Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Z nauczania Ojca Świętego

EUROPA POWINNA BYĆ RODZINĄ NARODÓW!

Frag­men­ty prze­mó­wie­nia Ojca Świę­te­go Fran­cisz­ka
w Par­la­men­cie Euro­pej­skim w Stras­bur­gu, 25 listo­pa­da br.

Panie Prze­wod­ni­czą­cy, Panie i Pano­wie Wice­prze­wod­ni­czą­cy, Dostoj­ni Euro­de­pu­to­wa­ni (…), Dro­dzy przy­ja­cie­le! Dzię­ku­ję wam za zapro­sze­nie, by zabrać głos na forum tej fun­da­men­tal­nej insty­tu­cji życia Unii Euro­pej­skiej i za daną mi przez was szan­sę zwró­ce­nia się za waszym pośred­nic­twem do repre­zen­to­wa­nych przez was ponad pię­ciu­set milio­nów oby­wa­te­li 28 państw człon­kow­skich. Zwra­ca­jąc się dziś do was i wycho­dząc od moje­go powo­ła­nia jako paste­rza, chciał­bym skie­ro­wać do wszyst­kich oby­wa­te­li Euro­py orę­dzie nadziei i zachę­ty. Orę­dzie nadziei, któ­re­go pod­sta­wą jest ufność, że trud­no­ści mogą stać się sil­ny­mi kata­li­za­to­ra­mi jed­no­ści, by prze­zwy­cię­żyć wszel­kie oba­wy, jakie Euro­pa prze­ży­wa razem z całym świa­tem. Nadzie­ję w Panu, któ­ry prze­kształ­ca zło w dobro, a śmierć w życie. Zachę­ty, by powró­cić do sta­now­cze­go prze­ko­na­nia ojców zało­ży­cie­li Unii Euro­pej­skiej, któ­rzy pra­gnę­li przy­szło­ści opie­ra­ją­cej się na zdol­no­ści do wspól­ne­go dzia­ła­nia na rzecz prze­zwy­cię­że­nia podzia­łów i krze­wie­nia poko­ju jed­no­ści wśród wszyst­kich naro­dów kon­ty­nen­tu. W cen­trum tego ambit­ne­go pro­jek­tu poli­tycz­ne­go było zaufa­nie do czło­wie­ka, nie tyle jako oby­wa­te­la ani też pod­mio­tu eko­no­micz­ne­go, ale do czło­wie­ka jako oso­by obda­rzo­nej god­no­ścią trans­cen­dent­ną. Bar­dzo zale­ży mi na pod­kre­śle­niu ści­słe­go związ­ku mię­dzy tymi dwo­ma sło­wa­mi: „god­ność” i „trans­cen­dent­na”. (…) Dzi­siaj pro­mo­wa­nie praw czło­wie­ka odgry­wa klu­czo­wą rolę w ramach zaan­ga­żo­wa­nia Unii Euro­pej­skiej na rzecz wspie­ra­nia god­no­ści oso­by, zarów­no w jej wnę­trzu, jak i w rela­cjach z inny­mi pań­stwa­mi. Jest to zaan­ga­żo­wa­nie waż­ne i god­ne podzi­wu, bo wciąż ist­nie­je nazbyt wie­le sytu­acji, w któ­rych isto­ty ludz­kie są trak­to­wa­ne jak przed­mio­ty, któ­rych kon­cep­cję, struk­tu­rę i przy­dat­ność moż­na zapro­gra­mo­wać, a któ­re następ­nie moż­na wyrzu­cić, gdy nie są już potrzeb­ne, gdyż sta­ją się sła­be, cho­re lub sta­re. Jaka bowiem god­ność ist­nie­je rze­czy­wi­ście, kie­dy nie ma moż­li­wo­ści swo­bod­ne­go wyra­ża­nia swej myśli czy wyzna­wa­nia bez uci­sku swej wia­ry reli­gij­nej? Jaka god­ność jest moż­li­wa bez jasnych ram praw­nych, ogra­ni­cza­ją­cych pano­wa­nie siły i spra­wia­ją­cych wyż­szość pra­wa nad tyra­nią wła­dzy? Jaką god­ność może w ogó­le posia­dać męż­czy­zna lub kobie­ta, któ­rzy sta­li się przed­mio­tem jakiej­kol­wiek dys­kry­mi­na­cji? Jaką god­ność może mieć kie­dy­kol­wiek oso­ba, któ­ra nie ma poży­wie­nia czy mini­mum nie­zbęd­ne­go do życia, czy – co gor­sza – nie ma pra­cy, któ­ra namasz­cza ją god­no­ścią? (…) Dla­te­go też uwa­żam, że waż­niej­sze niż kie­dy­kol­wiek jest dziś pogłę­bie­nie takiej kul­tu­ry praw czło­wie­ka, któ­ra mogła­by roz­trop­nie łączyć wymiar indy­wi­du­al­ny, czy – lepiej – oso­bo­wy, z wymia­rem dobra wspól­ne­go, z owym „nas- wszyst­kich”, czy­li poszcze­gól­nych osób, rodzin oraz grup pośred­nich, two­rzą­cych wspól­no­tę spo­łecz­ną. Fak­tycz­nie, jeśli pra­wo każ­de­go nie jest har­mo­nij­nie pod­po­rząd­ko­wa­ne dobru więk­sze­mu, to w osta­tecz­no­ści poj­mo­wa­ne jest ono jako pra­wo bez ogra­ni­czeń, a tym samym sta­je się źró­dłem kon­flik­tów i prze­mo­cy. (…) Ze smut­kiem stwier­dza­my, że w cen­trum deba­ty poli­tycz­nej prze­wa­ża­ją kwe­stie tech­nicz­ne i eko­no­micz­ne, kosz­tem auten­tycz­nej orien­ta­cji antro­po­lo­gicz­nej. Isto­cie ludz­kiej gro­zi spro­wa­dze­nie do bycia jedy­nie try­bi­kiem w mecha­ni­zmie, któ­ry trak­tu­je ją na rów­ni z dobrem kon­sump­cyj­nym, któ­re­go moż­na uży­wać, tak że – jak to nie­ste­ty czę­sto widzi­my – gdy życie nie odpo­wia­da potrze­bom tego mecha­ni­zmu, jest odrzu­ca­ne bez więk­sze­go waha­nia, jak w przy­pad­ku cho­rych, nie­ule­czal­nie cho­rych, ludzi star­szych, opusz­czo­nych i pozba­wio­nych opie­ki lub dzie­ci zabi­tych przed uro­dze­niem. (…) Wy, jako par­la­men­ta­rzy­ści, jeste­ście powo­ła­ni tak­że do wiel­kiej misji, choć może się ona wyda­wać nie­uży­tecz­na: do tro­ski o kru­chość, kru­chość naro­dów i osób. (…) Mot­to Unii Euro­pej­skiej brzmi: Jed­ność w róż­no­rod­no­ści. Ale jed­ność nie ozna­cza uni­for­mi­zmu poli­tycz­ne­go, gospo­dar­cze­go, kul­tu­ral­ne­go czy myśli. W isto­cie każ­da auten­tycz­na jed­ność żyje bogac­twem two­rzą­cych ją róż­no­rod­no­ści: jak rodzi­na, któ­ra jest o tyle bar­dziej zjed­no­czo­na, o ile każ­dy z jej człon­ków może bez lęku być dogłęb­nie sobą. W tym sen­sie uwa­żam, że Euro­pa powin­na być rodzi­ną naro­dów, któ­re mogły­by odczuć bli­skość insty­tu­cji Unii Euro­pej­skiej, o ile będą one w sta­nie umie­jęt­nie połą­czyć ide­ał pożą­da­nej jed­no­ści z wła­ści­wą każ­de­mu róż­no­rod­no­ścią, doce­nia­jąc poszcze­gól­ne tra­dy­cje; zda­jąc sobie spra­wę ze swej histo­rii i korze­ni; uwal­nia­jąc się od wie­lu mani­pu­la­cji i fobii. (…) Dawa­nie Euro­pie nadziei ozna­cza nie tyl­ko uzna­wa­nie cen­tral­ne­go miej­sca oso­by ludz­kiej, ale ozna­cza rów­nież pro­mo­wa­nie jej talen­tów. Cho­dzi więc o inwe­sto­wa­nie w nią i w miej­sca, gdzie jej talen­ty się kształ­tu­ją oraz przy­no­szą owo­ce. Pierw­szym takim obsza­rem jest zde­cy­do­wa­nie edu­ka­cja, wycho­dząc od rodzi­ny, komór­ki pod­sta­wo­wej i cen­ne­go ele­men­tu każ­de­go spo­łe­czeń­stwa. Rodzi­na zjed­no­czo­na, płod­na i nie­ro­ze­rwal­na wno­si z sobą ele­men­ty fun­da­men­tal­ne, by dać nadzie­ję na przy­szłość. Bez tej solid­no­ści docho­dzi się do budo­wa­nia na pia­sku, z poważ­ny­mi kon­se­kwen­cja­mi spo­łecz­ny­mi. Z dru­giej stro­ny, pod­kre­śla­nie zna­cze­nia rodzi­ny nie tyl­ko poma­ga dawać per­spek­ty­wę i nadzie­ję nowym poko­le­niom, ale tak­że wie­lu oso­bom star­szym, czę­sto zmu­szo­nym do życia w warun­kach samot­no­ści i opusz­cze­nia, bo nie ma już cie­pła ogni­ska domo­we­go, któ­re było­by w sta­nie im towa­rzy­szyć i wspie­rać ich. Oprócz rodzi­ny, są też insty­tu­cje edu­ka­cyj­ne: szko­ły i uni­wer­sy­te­ty. Edu­ka­cja nie może ogra­ni­czać się do zapew­nie­nia jakie­goś zbio­ru wie­dzy tech­nicz­nej, ale powin­na sprzy­jać bar­dziej zło­żo­ne­mu pro­ce­so­wi roz­wo­ju czło­wie­ka w jego cało­ści. (…) Euro­pa zawsze sta­ła na pierw­szej linii chwa­leb­ne­go zaan­ga­żo­wa­nia na rzecz eko­lo­gii. Nasza zie­mia wyma­ga rze­czy­wi­ście sta­łej opie­ki i uwa­gi, a każ­dy jest oso­bi­ście odpo­wie­dzial­ny za strze­że­nie stwo­rze­nia, cen­ne­go daru, któ­ry Bóg umie­ścił w rękach ludzi. Ozna­cza to z jed­nej stro­ny, że natu­ra jest do naszej dys­po­zy­cji, może­my się z niej cie­szyć i dobrze wyko­rzy­sty­wać; z dru­giej jed­nak stro­ny ozna­cza, że nie jeste­śmy jej pana­mi. Stró­ża­mi, ale nie pana­mi. Dla­te­go też mamy ją miło­wać i sza­no­wać, a „tym­cza­sem czę­sto kie­ru­je­my się pychą, dążąc do pano­wa­nia, posia­da­nia, mani­pu­lo­wa­nia, wyko­rzy­sty­wa­nia; nie doglą­da­my go, nie sza­nu­je­my, nie uwa­ża­my za bez­in­te­re­sow­ny dar, nad któ­rym trze­ba mieć pie­czę…”. Posza­no­wa­nie śro­do­wi­ska ozna­cza więc nie tyl­ko ogra­ni­cza­nie się i uni­ka­nie jego oszpe­ce­nia, ale rów­nież wyko­rzy­sty­wa­nie go dla dobra. Myślę przede wszyst­kim o sek­to­rze rol­ni­czym, któ­ry jest powo­ła­ny, by dać czło­wie­ko­wi wspar­cie  i pokarm. Nie moż­na się godzić,by milio­ny ludzi na całym świe­cie umie­ra­ły z gło­du, pod­czas gdy codzien­nie tony arty­ku­łów żyw­no­ścio­wych wyrzu­ca się z naszych sto­łów. Ponad­to posza­no­wa­nie przy­ro­dy przy­po­mi­na nam, że sam czło­wiek jest jej pod­sta­wo­wą czę­ścią. Oprócz eko­lo­gii śro­do­wi­ska, potrzeb­na jest ta eko­lo­gia ludz­ka, na któ­rą skła­da się posza­no­wa­nie oso­by, o czym chcia­łem przy­po­mnieć, zwra­ca­jąc się do was dzi­siaj. Dru­gim obsza­rem, na któ­rym roz­wi­ja­ją się talen­ty czło­wie­ka jest pra­ca. Nad­szedł czas, aby wspie­rać poli­ty­kę zatrud­nie­nia, ale przede wszyst­kim trze­ba przy­wró­cić god­ność pra­cy, zapew­nia­jąc tak­że odpo­wied­nie warun­ki do jej reali­za­cji. Ozna­cza to z jed­nej stro­ny zna­le­zie­nie nowych spo­so­bów, by łączyć ela­stycz­ność ryn­ku z potrze­bą sta­bil­no­ści i pew­no­ścią per­spek­tyw zatrud­nie­nia, nie­zbęd­nych dla ludz­kie­go roz­wo­ju pra­cow­ni­ków; z dru­giej stro­ny, ozna­cza krze­wie­nie odpo­wied­nie­go kon­tek­stu spo­łecz­ne­go, k
tóry nie zmie­rza do wyzy­sku ludzi, ale zapew­nie­nia poprzez pra­cę moż­li­wo­ści budo­wa­nia rodzi­ny i wycho­wy­wa­nia dzie­ci. Podob­nie, koniecz­ne jest wspól­ne sta­wie­nie czo­ła pro­ble­mo­wi migra­cji. Nie moż­na się godzić z tym, by Morze Śród­ziem­ne było wiel­kim cmen­ta­rzem! Na łodziach, któ­re codzien­nie docie­ra­ją do wybrze­ży euro­pej­skich, są męż­czyź­ni i kobie­ty potrze­bu­ją­cy gościn­no­ści oraz pomo­cy. Brak wza­jem­ne­go wspar­cia w Unii Euro­pej­skiej gro­zi zachę­ca­niem do roz­wią­zań par­ty­ku­lar­nych pro­ble­mu, któ­re nie bio­rą pod uwa­gę ludz­kiej god­no­ści imi­gran­tów, sprzy­ja­jąc pra­cy nie­wol­ni­czej i nie­ustan­nym nie­po­ko­jom spo­łecz­nym. Euro­pa będzie w sta­nie pora­dzić sobie z pro­ble­ma­mi zwią­za­ny­mi z imi­gra­cją, jeśli będzie umia­ła jasno zapro­po­no­wać swo­ją toż­sa­mość kul­tu­ro­wą i wpro­wa­dzić w życie odpo­wied­nie usta­wo­daw­stwo, któ­re potra­fi­ło­by jed­no­cze­śnie chro­nić pra­wa oby­wa­te­li euro­pej­skich i zapew­nić gościn­ność dla imi­gran­tów; jeśli będzie umia­ła przy­jąć poli­ty­kę popraw­ną, odważ­ną i kon­kret­ną, któ­ra pomo­że kra­jom ich pocho­dze­nia w roz­wo­ju spo­łecz­no-poli­tycz­nym i prze­zwy­cię­że­niu kon­flik­tów wewnętrz­nych – głów­nej przy­czy­ny tego zja­wi­ska – zamiast poli­ty­ki inte­re­sów, któ­ra zwięk­sza i pod­sy­ca te kon­flik­ty. Trze­ba zająć się przy­czy­na­mi, a nie tyl­ko skut­ka­mi. (…) Zachę­cam was więc do pra­cy,  aby Euro­pa na nowo odkry­ła swą dobrą duszę. Pewien ano­ni­mo­wy autor z II wie­ku pisał, że „czym jest dusza w cie­le, tym są w świe­cie chrze­ści­ja­nie”. Zada­niem duszy jest wspie­ra­nie cia­ła, bycie jego sumie­niem i pamię­cią histo­rycz­ną. A histo­ria dwóch tysię­cy lat wią­że Euro­pę i chrze­ści­jań­stwo. Histo­ria nie wol­na od kon­flik­tów i błę­dów, rów­nież grze­chów, ale zawsze oży­wia­na pra­gnie­niem zbu­do­wa­nia dobra. Widzi­my to w pięk­nie naszych miast, a jesz­cze bar­dziej w pięk­nie wie­lu dzieł miło­sier­dzia i wspól­ne­go, ludz­kie­go wzra­sta­nia, któ­re kształ­tu­ją kon­ty­nent. Ta histo­ria w dużej czę­ści jest jesz­cze do napi­sa­nia. Jest ona naszą teraź­niej­szo­ścią i tak­że naszą przy­szło­ścią. Jest ona naszą toż­sa­mo­ścią. A Euro­pa bar­dzo potrze­bu­je odkry­cia na nowo swo­je­go obli­cza, aby się roz­wi­jać, zgod­nie z duchem swo­ich ojców zało­ży­cie­li, w poko­ju i zgo­dzie, bo sama nie jest jesz­cze wol­na od kon­flik­tów. (…) Dro­dzy euro­de­pu­to­wa­ni, nade­szła pora, aby wspól­nie budo­wać Euro­pę, któ­ra nie obra­ca się wokół gospo­dar­ki, ale wokół świę­to­ści oso­by ludz­kiej, war­to­ści nie­zby­wal­nych; Euro­pę śmia­ło obej­mu­ją­cą swo­ją prze­szłość i z ufno­ścią spo­glą­da­ją­cą na swo­ją przy­szłość, aby w peł­ni i z nadzie­ją żyć swo­ją teraź­niej­szo­ścią. Nade­szła chwi­la, aby porzu­cić ideę Euro­py prze­stra­szo­nej i zamknię­tej w sobie, aby roz­bu­dzić i krze­wić Euro­pę uczest­ni­czą­cą, nio­są­cą wie­dzę, sztu­kę, muzy­kę, war­to­ści huma­ni­stycz­ne, a tak­że war­to­ści wia­ry. Euro­pę kon­tem­plu­ją­cą nie­bo i dążą­cą do ide­ałów; Euro­pę, któ­ra opie­ku­je się, bro­ni i chro­ni czło­wie­ka; Euro­pę podą­ża­ją­cą po zie­mi bez­piecz­nej i solid­nej, będą­cą cen­nym punk­tem odnie­sie­nia dla całej ludz­ko­ści!