Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Z nauczania Ojca Świętego

UNIŻENIE JEZUSA

Frag­men­ty homi­lii Ojca Świę­te­go Fran­cisz­ka, wygło­szo­nej pod­czas uro­czy­sto­ści Nie­dzie­li Pal­mo­wej na pla­cu św. Pio­tra w Waty­ka­nie, 29 mar­ca br.

Fot. M. Ryb­czyń­ska­/KO-ŚDM

W cen­trum tej cele­bra­cji, któ­ra wyda­je się tak uro­czy­sta, znaj­du­je się sło­wo, któ­re usły­sze­li­śmy w hym­nie z Listu do Fili­pian: „uni­żył same­go sie­bie”. Uni­że­nie Jezu­sa. To sło­wo obja­wia nam styl Boga i chrze­ści­ja­ni­na: poko­rę. Ten styl nigdy nie prze­sta­nie nas zaska­ki­wać i rodzić pro­ble­mów: nigdy nie może­my przy­wyk­nąć do Boga pokor­ne­go. Uni­że­nie same­go sie­bie jest przede wszyst­kim sty­lem Boga: Bóg się uni­ża, aby piel­grzy­mo­wać ze swo­im ludem, aby zno­sić jego nie­wier­no­ści. (…) W tym tygo­dniu, Wiel­kim Tygo­dniu, któ­ry pro­wa­dzi nas do Wiel­ka­no­cy, pój­dzie­my tą dro­gą upo­ko­rze­nia Jezu­sa. Tyl­ko w ten spo­sób będzie on „świę­ty” tak­że dla nas! Usły­szy­my o pogar­dzie przy­wód­ców Jego ludu i ich oszu­stwach, by spo­wo­do­wać Jego upa­dek. Będzie­my świad­ka­mi zdra­dy Juda­sza, jed­ne­go z [pul­lqu­ote]
Do mło­dych Ojciec Swie­ty powie­dział:
Na koniec tej uro­czy­sto­ści ser­decz­nie pozdra­wiam was wszyst­kich tu
obec­nych, a zwłasz­cza mło­dych. Dro­dzy mło­dzi, zachę­cam was do kon­ty­nu­owa­nia
waszej dro­gi zarów­no w die­ce­zjach, jak i w piel­grzym­ce poprzez
kon­ty­nen­ty, któ­ra zapro­wa­dzi was w przy­szłym roku do Kra­ko­wa,
ojczy­zny Świę­te­go Jana Paw­ła II, twór­cy Świa­to­wych Dni Mło­dzie­ży.
Temat tego wiel­kie­go spo­tka­nia: „Bło­go­sła­wie­ni miło­sier­ni, albo­wiem oni
miło­sier­dzia dostą­pią”, dobrze współ­brz­mi z Rokiem Świę­tym Miło­sier­dzia.
Pozwól­cie się napeł­nić czu­ło­ścią Ojca, aby ją sze­rzyć wokół was!
[/pullquote]Dwunastu, któ­ry sprze­da Go za trzy­dzie­ści srebr­ni­ków. Zoba­czy­my Pana poj­ma­ne­go i pro­wa­dzo­ne­go jak zło­czyń­cę; opusz­czo­ne­go przez uczniów; cią­gnię­te­go przed San­he­dryn, ska­za­ne­go na śmierć, pobi­te­go i znie­wa­żo­ne­go. Usły­szy­my, że Piotr, „ska­ła” uczniów, trzy razy się Go zaprze. Usły­szy­my krzy­ki tłu­mów, pod­że­ga­nych przez zwierzch­ni­ków, pro­szą­cych o uwol­nie­nie Bara­ba­sza, a ukrzy­żo­wa­nie Jezu­sa. Zoba­czy­my Go wyśmie­wa­ne­go przez żoł­nie­rzy, okry­te­go pur­pu­ro­wym płasz­czem, uko­ro­no­wa­ne­go cier­niem. A następ­nie wzdłuż Dro­gi Krzy­żo­wej, nio­są­ce­go krzyż, usły­szy­my obe­lgi ludu i przy­wód­ców, wyśmie­wa­ją­cych to, że jest Kró­lem i Synem Bożym. To jest dro­ga Boga, dro­ga poko­ry. To dro­ga Jezu­sa, a innej nie ma. I nie ma poko­ry bez upo­ko­rze­nia. Prze­mie­rza­jąc dogłęb­nie tę dro­gę, Syn Boży przy­jął „postać słu­gi”. Rze­czy­wi­ście, poko­ra ozna­cza służ­bę, ozna­cza pozo­sta­wie­nie miej­sca dla Boga, rezy­gna­cji z same­go sie­bie, „ogo­ło­ce­nia się”, jak mówi Pismo. To jest naj­więk­sze upo­ko­rze­nie. Ist­nie­je inna dro­ga, sprzecz­na z dro­gą Chry­stu­sa: świa­to­wość. Świa­to­wość ofe­ru­je nam dro­gę próż­no­ści, pychy, suk­ce­su… Jest inną dro­gą. Zły duch zapro­po­no­wał ją tak­że Jezu­so­wi pod­czas czter­dzie­stu dni na pusty­ni. Ale Jezus ją bez waha­nia odrzu­cił. Wraz z Nim tak­że  my może­my poko­nać tę poku­sę, nie tyl­ko przy spe­cjal­nych oka­zjach, ale w zwy­kłych oko­licz­no­ściach życia. Poma­ga nam w tym i pokrze­pia przy­kład tak wie­lu męż­czyzn i kobiet, któ­rzy w ciszy i ukry­ciu, na co dzień, wyrze­ka­ją się samych sie­bie, aby słu­żyć innym: cho­re­mu krew­ne­mu, samot­nej oso­bie star­szej, czy nie­peł­no­spraw­nej… Pomyśl­my tak­że o upo­ko­rze­niu tych, któ­rzy ze wzglę­du na swo­ją posta­wę wier­no­ści Ewan­ge­lii są  dys­kry­mi­no­wa­ni i oso­bi­ście za to pła­cą. Pomyśl­my też o naszych bra­ciach i sio­strach, któ­rzy cier­pią prze­śla­do­wa­nie z tego powo­du, że są chrze­ści­ja­na­mi, współ­cze­snych męczen­ni­kach: nie zapie­ra­ją się Jezu­sa i god­nie zno­szą obe­lgi i znie­wa­gi. Idą za Nim Jego dro­gą. Może­my mówić o „mnó­stwie świad­ków”. Tak­że i my wraz z nimi sta­now­czo pójdź­my tą dro­gą, z wiel­ką miło­ścią do Nie­go, nasze­go Pana i Zba­wi­cie­la. To miłość nas będzie pro­wa­dzić i da nam siłę. A gdzie On jest, tak­że i my będzie­my.