Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Tydzień liturgiczny

DRUGI TYDZIEŃ ADWENTU 8 – 13 XII 2014

PONIEDZIAŁEK

Rdz 3,9–15; Ef 1,3–6. 11–12; Łk 1,26–38
Uro­czy­stość Nie­po­ka­la­ne­go Poczę­cia NMP
Sło­wo Boże: Anioł w szedł d o Niej i rzekł: „Bądź pozdro­wio­na, peł­na łaski, Pan z Tobą, bło­go­sła­wio­na jesteś mie­dzy nie­wia­sta­mi”. Ona zmie­sza­ła się na te sło­wa i roz­wa­ża­ła, co mia­ło­by zna­czyć to pozdro­wie­nie. Bóg, nasz Stwór­ca lubi zaska­ki­wać czło­wie­ka. Kie­dyś zasko­czył Abra­ha­ma, gdy zażą­dał zło­że­nia syna w ofie­rze, by po kil­ku dniach oca­lić go od śmier­ci. Zasko­czył Józe­fa Egip­skie­go, gdy dopu­ścił, by bra­cia uczy­ni­li z nie­go nie­wol­ni­ka, aże­by potem posta­wić go ponad brać­mi. Teraz zaska­ku­je Mary­ję, pokor­ną dziew­czy­nę, któ­rą nazy­wa peł­ną łaski. Zasko­czo­na Mary­ja roz­wa­ża sło­wo Boga. Bo nie moż­na ina­czej. To jest też nasza dro­ga poszu­ki­wa­nia roz­wią­za­nia trud­nych spraw. Boże wycze­ki­wa­ny, jesteś rów­no­cze­śnie Bogiem zaska­ku­ją­cym. Przyjdź, Panie, z darem swe­go sło­wa, przyjdź z darem wyja­śnie­nia tego, co zawi­łe, przyjdź i pokaż dro­gę.
WTOREK
Iz 40,1–11; Mt 18,12–14
Sło­wo Boże: Oto Pan, Bóg, przy­cho­dzi z mocą i ramię Jego dzier­ży wła­dzę… Podob­nie pasterz pasie swą trzo­dę, gro­ma­dzi ją swo­im ramie­niem, jagnię­ta nosi na swej pier­si, owce kar­mią­ce pro­wa­dzi łagod­nie. Wie­rzy­my w Boga, któ­ry nie jest obo­jęt­nym widzem obser­wu­ją­cym ludz­kie losy. Jest Bogiem dzia­ła­ją­cym, nie­ustan­nie czyn­nym. Roz­po­znaw­czym zna­kiem Jego aktyw­no­ści jest głę­bo­ka i ser­decz­na tro­ska o czło­wie­ka. Wła­da­ją­cy Bóg to dobry pasterz. Pełen czu­ło­ści pochy­la się nad jagnię­ta­mi, ze zro­zu­mie­niem trak­tu­je kar­mią­ce. Jeśli tego doświad­cza­my, win­ni­śmy o tym wołać na cały głos, by nikt nie oskar­żał Boga o obo­jęt­ność. Boże, Ty jesteś razem z nami. Nie­raz noszę w ser­cu poczu­cie osa­mot­nie­nia, nie­zro­zu­mie­nia. Nie widzę obok sie­bie przy­ja­znych ludzi. Nie widzę tak­że Cie­bie, Panie. A prze­cież Ty nie zapo­mi­nasz o nikim. Nie zapo­mi­nasz o mnie. Panie, otwórz moje oczy.
ŚRODA
Iz 40,25–31; Mt 11,28–30
Sło­wo Boże: Pan to Bóg wiecz­ny, Stwór­ca krań­ców zie­mi. On się nie męczy ani nie nuży, Jego mądrość jest nie­zgłę­bio­na. On doda­je mocy zmę­czo­ne­mu i pomna­ża siły omdla­łe­go. Wie­rzy­my w Boga, któ­ry jest naszym wspo­mo­ży­cie­lem. Gdy spo­strze­ga zmę­cze­nie czło­wie­ka, przy­by­wa dodać sił. Jego pomoc poja­wia się w naj­lep­szym cza­sie i w naj­sku­tecz­niej­szej posta­ci. Nic tak nie męczy czło­wie­ka jak grzech. Bóg pod­no­si omdla­łe­go w wal­ce, by biegł dalej. Nie, nie zwol­ni z dal­szej dro­gi. Pod­nie­sie i znów moc­ną ręką wska­że kie­ru­nek. I jesz­cze jed­no. Nigdy się nie znu­ży, choć­by Mu przy­szło pod­no­sić nas sie­dem­dzie­siąt sie­dem razy. Panie, nie­ma­ło jest tru­du, z któ­rym zma­gam się codzien­nie. Czy mam pra­wo poczuć się zmę­czo­nym? Czy mogę liczyć na jakąś pomoc? Nie zawsze potra­fię szu­kać pomo­cy tam, gdzie moż­na ją uzy­skać. Nie­ste­ty, nie zawsze potra­fię szu­kać jej u Cie­bie.
CZWARTEK
Iz 41,13–20; Mt 11,11–15
Sło­wo Boże: Ja, twój Bóg, ują­łem cię za pra­wi­cę mówiąc ci: „Nie lękaj się, przy­cho­dzę ci z pomo­cą”… Każę wytry­snąć stru­mie­niom na nagich wzgó­rzach i źró­dłom wód w pośrod­ku nizin. Zamie­nię pusty­nię na poje­zie­rze, a wyschnię­tą zie­mię na wodo­try­ski. Tak, nasz Bóg jest nie­ustę­pli­wy. To Bóg, któ­ry nie potra­fi zre­zy­gno­wać z czło­wie­ka. Choć­by dusza ludz­ka sta­ła się zie­mią wyschnię­tą, choć­by zda­wa­ła się być pusty­nią, wciąż nie jest prze­gra­na. Wystar­czy pra­gnie­nie, dobry odruch woli i jasna decy­zja pod­ję­ta w ser­cu, a pusty­nia zamie­nia się w zie­mię try­ska­ją­cą życio­daj­ną wodą. Ta moż­li­wość stoi przed każ­dym. Tę moż­li­wość Bóg otwie­ra zawsze. Ty, Panie, wiesz naj­le­piej, w jakim stop­niu jestem wyschnię­tą pusty­nią. Wiesz, jak bar­dzo potrze­bu­ję wody łaski, któ­ra oży­wi to, co we mnie wciąż mar­twe. Wyzna­ję dziś, Panie: wciąż tyle pustyn­nych obsza­rów w mym życiu. Jedy­nie Two­ja łaska może je zmie­nić.
PIĄTEK
Iz 48,17–19; Mt 11,16–19
Sło­wo Boże: Jam jest Pan, twój Bóg, poucza­ją­cy cię w tym, co poży­tecz­ne, kie­ru­ją­cy tobą na dro­dze, któ­rą kro­czysz. O gdy­byś zwa­żał na me przy­ka­za­nia, stał­by się twój pokój jak rze­ka. Każ­dy z nas wypo­sa­żo­ny jest w wewnętrz­ny głos, któ­ry nazy­wa­my sumie­niem. To wiel­ki dar Pana. Jeśli nasz wybór jest słusz­ny, wów­czas ogar­nia nas pokój. Tak mówi do nas Bóg, bo Bóg, w któ­re­go wie­rzy­my, jest Bogiem poko­ju. Pro­wa­dząc nas pośród zawi­ło­ści wie­lu spraw, udzie­la poko­ju. A poko­ju doświad­czy ten, kto potra­fi z przy­ka­zań uczy­nić pro­gram życia, kry­te­rium codzien­nych wybo­rów. Panie, pośród zawi­ro­wań, któ­re nie­sie codzien­ne życie, z utę­sk­nie­niem wycze­ku­ję poko­ju. Nie­raz zanu­rzo­ny w zgieł­ku rzu­cam się w kolej­ny, jesz­cze więk­szy zgiełk. Ale Ty, Panie, wiesz, że to dro­ga, któ­ra nic nie roz­wią­zu­je. Tyl­ko Ty jesteś praw­dzi­wym źró­dłem poko­ju.
SOBOTA
Syr 48,1–4.9–11; Mt 17,10–13
Sło­wo Boże: Powstał Eliasz, pro­rok jak ogień, a sło­wo jego pło­nę­ło jak pochod­nia. On głód na nich spro­wa­dził, a swo­ją gor­li­wo­ścią zmniej­szył ich licz­bę. Sło­wem Pań­skim zamknął nie­bo, z nie­go rów­nież trzy razy spro­wa­dził ogień. Siła gło­su sumie­nia nie zawsze wystar­cza, by poko­nać ludz­ką sła­bość, namięt­ność czy przy­zwy­cza­je­nie. Dla­te­go Bóg dys­po­nu­je tak­że gło­sem róż­nych ludzi. Eliasz, czło­wiek bory­ka­ją­cy się ze zwąt­pie­niem, jest zara­zem odważ­nym obroń­cą wia­ry. Bóg posy­ła nam róż­nych prze­wod­ni­ków, a każ­dy z nich speł­nia swe zada­nie na kolej­nym eta­pie nasze­go życia. Szczę­śli­wi, któ­rzy umie­ją przy­jąć ich posłu­gę. Panie, pro­szę gorą­co, bym nie stał się czło­wie­kiem głu­chym na Two­je sło­wo, na ludzi, któ­rych posy­łasz do mnie, by wyrwać mnie z błęd­nych dróg. Pro­szę, nie zamy­kaj nade mną nie­ba. Choć Two­ja łaska może zaska­ki­wać, Two­je sło­wo może uwie­rać, nie zosta­wiaj mnie same­go.