciom, o ileż bar­dziej Ojciec z nie­ba da Ducha Świę­te­go tym, któ­rzy Go pro­szą. Bóg oka­zu­je nam miło­sier­dzie w wie­lo­ra­ki spo­sób, odpo­wia­da­jąc na nasze potrze­by, ale naj­moc­niej wów­czas, gdy udzie­la nam swe­go Ducha. Być może pro­si­my o wie­le rze­czy – naszym zda­niem – waż­nych, a zda­rza się nam zapo­mnieć, że proś­ba o dar Ducha Świę­te­go jest pod­sta­wo­wą, bo On, Duch Boży, chce być naj­bar­dziej wewnętrz­nym natchnie­niem naszych myśli i pra­gnień.
Modli­twa dnia: Boże, T y o kry­łeś chwa­łą poko­ry bło­go­sła­wio­ne­go Win­cen­te­go, bisku­pa, któ­ry porzu­cił zaszczy­ty świa­ta, spraw, aby­śmy naśla­du­jąc tak wiel­ką cno­tę, zasłu­ży­li na udział w życiu wiecz­nym.
PIĄTEK
Ga 3,7–14; Łk 11,15–26
Sło­wo Boże: Lecz jeśli Ja przez Bel­ze­bu­ba wyrzu­cam złe duchy, to przez kogo je wyrzu­ca­ją wasi syno­wie? Dla­te­go oni będą waszy­mi sędzia­mi. A jeśli Ja pal­cem Bożym wyrzu­cam złe duchy, to istot­nie przy­szło już do was kró­le­stwo Boże. Jed­na z trud­niej­szych sytu­acji, z jaką spo­tkał się Syn Boży, to prze­wrot­ność ludz­kie­go ser­ca. Tu pomy­sło­wość nasza nie zna gra­nic. By uza­sad­nić wygod­ne dla sie­bie twier­dze­nia, może­my prze­kro­czyć gra­ni­cę zdro­we­go roz­sąd­ku, a nawet absur­du. A dowo­dem wystar­cza­ją­cym mogą być gło­szo­ne dziś poglą­dy w spra­wach ety­ki mał­żeń­skiej. Bez koń­ca powta­rza­ny absurd spra­wia, że tra­ci­my zdro­we roze­zna­nie (przy­kład: „mał­żeń­stwa” jed­no­pł­cio­we).
Modli­twa dnia: Boże, nasz Ojcze, Ty obda­rzy­łeś bło­go­sła­wio­ną Marię Ange­lę żywą wia­rą i bez­gra­nicz­ną miło­ścią, by mogła wier­nie speł­niać Two­ją wolę, spraw, aby­śmy umoc­nie­ni jej modli­twą i przy­kła­dem, z rado­ścią szu­ka­li tego, co się Tobie podo­ba i żyli zgod­nie z Two­ją wolą.
SOBOTA
Ga 3,22–29; Łk 11,27–28
Sło­wo Boże: Gdy Jezus mówił do tłu­mów, jakaś kobie­ta z tłu­mu gło­śno zawo­ła­ła do Nie­go: „Bło­go­sła­wio­ne łono, któ­re Cię nosi­ło, i pier­si, któ­re ssa­łeś”. Lecz On rzekł: „Owszem, ale rów­nież bło­go­sła­wie­ni ci, któ­rzy słu­cha­ją sło­wa Boże­go i zacho­wu­ją je”. Naj­pierw usły­szeć. Zna­czy to modlić się o łaskę, by nie prze­ga­pić tych wie­lu chwil nasze­go życia, gdy Bóg mówi w sytu­acjach zwy­czaj­nych i tych zupeł­nie nie­ocze­ki­wa­nych. Zacho­wy­wać sło­wo Boże zna­czy nosić je w ser­cu. Bo jak dobrze zaopa­trzo­ny dom może przy­jąć nie­ocze­ki­wa­nych gości, tak zacho­wa­ne w ser­cu sło­wo pozwo­li nam roz­wią­zać zaska­ku­ją­cą sytu­ację.
Modli­twa dnia: Wszech­mo­gą­cy, wiecz­ny Boże, Two­ja hoj­ność prze­wyż­sza zasłu­gi i pra­gnie­nia modlą­cych się do Cie­bie; okaż nam swo­je miło­sier­dzie, odpuść grze­chy, któ­re nie­po­ko­ją nasze sumie­nia, i udziel nam rów­nież tego, o co nie ośmie­la­my się pro­sić.