Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Z nauczania Ojca Świętego

NIE ZRZUCAJMY NA DZIECI NASZYCH WIN!

Frag­men­ty kate­che­zy Ojca Świę­te­go Fran­cisz­ka, wygło­szo­nej pod­czas audien­cji ogól­nej na pla­cu św. Pio­tra w Waty­ka­nie, 8 kwiet­nia br.

Dro­dzy Bra­cia i Sio­stry!
W cyklu kate­chez o rodzi­nie dopeł­nia­my dziś reflek­sję o dzie­ciach, będą­cych naj­pięk­niej­szym owo­cem bło­go­sła­wień­stwa, jakim Stwór­ca obda­rzył męż­czy­znę i kobie­tę. Już mówi­li­śmy o wiel­kim darze, jakim są dzie­ci. Dzi­siaj nie­ste­ty trze­ba nam powie­dzieć o „histo­riach cier­pień”, jakie musi zno­sić wie­le z nich. Wie­le dzie­ci od same­go począt­ku jest odrzu­ca­nych, porzu­co­nych, ogra­bio­nych ze swe­go dzie­ciń­stwa i przy­szło­ści. Nie­któ­rzy, jak­by dla uspra­wie­dli­wie­nia, ośmie­la­ją się powie­dzieć, że pomył­ką było ich zro­dze­nie. To hanieb­ne! Pro­szę, nie zrzu­caj­my na dzie­ci naszych win! Dzie­ci nigdy nie są „pomył­ką”. (…) Jed­nak żad­ne z tych dzie­ci nie jest zapo­mnia­ne przez Ojca któ­ry jest w Nie­bie. Żad­na z ich łez nie będzie zmar­no­wa­na! Tak jak nie znik­nie nasza odpo­wie­dzial­ność, odpo­wie­dzial­ność spo­łecz­na osób i kra­jów. Pew­ne­go razu Jezus czy­nił uczniom wyrzu­ty, bo odda­la­li dzie­ci, jakie przy­no­si­li Jemu rodzi­ce, aby je pobło­go­sła­wił. Wzru­sza­ją­ca jest ewan­ge­licz­na nar­ra­cja: „Wte­dy przy­nie­sio­no Mu dzie­ci, aby wło­żył na nie ręce i pomo­dlił się za nie; a ucznio­wie szorst­ko zabra­nia­li im tego. Lecz Jezus rzekł: Dopuść­cie dzie­ci i nie prze­szka­dzaj­cie im przyjść do Mnie; do takich bowiem nale­ży kró­le­stwo nie­bie­skie. Wło­żył na nie ręce i poszedł stam­tąd”. Jak­że wspa­nia­łe jest to zaufa­nie rodzi­ców i ta odpo­wiedź Jezu­sa! Jak bar­dzo chciał­bym, aby ta kar­ta sta­ła się nor­mal­ną histo­rią wszyst­kich dzie­ci! (…) Nazbyt czę­sto na dzie­ci spa­da­ją skut­ki życia zdar­te­go przez pra­cę doryw­czą i źle opła­co­ną, nie do znie­sie­nia roz­kład godzin, nie­sku­tecz­ne­go trans­por­tu… Ale dzie­ci pła­cą tak­że kosz­ty nie­doj­rza­łych związ­ków i nie­od­po­wie­dzial­nych sepa­ra­cji. Zno­szą skut­ki skraj­nie wyol­brzy­mio­nych praw subiek­tyw­nych i następ­nie sta­ją się ich przed­wcze­śnie doj­rza­ły­mi dzieć­mi. (…) Bra­cia i sio­stry dobrze się zasta­nów­cie: z dzieć­mi się nie żar­tu­je! Pomy­śl­cie czym było­by spo­łe­czeń­stwo, któ­re posta­no­wi­ło­by raz na zawsze usta­no­wić nastę­pu­ją­cą zasa­dę: „To praw­da, że nie jeste­śmy dosko­na­li i popeł­nia­my wie­le błę­dów. Ale jeśli cho­dzi o dzie­ci przy­cho­dzą­ce na świat, to żad­na ofia­ra doro­słych nie może kosz­to­wać zbyt wie­le, czy też być nazbyt wiel­ka, by unik­nąć sytu­acji, w któ­rej jakieś dziec­ko mogło pomy­śleć, że jest pomył­ką, że nic nie zna­czy i zostać porzu­co­nym na rany życia oraz despo­tyzm ludzi”. Jak­że pięk­ne było­by takie spo­łe­czeń­stwo! (…).