Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Słowa kapłana

Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię (29)

BP JAN SZKODOŃ BISKUP POMOCNICZY

Św. Marek opi­sał w Ewan­ge­lii burzę na jezio­rze. „Naraz zerwał się gwał­tow­ny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź już się napeł­nia­ła” (Mk 4,37). Burza jest sym­bo­lem tego, co dzie­je się cza­sem w naszym wnę­trzu. Czu­je­my, że wzra­sta w nas napię­cie. Mówi­my, że wszyst­ko nas dener­wu­je. Bywa, że drob­na rzecz wyzwa­la wybuch zło­ści, krzyk, płacz, obwi­nia­nie i obra­ża­nie wszyst­kich woko­ło. Taka „burza” ma miej­sce w wie­lu rodzi­nach. Dobrze, gdy szyb­ko mija. Krót­kie prze­pro­sze­nie, dobre sło­wo skie­ro­wa­ne do oso­by, któ­rą obra­zi­li­śmy – i znów jak­by wró­ci­ło słoń­ce w rodzi­nie. Ale bywa tak, że burza zło­ści i obraź­li­wych słów poja­wia się czę­sto, trwa dłu­go i nie koń­czy się pojed­na­niem, ale wro­gim mil­cze­niem. Każ­dy cze­ka, że dru­gi prze­pro­si, zała­go­dzi powsta­ły kon­flikt. Domo­we „burze” są szcze­gól­nie nisz­czą­ce miłość, gdy uży­wa­ne są obraź­li­we, poni­ża­ją­ce sło­wa. Bole­sne i ranią­ce są kłót­nie, w któ­rych wspo­mi­na się daw­ne winy, wypo­wia­da się swo­je podej­rze­nia, powo­łu­je się na zasły­sza­ne plot­ki. Nie­jed­na „burza” ujaw­nia, że już od daw­na nie ma w mał­żeń­stwie i rodzi­nie peł­ne­go zaufa­nia. Raczej trwa zewnętrz­na popraw­ność, uda­wa­nie, że wszyst­ko jest w porząd­ku. W chwi­li kłót­ni obna­żo­na zosta­je pozor­na miłość. „Nauczy­cie­lu, nic Cię to nie obcho­dzi, że ginie­my?” – pyta­li ucznio­wie Pana Jezu­sa, któ­ry spał (Mk 4,38). „Milcz, ucisz się” – roz­ka­zał Pan Jezus wichro­wi. Ewan­ge­li­sta napi­sał: „Wicher się uspo­ko­ił i nasta­ła głę­bo­ka cisza” (Mk 4,39). Jakie wnio­ski dla mał­żeń­stwa i rodzi­ny wypły­wa­ją z biblij­nej histo­rii o uci­sze­niu burzy na jezio­rze? Kłót­nia ujaw­nia, nie­kie­dy ku nasze­mu prze­ra­że­niu, że jeste­śmy nie­opa­no­wa­ni, zło­śli­wi, wypo­wia­da­my sło­wa, któ­rych za chwi­lę żału­je­my, ale cięż­ko jest nam przy­znać się do winy. Może potrzeb­ny jest odpo­czy­nek, a może jesz­cze bar­dziej trze­ba codzien­nie klę­kać razem do modli­twy, wyspo­wia­dać się, poje­chać na piel­grzym­kę, czy wspól­ne reko­lek­cje. Św. Paweł pisze: „Miłość Chry­stu­sa przy­na­gla nas… za wszyst­kich umarł Chry­stus po to, aby ci, co żyją, już nie żyli dla sie­bie, lecz dla Tego, któ­ry za nich umarł i zmar­twych­wstał” (2 Kor 5,14–15). Te sło­wa Paw­ło­we są dla nas dro­go­wska­zem we wszyst­kich spra­wach. „Rodzi­na  chrze­ści­jań­ska, oży­wio­na i pod­trzy­my­wa­na nowym przy­ka­za­niem miło­ści, żyje… sza­cun­kiem i służ­bą każ­de­mu czło­wie­ko­wi, w któ­rym zawsze dostrze­ga god­ność oso­by i dziec­ka Boże­go” (św. Jan Paweł II, adh. Fami­lia­ris con­sor­tio, 64).
Pro­po­zy­cja reflek­sji
Czy wycią­ga­my wnio­ski z każ­dej sprzecz­ki, kłót­ni, prze­dłu­ża­ją­ce­go się nie­po­ro­zu­mie­nia?