Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Tydzień liturgiczny

PIERWSZY TYDZIEŃ ADWENTU 1–6 XII 2014

PONIEDZIAŁEK

Iz 2,1–5; Mt 8,5–11
Sło­wo Boże: Sta­nie się na koń­cu cza­sów, że góra świą­ty­ni Pana sta­nie moc­no na wierz­chu gór i wystrze­li ponad pagór­ki. Wszyst­kie naro­dy do niej popły­ną, mno­gie ludy pój­dą i rzek­ną: „Chodź­cie, wstąp­my na Górę Pana, do świą­ty­ni Boga Jaku­ba! Niech nas nauczy dróg swo­ich, byśmy kro­czy­li Jego ścież­ka­mi”.
Według pro­ro­ka, kie­dyś wszyst­kie naro­dy roz­po­zna­ją praw­dzi­wą mądrość i skie­ru­ją swe kro­ki ku Pra­wu Boże­mu. Sło­wa pro­ro­ka to zara­zem pra­gnie­nie Boga, któ­ry tak widzi przy­szłość całej  ludz­ko­ści. Tym­cza­sem rze­czy­wi­stość dziś obser­wo­wa­na w wie­lo­ra­ki spo­sób temu prze­czy. Wyda­je się, że lide­rzy współ­cze­sne­go świa­ta coraz bar­dziej odcho­dzą od Bożych praw. Za lide­ra­mi podą­ża wie­lu innych.
Boże, wie­rzę moc­no, że przy­szłość nale­ży do Cie­bie, że  Two­ja łaska zaja­śnie­je ponad wszyst­kim. Dziś nato­miast pomóż mi, Panie, bym nie zszedł z Twej dro­gi.
WTOREK
Iz 11,1–10; Łk 10,21–24
Sło­wo Boże: Wyro­śnie różdż­ka z pnia Jes­se­go, wypu­ści się Odrośl z jego korze­nia. I spo­cznie na niej Duch Pana, duch mądro­ści i rozu­mu, duch rady i męstwa, duch wie­dzy i bojaź­ni Pana.
Pły­nę­ły wie­ki i wie­lu sądzi­ło, że Bóg zapo­mniał o swych obiet­ni­cach. A tu pro­rok, posta­wio­ny przez Boga jak­by w pół dro­gi pomię­dzy Dawi­dem a Jezu­sem, przy­po­mi­na, że sło­wo obiet­ni­cy nadal jest aktu­al­ne. Iza­jasz zapo­wia­da nadej­ście Mesja­sza. Tysiąc lat cze­ka­li potom­ko­wie Dawi­da, by ujrzeć speł­nie­nie obiet­nic. Czas u Boga ma inną mia­rę niż u ludzi. Nie wyrzu­caj­my Bogu, gdy przyj­dzie nie­co dłu­żej cze­kać.
Panie, Ty sam wybie­rasz czas swe­go przyj­ścia. Ty sam decy­du­jesz, kie­dy roz­le­gnie się Two­je sło­wo, kie­dy posłu­żysz się mil­cze­niem. W każ­dej jed­nak sytu­acji pozwól mi zacho­wać wia­rę w to, że o mnie pamię­tasz.
ŚRODA
Iz 25,6–10a; Mt 15,29–37
Sło­wo Boże: W owym dniu: Pan Zastę­pów przy­go­tu­je dla wszyst­kich ludów na tej górze ucztę z tłu­ste­go mię­sa, ucztę z wybor­nych win… Wte­dy Pan Bóg otrze łzy z każ­de­go obli­cza, odej­mie hań­bę swe­go ludu po całej zie­mi.
Głód fizycz­ny jest pre­tek­stem, by mówić o naj­głęb­szych pra­gnie­niach ludz­kie­go ser­ca. Szcze­gól­nie bole­snym gło­dem naszych cza­sów jest głód miło­ści. Pra­gnie­my wie­lu rze­czy, a prze­cież się­ga­nie po nie nie zaspo­ka­ja nas. Dla­cze­go? Bo tyl­ko miłość ma moc wypeł­nić ludz­kie ser­ce. Lecz miło­ści praw­dzi­wej nie znaj­dzie­my byle gdzie. Szu­kaj­my jej tam, gdzie jest jej źró­dło – w Bogu. Ina­czej przyj­mie kształt fał­szy­wy.
Tyl­ko Ty, Panie potra­fisz otrzeć łzę z każ­de­go obli­cza, bo w Tobie jest peł­nia miło­ści. Tak wie­rzę. Tyl­ko w Tobie jest zaspo­ko­je­nie moich naj­głęb­szych pra­gnień. Nie chcę szu­kać nic wię­cej.
CZWARTEK
Iz 26,1–6; Mt 7,21.24–27
Sło­wo Boże: Niech wej­dzie naród spra­wie­dli­wy, docho­wu­ją­cy wier­no­ści; jego cha­rak­ter sta­tecz­ny Ty kształ­tu­jesz w poko­ju, bo Tobie zaufał. Złóż­cie nadzie­ję w Panu na zawsze, bo Pan jest wie­ku­istą Ska­łą!
Szu­ka­my miło­ści, szu­ka­my tak­że bez­pie­czeń­stwa. Tak jest od pierw­szych chwil nasze­go życia. Każ­dy czło­wiek potrze­bu­je opar­cia: moc­ne­go, nie­wzru­szo­ne­go, dają­ce­go abso­lut­ną gwa­ran­cję bez­pie­czeń­stwa. Zna­kiem takie­go opar­cia jest ska­ła. Dla czło­wie­ka wie­rzą­ce­go Bóg jest praw­dzi­wą ska­łą. Ci, któ­rzy budu­ją na innych fun­da­men­tach, zoba­czą tyl­ko gru­zy. Kto potra­fi Boga uczy­nić fun­da­men­tem, może być spo­koj­ny.
Boże, nie­raz doświad­czam zagu­bie­nia, jestem chwiej­ny, tra­cę pew­ność. Przyjdź, pro­szę, wów­czas do mnie, jako ska­ła, na któ­rą będę mógł się schro­nić przed nawał­ni­cą pro­ble­mów.
PIĄTEK
Iz 29,17–24; Mt 9,27–31
Sło­wo Boże: … bo nie sta­nie cie­mięz­cy, z szy­der­cą koniec będzie, i wycię­ci będą wszy­scy, co za złem gonią: któ­rzy sło­wem przy­wo­dzą dru­gie­go do grze­chu, któ­rzy w bra­mie sta­wia­ją sidła na sędziów i powo­du­ją odpra­wę spra­wie­dli­we­go z niczym.
Co mogą czy­nić dotknię­ci nie­pra­wo­ścią nie­pra­wych? Przede wszyst­kim nie mogą sami stać się źró­dłem nie­pra­wo­ści. A zmie­rza­ją w tym kie­run­ku,  jeśli wej­dą na dro­gę odwe­tu. I nie musi to być nawet odwet na mia­rę dozna­nej krzyw­dy. Wystar­czy zazdrość, ukry­ta zło­śli­wość czy drwi­na. Nawet gdy to ukry­te jest w ser­cu. Każ­dy odwet znie­wa­la. Pra­gnie­nie spra­wie­dli­wo­ści pozwa­la sta­nąć przy Chry­stu­sie.
Tyl­ko Ty, Panie, wiesz, jak czę­sto obec­ny jest w moim ser­cu odwet. Wie­lu tego nie dostrze­ga, bo potra­fię moje odru­chy masko­wać zgrab­nym uśmie­chem. Sto­jąc przed Tobą, Panie, wyzna­ję, że bar­dzo potrze­bu­ję Twej pomo­cy, by nie ulec złu.
SOBOTA
Iz 30,19–21.23–26;
Mt 9,35–10,1.5.6–8
Sło­wo Boże: Choć­by ci dał Pan chleb uci­sku i wodę utra­pie­nia, twój nauczy­ciel już nie odstą­pi, ale oczy two­je patrzeć będą na twe­go mistrza. Two­je oczy usły­szą sło­wa roz­le­ga­ją­ce się za tobą: „To jest dro­ga, idź­cie nią!”.
Trud­no jest żyć w utra­pie­niu, cią­ży nam każ­da sytu­acja, gdy doświad­cza­my uci­sku. Mamy pra­wo poczuć się wów­czas bez­rad­ny­mi. Ale jest więk­sze nie­szczę­ście, gdy poja­wia się w nas prze­ko­na­nie, że nie ma wyj­ścia, bo zamknę­ły się przed nami  wszel­kie drzwi. Tym­cza­sem Pan daje  zapew­nie­nie, że zawsze jest przy nas jako nasz nauczy­ciel i zawsze wska­zu­je dro­gę. Czy jed­nak jeste­śmy w sta­nie ją  zoba­czyć?
Panie, przy­cho­dzę do Cie­bie jako uczeń. Bądź moim nauczy­cie­lem. Wie­le  razy potrze­bu­ję pod­po­wie­dzi, wska­zów­ki. Potrze­bu­ję Twe­go sło­wa. Pozwól mi je zna­leźć.