Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Życiorys

NIEZŁOMNY KAPŁAN

Posy­ła mnie Bóg, abym gło­sił Ewan­ge­lię i leczył rany zbo­la­łych serc” – takie sło­wa napi­sał bł. ks. Jerzy Popie­łusz­ko na swo­im obraz­ku pry­mi­cyj­nym. Wypeł­nił je w swo­im życiu do koń­ca, aż do ostat­niej kro­pli krwi. Był bar­dzo pokor­nym, cie­płym i skrom­nym kapła­nem. Jed­no­cze­śnie zawsze „nie” dla nie­go zna­czy­ło „nie”, a „tak” – „tak”. Dziś zna­ny jest na całym świe­cie, a kult jego roz­sze­rza się z każ­dym rokiem. Roz­po­czął się jego pro­ces kano­ni­za­cyj­ny, a to może świad­czyć o tym, że nie­ba­wem będzie­my świad­ka­mi ogło­sze­nia go świę­tym.

Jako mini­strant

Alek – bo tak miał na imię w świe­cie ks. Jerzy – uro­dził się w 1947 roku we wsi Oko­py. Marian­na Popie­łusz­ko, mama męczen­ni­ka, wie­le razy mówi­ła, że kie­dy jesz­cze nosi­ła go w swo­im łonie, ofia­ro­wa­ła go Panu Bogu. Już od pierw­szej kla­sy szko­ły pod­sta­wo­wej był mini­stran­tem. Każ­de­go dnia szedł czte­ry kilo­me­try do kościo­ła i tam słu­żył przy ołta­rzu. Po matu­rze wstą­pił do semi­na­rium duchow­ne­go w War­sza­wie. Jako kle­ryk został powo­ła­ny do woj­ska i w latach 1966–1968 słu­żył w jed­no­st­ce w Bar­to­szy­cach. Czas ten dla alum­nów był bar­dzo trud­ny. Przy­szli księ­ża pod­da­wa­ni byli tam ostrej anty­re­li­gij­nej i anty­ko­ściel­nej indok­try­na­cji, pró­bo­wa­no zła­mać ich ducha i zde­mo­ra­li­zo­wać. Już wte­dy Popie­łusz­ko był nie­ugię­ty. Kie­dy dowód­ca plu­to­nu chciał, aby Jerzy zdjął z pier­si meda­lik, odmó­wił wyko­na­nia roz­ka­zu, choć gro­zi­ła za to suro­wa kara.
Kapłan
Pierw­sza Komu­nia św.

Po odby­ciu służ­by woj­sko­wej i dokoń­cze­niu stu­diów w Semi­na­rium Metro­po­li­tal­nym w War­sza­wie, 28 maja 1972 roku przy­jął świę­ce­nia kapłań­skie z rąk ks. kar­dy­na­ła Ste­fa­na Wyszyń­skie­go. Jako wika­ry pra­co­wał w para­fiach w Ząb­kach, Ani­nie i na war­szaw­skim Sta­rym Mie­ście. Bar­dzo lubił pra­co­wać z dzieć­mi i mło­dzie­żą. Został też dusz­pa­ste­rzem śred­nie­go per­so­ne­lu medycz­ne­go. Jed­no­cze­śnie nasi­li­ły się u nie­go pro­ble­my ze zdro­wiem i po ośmiu latach kapłań­stwa jako rezy­dent osiadł w para­fii św. Sta­ni­sła­wa Kost­ki na war­szaw­skim Żoli­bo­rzu. Od 1980 roku zaan­ga­żo­wał się w Dusz­pa­ster­stwo Ludzi Pra­cy. Rok póź­niej został tak­że mia­no­wa­ny die­ce­zjal­nym dusz­pa­ste­rzem służ­by zdro­wia i kape­la­nem Domu Zasłu­żo­ne­go Pra­cow­ni­ka Służ­by Zdro­wia w sto­li­cy. Jed­no­cze­śnie ks. Jerzy speł­niał codzien­ne kapłań­skie obo­wiąz­ki –odpra­wiał Msze św., spo­wia­dał, odwie­dzał cho­rych.
Sier­pień 1980
Świę­ce­nia kapłań­stwie z rąk Pry­ma­sa Tysiąc­le­cia

Prze­ło­mo­wym momen­tem w jego życiu stał się sier­pień 1980 r., kie­dy Pry­mas Pol­ski ks. kard. Ste­fan Wyszyń­ski wysłał go do straj­ku­ją­cych pra­cow­ni­ków Huty War­sza­wa. Miał odpra­wić dla nich Mszę św. I choć wte­dy szedł tam z drże­niem ser­ca, pręd­ko stał się cha­ry­zma­tycz­nym dusz­pa­ste­rzem ludzi pra­cy – powszech­nie zna­nym i cenio­nym kazno­dzie­ją, kape­la­nem rodzą­cej się „Soli­dar­no­ści”. Opie­ką dusz­pa­ster­ską objął też stu­den­tów medy­cy­ny, arty­stów, sto­łecz­ną inte­li­gen­cję. W lutym 1982 r. – trzy mie­sią­ce po wpro­wa­dze­niu sta­nu wojen­ne­go, aktyw­nie włą­czył się w zaini­cjo­wa­ne przez ks. Boguc­kie­go comie­sięcz­ne Msze św. w inten­cji Ojczy­zny. Wygła­szał na nich homi­lie, do któ­rych nie­zwy­kle pie­czo­ło­wi­cie się przy­go­to­wy­wał. Msze św. i kaza­nia sta­ły się sław­ne i zaczę­ły przy­cią­gać tysią­ce ludzi. Ks. Popie­łusz­kę nazwa­no „Skar­gą naszych cza­sów”. Otrzy­my­wał set­ki listów z podzię­ko­wa­nia­mi od ludzi, któ­rych nawró­cił i pocią­gnął do Boga. W cza­sie kazań mówił o tym, żeby „zło dobrem zwy­cię­żać”, ape­lo­wał o spo­łecz­ną spra­wie­dli­wość, odważ­nie dema­sko­wał czy­nio­ne przez komu­ni­stycz­ne wła­dze zło, bro­nił prze­śla­do­wa­nych. Mówił o Ojczyź­nie, miło­ści, praw­dzie, o „pra­wie naro­du do tego, by był sobą”. Bro­nił ludz­kie­go życia i ludz­kiej god­no­ści.
Modli­twa za Ojczy­znę
Msza św. pry­mi­cyj­na

Komu­ni­stom nie w smak była dzia­łal­ność ks. Jerze­go, a zwłasz­cza sław­ne Msze św. Zaczę­li wysu­wać bez­pod­staw­ne oskar­że­nia, nęka­li, pró­bo­wa­li zastra­szać. Do akcji prze­ciw­ko księ­dzu wprzę­gnię­ta zosta­ła Służ­ba Bez­pie­czeń­stwa. Ks. Jerzy padł ofia­rą pro­wo­ka­cji, kie­dy agen­ci bez­pie­ki pod­rzu­ci­li do jego miesz­ka­nia przy ul. Chłod­nej ulot­ki i ładun­ki wybu­cho­we. Inne­go dnia w miesz­ka­niu wylą­do­wa­ła naszpi­ko­wa­na mate­ria­ła­mi wybu­cho­wy­mi cegła. Cią­ga­li go na prze­słu­cha­nia, wię­zi­li. W 1983 r. prze­ciw­ko nie­mu zosta­ło wsz­czę­te śledz­two. W lip­cu 1984 r. pro­ku­ra­tu­ra prze­ka­za­ła akt oskar­że­nia do sądu. Ks. Jerze­go oskar­ża­no m.in. o „glo­ry­fi­ka­cję NSZZ Soli­dar­ność i jego akty­wi­stów”, o znie­sła­wia­nie władz pań­stwo­wych. W sierp­niu spra­wę obję­to amne­stią. 19 wrze­śnia 1984 r. rzecz­nik komu­ni­stycz­ne­go rzą­du Jerzy Urban (pseu­do­nim Jan Rem) w „Tu i Teraz” opu­bli­ko­wał nie­sław­ny tekst „Sean­se nie­na­wi­ści”, w któ­rym w nie­wy­bred­ny spo­sób szka­lo­wał żoli­bor­skie­go kazno­dzie­ję. Msze św. za Ojczy­znę nazwał w nim „sesja­mi poli­tycz­nej wście­kli­zny”, a ks. Jerze­go – „natchnio­nym, poli­tycz­nym fana­ty­kiem anty­ko­mu­ni­zmu”. Fak­ty te spra­wi­ły, że przez kil­ka ostat­nich mie­się­cy życia ks. Jerzy znaj­do­wał się w cią­głym zagro­że­niu. Był coraz smut­niej­szy, ale nie tra­cił ducha. – Ja wiem, że oni mnie zabi­ją, ale czy ja mogę odstą­pić od gło­sze­nia praw­dy? – zwie­rzył się w przed­dzień śmier­ci. Wcze­śniej jeden z dzien­ni­ka­rzy usły­szał sło­wa: Jestem prze­ko­na­ny, że to, co czy­nię, jest słusz­ne i dobre dla Kościo­ła i Ojczy­zny. Dla­te­go jestem gotów na wszyst­ko… I rze­czy­wi­ście był. Dzień przed wyjaz­dem do Byd­gosz­czy zdą­żył się jesz­cze wyspo­wia­dać. – Na prze­ło­mie wrze­śnia i paź­dzier­ni­ka 1984 r. klam­ka zapa­dła. Komu­ni­ści zde­cy­do­wa­li: „Popie­łusz­ko musi zamilk­nąć”. Wyko­na­nie zada­nia powie­rzo­no trzem ofi­ce­rom SB – kapi­ta­no­wi Grze­go­rzo­wi Pio­trow­skie­mu i wybra­nym przez nie­go porucz­ni­kom: Lesz­ko­wi Pęka­li i Wal­de­ma­ro­wi Chmie­lew­skie­mu. Czu­wał nad nimi bez­po­śred­nio płk Adam Pie­trusz­ka, wice­szef Depar­ta­men­tu IV MSW, a nie­ofi­cjal­nie cała „góra” MSW. 19 paź­dzier­ni­ka 1984 r., po godz. 21, po Mszy św. i różań­cu odpra­wio­nych w byd­go­skim koście­le pw. Świę­tych Pol­skich Bra­ci Męczen­ni­ków, ks. Popie­łusz­ko wraz ze swym kie­row­cą wyru­szył w powrot­ną dro­gę do War­sza­wy. Esbe­cy podą­ży­li tuż za nim. Pozo­ru­jąc kon­tro­lę dro­go­wą, kaza­li księ­dzu wysiąść z samo­cho­du, ude­rzy­li go pał­ką w gło­wę i wrzu­ci­li do bagaż­ni­ka. Kil­ku­krot­nie bili go póź­niej i tor­tu­ro­wa­li (póź­niej­sza obduk­cja wyka­za­ła, że otrzy­mał co naj­mniej 14 sil­nych cio­sów pał­ką w gło­wę, co naj­mniej 3 cio­sy pię­ścią, miał szra­mę na szyi i kom­plet­nie znisz­czo­ne narzą­dy wewnętrz­ne). Nie­przy­tom­ne­go, a może już mar­twe­go wrzu­ci­li do Wisły na tamie we Wło­cław­ku. Cia­ło księ­dza, obcią­żo­ne wypeł­nio­ny­mi kamie­nia­mi wor­ka­mi, na wie­le dni znik­nę­ło w Zale­wie Wiśla­nym we Wło­cław­ku
Okrut­nie zabi­ty
30 paź­dzier­ni­ka 1984 r. wie­czo­rem wier­ni cią­gle mie­li nadzie­ję. Tłum wypeł­niał żoli­bor­ski kościół św. Sta­ni­sła­wa Kost­ki, gro­ma­dził się na pla­cu. Od jede­na­stu dni wia­do­mo było, że ks. Popie­łusz­ko został porwa­ny, od trzech, że „być może nie żyje”. Pozo­sta­wa­ło jed­nak to „być może”. Wier­ni w całej Pol­sce modli­li się o powrót Księ­dza. Ale ich ser­ca peł­ne były gory­czy i nie­pew­no­ści.
O tym, że cia­ło księ­dza Jerze­go zosta­ło wyło­wio­ne z Wisły, ks. Anto­ni Lewek dowie­dział się pod­czas gło­sze­nia homi­lii na Mszy św., kon­ce­le­bro­wa­nej przez 20 księ­ży. Po zakoń­cze­niu cere­mo­nii wier­ni usły­sze­li sło­wa: „Dro­dzy bra­cia i sio­stry, dziś w godzi­nach wie­czor­nych zna­le­zio­no ks. Jerze­go w Zale­wie Wiśla­nym k. Wło­cław­ka”. Ludzie wybuch­nę­li pła­czem. Powstał zamęt. A potem… do Boga popły­nę­ły modli­twy. Odma­wia­jąc „Ojcze
Pogrzeb ks. Popie­łusz­ki

nasz…”, księ­ża i wier­ni powtó­rzy­li aż trzy razy: „I odpuść nam nasze winy, jako i my odpusz­cza­my naszym wino­waj­com”. Taka była ich chrze­ści­jań­ska odpo­wiedź na okrut­ną zbrod­nię, doko­na­ną przez agen­tów komu­ni­stycz­nej bez­pie­ki. Trze­ba było póź­niej poje­chać po cia­ło. Leża­ło w pro­sek­to­rium w Bia­łym­sto­ku. Ci, któ­rzy je widzie­li, zapa­mię­ta­ją ten wstrzą­sa­ją­cy widok do koń­ca życia. Zwło­ki 37-let­nie­go Męczen­ni­ka były sine i zma­sa­kro­wa­ne. Nie­za­po­mnia­ny był prze­jazd z trum­ną uli­ca­mi pod­la­skie­go mia­sta. Ludzie przy­sta­wa­li i klę­ka­li, nie­któ­rzy trzy­ma­li w rękach zapa­lo­ne zni­cze i kwia­ty. Zatrzy­my­wa­ły się auto­bu­sy, kie­row­cy włą­cza­li klak­so­ny, wyły syre­ny, w kościo­łach roz­dzwo­ni­ły się dzwo­ny. Nie ina­czej było w sto­li­cy. Pogrzeb ks. Jerze­go, 3 listo­pa­da 1984 r., prze­ro­dził się w wiel­ką, patrio­tycz­ną mani­fe­sta­cję. W ostat­niej dro­dze współ­cze­sne­mu męczen­ni­ko­wi towa­rzy­szy­ło oko­ło 600 tysię­cy żałob­ni­ków. Trum­nę, któ­rą pier­wot­nie pla­no­wa­no zło­żyć na Powąz­kach, osta­tecz­nie umiesz­czo­no w gro­bow­cu przed kościo­łem św. Sta­ni­sła­wa Kost­ki.
Dro­ga do świę­to­ści
Męczeń­stwo Księ­dza Jerze­go wyda­ło obfi­te owo­ce. Śmierć odważ­ne­go kapła­na wstrzą­snę­ła sumie­nia­mi ludzi, sta­ła się przy­czy­ną licz­nych nawró­ceń, umoc­nie­nia i pogłę­bie­nia wia­ry. Wie­lu „otrzeź­wia­ło”, dostrze­ga­jąc dia­bo­licz­ną postać komu­ni­stycz­ne­go sys­te­mu. Żoli­bor­ski kościół stał się kolej­nym naro­do­wym sank­tu­arium, a do gro­bu „Męczen­ni­ka za Prawdę”zaczęły napły­wać rze­sze piel­grzy­mów z całe­go świa­ta. Już w cią­gu pierw­szych czte­rech lat po jego śmier­ci przy gro­bie sta­nę­ło 6 milio­nów ludzi. Co roku piel­grzy­mu­je tu nie­mal milion osób. Modli­li się tu Jan Paweł II i Bene­dykt XVI. Hołd ks. Jerze­mu skła­da­li też m.in. ówcze­sny wice­pre­zy­dent USA Geo­r­ge Bush, pre­mier Wiel­kiej Bry­ta­nii Mar­ga­ret That­cher, kar­dy­na­ło­wie i bisku­pi z całe­go świa­ta. 6 czerw­ca 2010 roku Ojciec Świę­ty Bene­dykt XVI zali­czył ks. Jerze­go do gro­na bło­go­sła­wio­nych. 20 wrze­śnia 2014 roku we Fran­cji roz­po­czął się pro­ces kano­ni­za­cyj­ny Męczen­ni­ka z Żoli­bo­rza.

Hen­ryk Bej­da, Mał­go­rza­ta Pabis
Fot. Cen­trum Opatrz­no­ści Bożej.