Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Z nauczania Ojca Świętego

MUSIMY PRZYWRÓCIĆ CZEŚĆ DLA MAŁŻEŃSTWA I RODZINY!

Frag­men­ty kate­che­zy Ojca Świę­te­go Fran­cisz­ka, wygło­szo­nej pod­czas audien­cji ogól­nej na pla­cu św. Pio­tra w Waty­ka­nie, 22 kwiet­nia br.

Dro­dzy Bra­cia i Sio­stry!
W poprzed­niej kate­che­zie o rodzi­nie zasta­na­wia­łem się nad pierw­szym opi­sem stwo­rze­nia czło­wie­ka, w pierw­szym roz­dzia­le Księ­gi Rodza­ju, gdzie napi­sa­no: „Stwo­rzył więc Bóg czło­wie­ka na swój obraz, na obraz Boży go stwo­rzył: stwo­rzył męż­czy­znę i nie­wia­stę”. Dziś chciał­bym dopeł­nić reflek­sji dru­gim opi­sem, któ­ry znaj­du­je­my w dru­gim roz­dzia­le. Czy­ta­my tu, że Pan po stwo­rze­niu nie­ba i zie­mi „ule­pił czło­wie­ka z pro­chu zie­mi i [pul­lqu­ote]
Do Pola­ków Ojciec Świę­ty powie­dział:
Witam piel­grzy­mów pol­skich. Jutro przy­pa­da
uro­czy­stość św. Woj­cie­cha. Jego męczeń­ska
śmierć przed tysią­cem lat sta­ła się fun­da­men­tem
rodzą­ce­go się wów­czas wasze­go Kościo­ła
i pań­stwa. Świę­ty Jan Paweł II powie­dział
o nim, „że jest on natchnie­niem dla tych,
któ­rzy dziś pra­cu­ją nad zbu­do­wa­niem nowej
Euro­py, z uwzględ­nie­niem jej korze­ni kul­tu­ro­wych
i reli­gij­nych” (Gnie­zno, 3 VI 1997 r.).
Niech wsta­wien­nic­two Patro­na Pol­ski umoc­ni
was w wie­rze, wypro­si pokój i roz­wój waszej
Ojczy­zny. Z ser­ca wam bło­go­sła­wię.
[/pullquote]tchnął w jego noz­drza tchnie­nie życia, wsku­tek cze­go stał się czło­wiek isto­tą żywą”. Jest to szczyt dzie­ła stwo­rze­nia. Ale cze­goś bra­ku­je. Następ­nie Bóg umie­ścił czło­wie­ka w prze­pięk­nym ogro­dzie, aby upra­wiał go i strzegł. Duch Świę­ty, któ­ry natchnął całą Biblię, suge­ru­je przez chwi­lę obraz męż­czy­zny samot­ne­go. (…) I Bóg widzi, że to „nie jest dobre”: jak­by brak komu­nii, brak peł­ni. „Nie jest dobrze” – mówi Bóg – i doda­je: „uczy­nię mu zatem odpo­wied­nią dla nie­go pomoc”. (…) Kie­dy wresz­cie Bóg przed­sta­wia kobie­tę, męż­czy­zna z rado­ścią roz­po­zna­je, że to stwo­rze­nie – i tyl­ko ono – jest jego czę­ścią: „Ta dopie­ro jest kością z moich kości i cia­łem z mego cia­ła!”. (…) Kobie­ta nie jest „repli­ką” męż­czy­zny. Pocho­dzi wprost ze stwór­cze­go dzia­ła­nia Boga. Obraz żebra nie wyra­ża w isto­cie niż­szo­ści czy przy­po­rząd­ko­wa­nia, lecz prze­ciw­nie, że męż­czy­zna i kobie­ta są z tej samej sub­stan­cji i są wobec sie­bie kom­ple­men­tar­ni oraz że cie­szą się wza­jem­no­ścią. (…) Jeśli nie znaj­dzie­my jakie­goś wiel­kie­go przy­pły­wu sym­pa­tii dla przy­mie­rza mię­dzy męż­czy­zną a kobie­tą, zdol­ne­go oca­lić nowe poko­le­nia od nie­uf­no­ści i obo­jęt­no­ści, to dzie­ci będą przy­cho­dzi­ły na świat coraz bar­dziej z nie­go wyko­rze­nio­ne, począw­szy od łona mat­czy­ne­go. Spo­łecz­na dewa­lu­acja sta­bil­ne­go i rodzą­ce­go nowe­go poko­le­nia przy­mie­rza męż­czy­zny i kobie­ty jest z pew­no­ścią stra­tą dla wszyst­kich. Musi­my przy­wró­cić cześć dla mał­żeń­stwa i rodzi­ny! A Biblia mówi coś pięk­ne­go: męż­czy­zna znaj­du­je kobie­tę, spo­ty­ka­ją się nawza­jem, ale męż­czy­zna musi coś opu­ścić, aby w peł­ni ją odna­leźć. „Dla­te­go to męż­czy­zna opusz­cza ojca swe­go i mat­kę, by złą­czyć się ze swą żoną”. To pięk­ne. Ozna­cza to roz­po­czę­cie  pew­nej dro­gi. Męż­czy­zna cały odda­je się kobie­cie, a kobie­ta cała odda­je się męż­czyź­nie. Strze­że­nie tego przy­mie­rza męż­czy­zny i kobie­ty, choć są grzesz­ni i zra­nie­ni, zagu­bie­ni i upo­ko­rze­ni, nie­uf­ni i nie­pew­ni, jest więc dla nas wie­rzą­cych w dzi­siej­szych warun­kach powo­ła­niem anga­żu­ją­cym i fascy­nu­ją­cym. Sam opis stwo­rze­nia oraz grze­chu, w swo­im fina­le, prze­ka­zu­je nam prze­pięk­ną iko­nę: „Pan Bóg spo­rzą­dził dla męż­czy­zny i dla jego żony odzie­nie ze skór i przy­odział ich”. Jest to obraz czu­ło­ści wzglę­dem tej grzesz­nej pary, któ­re pozo­sta­wia nas z otwar­ty­mi usta­mi: Boża deli­kat­ność! Jest to obraz ojcow­skie­go strze­że­nia ludz­kiej pary. Sam Bóg strze­że i chro­ni swo­je arcy­dzie­ło.