Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Tydzień liturgiczny

DRUGI TYDZIEŃ WIELKIEGO POSTU 2–7 III 2015

PONIEDZIAŁEK

Dn 9,4b–10; Łk 6,36–38
Sło­wo Boże: Zgrze­szy­li­śmy, zbłą­dzi­li­śmy, popeł­ni­li­śmy nie­pra­wość i zbun­to­wa­li­śmy się, odstą­pi­li­śmy od Two­ich przy­ka­zań. Nie byli­śmy posłusz­ni Two­im słu­gom, pro­ro­kom, któ­rzy prze­ma­wia­li w Two­im imie­niu… Trze­ba poko­nać pychę, by wyznać, żeśmy nie słu­cha­li Boga. O ileż głęb­szej skru­chy wyma­ga wyzna­nie, żeśmy nie słu­cha­li pro­ro­ków. Oto sta­je czło­wiek, któ­re­go sła­bość nie­trud­no zauwa­żyć, i prze­ma­wia… jak pro­rok. I wyma­ga jak pro­rok. Napo­mi­na. Poucza. Sam nie jest bez winy… Ale Bóg może posłu­żyć się nawet kiep­skim narzę­dziem, by prze­pro­wa­dzić swój plan. Panie, potrze­bu­ję Two­je­go sło­wa, pra­gnę Twej obec­no­ści. Ty jed­nak czę­sto przy­cho­dzisz przez czło­wie­ka i mówisz do mnie przez czło­wie­ka. Nie zawsze umiem to roze­znać i przy­jąć, dla­te­go pro­szę: nie pozwól, bym prze­ga­pił coś z tego, co do mnie mówisz.
WTOREK
Iz 1,10.16–20; Mt 23,1–12
Sło­wo Boże: Troszcz­cie się o spra­wie­dli­wość, wspo­ma­gaj­cie uci­śnio­ne­go, oddaj­cie słusz­ność sie­ro­cie, sta­waj­cie w obro­nie wdo­wy… Choć­by wasze ser­ca były jak szkar­łat, jak śnieg wybie­le­ją; choć­by czer­wo­ne były jak pur­pu­ra, sta­ną się jak weł­na. Od jed­ne­go sło­wa wezwa­nia, przy­na­gle­nia i upo­mnie­nia, dziś skie­ro­wa­ne­go do czło­wie­ka, wszyst­ko zale­ży. Jeśli pój­dzie­my za gło­sem Boga, nie­wy­obra­żal­ne sta­je się fak­tem. Agre­syw­na w swej bar­wie pur­pu­ra uzy­sku­je kolor poko­ju, na kształt bia­łej weł­ny. Dusza ludz­ka może prze­mie­rzyć dro­gę od agre­sji do poko­ju. Wystar­czy pójść za gło­sem Pana. Czy mogę raz jesz­cze sta­nąć przed Tobą, Panie, i pro­sić byś usu­nął szkar­łat mego grze­chu? Nie wiem, któ­ry to już raz znów pro­szę. Choć roz­są­dek zda­je się mnie powstrzy­my­wać, to jed­nak wie­rzę Twe­mu sło­wu. Bar­dziej niż memu rozu­mo­wi. I dla­te­go znów pro­szę.
ŚRODA
Syr 51,13–20; Łk 12,35–40
ŚWIĘTO ŚW. KAZIMIERZA
Sło­wo Boże: Będąc jesz­cze mło­dym, zanim zaczą­łem podró­żo­wać, szu­ka­łem jaw­nie mądro­ści w modli­twie. U bram świą­ty­ni pro­si­łem o nią i aż do koń­ca szu­kać jej będę… Postą­pi­łem w niej, a Temu, któ­ry dał mi mądrość, chcę oddać cześć. Trze­ba Bogu dzię­ko­wać za każ­dą roz­sąd­ną decy­zję. Za każ­de pra­gnie­nie dobra, któ­re powsta­ło w naszym ser­cu. Za każ­de prze­zwy­cię­że­nie trud­nej sytu­acji i każ­dy napra­wio­ny błąd. Dzię­ko­wać Bogu za codzien­ny dar mądro­ści, dzię­ki któ­rej może­my prze­żyć kolej­ne godzi­ny poko­nu­jąc złe pra­gnie­nia, poku­sy, sła­bość wła­snej natu­ry. Trze­ba dzię­ko­wać. Panie, dzię­ku­ję za ten dzień, za Two­je sło­wo, za myśli, któ­re ono wzbu­dza w moim umy­śle i za pra­gnie­nia, któ­re powsta­ją w moim ser­cu. Panie, dzię­ku­ję, bo nie potra­fię lepiej wyra­zić, jak bar­dzo zale­ży mi na Tobie.
CZWARTEK
Jr 17,5–10; Łk 16,19–31
Sło­wo Boże: Prze­klę­ty mąż, któ­ry pokła­da nadzie­ję w czło­wie­ku i któ­ry w cie­le upa­tru­je swą siłę, a od Pana odwra­ca swe ser­ce… Bło­go­sła­wio­ny mąż, któ­ry pokła­da ufność w Panu, i Pan jest jego nadzie­ją! Wmó­wio­no nam, że jeśli robi­my coś z prze­ko­na­niem, to mamy rację. Bo racja obiek­tyw­na nie ist­nie­je. Słusz­ne jest to, co za słusz­ne sami uzna­my. Wmó­wio­no nam, że moż­na pokła­dać ufność w czło­wie­ku, w sobie. Sto­imy zabłą­ka­ni, bo nikt już nie mówi wyraź­nie, jaki jest słusz­ny kie­ru­nek. Czy moż­na poru­szać się po dro­gach życia, nie roze­zna­jąc kie­run­ków? Nie mając pew­no­ści dokąd zmie­rza­my? Nie­raz sta­wia­łem na czło­wie­ka, sta­wia­łem na wła­sne umie­jęt­no­ści i spryt. I tyle razy widzia­łem mizer­ne efek­ty tego dzia­ła­nia. A jed­nak znów moc­na jest poku­sa, by pójść tą dro­gą. Panie, powstrzy­maj mnie, gdy zapo­mi­nam o Tobie.
PIĄTEK
Rdz 37,3–4.12–13a.17b–28;
Mt 21,33–43.45–46
Sło­wo Boże: Józef zatem udał się za swy­mi brać­mi i zna­lazł ich w Dota­im… Gdy Józef przy­szedł do swych bra­ci, oni zdar­li zeń jego odzie­nie, dłu­gą sza­tę z ręka­wa­mi, któ­rą miał na sobie. I pochwy­ciw­szy go, wrzu­ci­li go do stud­ni. Dwu­na­stu bra­ci z jed­ne­go ojca i czte­rech matek. Rodzi­na peł­na napięć, podej­rzeń, uprze­dzeń, zazdro­ści. Trud­ny to dom, w któ­rym miłość nie jest na pierw­szym miej­scu. Na jaw wydo­sta­ją się ego­izmy poszcze­gól­nych osób. I tak rodzi się wal­ka inspi­ro­wa­na nie­na­wi­ścią. Dro­ga budo­wa­nia jest jed­na: to poszu­ki­wa­nie miło­ści za wszel­ką cenę i mimo dozna­nych cier­pień. Panie, wiem, że miłość kosz­tu­je, że za miłość się pła­ci i to nie­raz wiel­ką cenę. A jed­nak gdy przy­cho­dzi pono­sić kolej­ne kosz­ty, chęt­nie bym się wyco­fał. Ale to nie jest dobre roz­wią­za­nie. Chcę patrzeć na krzyż i uczyć się od Cie­bie, Panie.
SOBOTA
Mi 7,14–15.18–20; Łk 15,1–3.11–32
Sło­wo Boże: Któ­ryż Bóg podob­ny Tobie, któ­ry odda­lasz nie­pra­wość, odpusz­czasz wystę­pek Resz­cie dzie­dzic­twa Twe­go? Nie żywi On gnie­wu na zawsze, bo upodo­bał sobie miło­sier­dzie. Uli­tu­je się zno­wu nad nami, zetrze nasze nie­pra­wo­ści… Modli­twa wypeł­nio­na proś­ba­mi – taki kształt naj­czę­ściej przyj­mu­je nasze woła­nie do Boga. Modli­twa wyko­rzy­stu­ją­ca goto­we for­mu­ły – war­to z nich korzy­stać trosz­cząc się, by nie ulec bez­myśl­no­ści. Ale jest tak­że modli­twa, któ­ra wyra­ża podziw wobec dzieł Boga. Do ado­ra­cji Stwór­cy oka­zu­ją­ce­go miło­sier­dzie wzy­wa pro­rok. Tu potrzeb­ny jest czas bez pośpie­chu. Panie, sam widzisz, jak bar­dzo bra­ku­je mi cza­su i jak bar­dzo cier­pi na tym modli­twa. Wygrze­bu­ję jakieś skraw­ki przy­pad­ko­wych chwil, by zwró­cić się do Cie­bie, moje­go Stwór­cy. A prze­cież nie tak powin­no być. Pro­szę, pomóż mi.